niedziela, 31 grudnia 2017

Rozdział X

Angel westchnęła cicho. Miała wrażenie, że cały czas przerabiali ten sam scenariusz – gubiła się, bała i szukała odpowiedzi, kiedy zaś wybuchała na tyle, by zacząć zadawać pytania, pojawiał się Shadow ze swoimi lakonicznymi odpowiedziami. To nie był pierwszy raz, gdy mężczyzna tak po prostu kazał jej się uspokoić, chcąc nie chcąc zdradzając kolejne szczegóły na temat miejsca, w którym się znajdowała. Próbowała to zrozumieć, jednocześnie zastanawiając nad tym, jak wiele razy mieli jeszcze powtarzać ten sam schemat, zanim jej opiekuna zacznie zachowywać się tak, jakby miał do czynienia z nieporadnym, niedoświadczonym dzieckiem.
Usiadła, po czym wyprostowała się niczym struna, próbując sprawiać wrażenie jak najbardziej pewnej siebie. Chciała chociaż ten jeden raz przejąć kontrolę nad sytuacją, chociaż to wydawało się co najmniej trudne, skoro to ona oczekiwała wyjaśnień. Co więcej, jakaś cząstka Angel najzwyczajniej w świecie wątpiła w to, co działo się wokół niej – a już zwłaszcza sens drążenia tematów, które wyraźnie nie były Shadowowi na rękę. Może niepotrzebnie traciła czas, podczas gdy powinna po prostu mu zaufać, dokładne tak, jak robiła za każdym razem. Nie sądziła, by kiedykolwiek interesowała się polityką, a jeśli ta, która rządziła się tym miejscem, mogła okazać się dla niej zagrożeniem, tym rozsądniejsze wydawało się to, że powinna trzymać się od sprawy z daleka.
Zacisnęła usta, niemalże zmuszając do odrzucenia niechcianych myśli. Dłonie dyskretnie zacisnęła w pięści i to na tyle mocno, by wbić sobie paznokcie w skórę. Ból w niewielkim stopniu pozwolił Angel się otrząsnąć i w końcu nad sobą zapanować, choć nawet to nie było w stanie uchronić jej przed działaniem spojrzenia onieśmielających, szmaragdowych tęczówek.
– Ten świat… Nie muszę mówić ci, że jest inny, prawda? – odezwał się cicho Shadow. Jak zwykle brzmiał na opanowanego, z przesadną wręcz dokładnością dobierając kolejne słowa. – Możesz niczego nie pamiętać, ale nawet ty czujesz, że jest tu inaczej.
– Trudno, żebym nie zauważyła – mruknęła, samą siebie zaskakując tym, że była w stanie się odezwać. Co więcej, jakimś cudem trzymała nerwy na wodzy, a to również nie było dla Angel proste. – Za oknem mamy wieczny zmierzch. Nie uwierzę, że to naturalne – dodała, a Shadow w zamyśleniu skinął głową.
Pomińmy ciebie… I ten dom, pomyślała, ale nie miała odwagi wypowiedzieć tych kilku słów na głos. Do tej pory nie była pewna, czego doświadczyła, stojąc przed drzwiami pokoju na piętrze. Zresztą to i tak nie miało znaczenia, skoro chciała skoncentrować się na odpowiedziach. Wiedziała, że poruszając zbyt wiele kwestii i zbytnio się emocjonując, jedynie dawała Shadowowi argumenty, by wykręcić się od rozmowy, a tego nie chciała.
– Jest tego więcej – usłyszała i aż wzdrygnęła się, dziwnie zaniepokojona jego słowami. – Nie zawsze tak było, oczywiście, ale… Dziś już trudno powiedzieć, jak było kiedyś. Te zmiany sięgają tak daleko, że już dawno stały się czymś absolutnie normalnym, przynajmniej dla tego miejsca.
– Nie rozumiem – obruszyła się.
Shadow zmrużył oczy, wyraźnie niezadowolony z tego, że mogłaby mu przerywać. Natychmiast zamilkła, po prostu tępo się w niego wpatrując i czekając na wyjaśnienia. Nie zamierzała przepraszać albo tłumaczyć się z cierpliwości, tym bardziej że od bardzo dawna aż tak intensywnie nie czuła potrzeby, by dowiedzieć się czegoś więcej. Coś w tym uczuciu ją niepokoiło, ale jednocześnie sprawiało, że nade wszystko pragnęła trzymać się targających nią w tamtej chwili emocji. Wcześniej dodatkowo napędzał ją gniew, jednak odkąd ten zaczął ustępować, Angel zaczęła obawiać się, że dużo prościej przyjdzie jej odpuścić albo przystać na coś, czego wcale tak naprawdę nie chciała.
– Wspomniałem ci o Bloodwell… I wszystko tak naprawdę sprowadza się od niej. – Zamilkł, by zebrać myśli. – Jakby ci to wytłumaczyć…
– Po ludzku – zniecierpliwiła się. – Przestań zachowywać się tak, jakbym była za głupia, by to wszystko zrozumieć.
Shadow uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony jej reakcją.
– Nie twierdzę tak – zreflektował się pośpiesznie. – Wręcz przeciwnie. Po prostu… – Wzruszył ramionami. – Ale jak sobie życzysz – zadecydował w końcu. – W takim razie wyobraź sobie kogoś, kogo trudno określić mianem człowieka, choć bez wątpienia tak wygląda. Kogoś… na swój sposób doskonałego pod względem fizycznym. Kobietę piękną i pociągającą, ale… – Shadow zamilkł, po czym zaśmiał się cicho. Ten dźwięk sam w sobie wydawał się mieć coś niepokojącego, zwłaszcza że mężczyzna nie wyglądał na ani odrobinę rozbawionego. – Istnieje pojęcie „lodowatego piękna”. Potrafisz to sobie wyobrazić, Angel?
Milczała, pomimo zadanego pytania niezdolna do udzielenia jakiejkolwiek odpowiedzi. Bardzo miała ochotę potwierdzić, choćby to miało sprowadzać się do zwykłego skinienia głową, ale i na to nie potrafiła się zdobyć. Miała problem z tym, by wysilić wyobraźnię i zwizualizować sobie to, o czym mówił Shadow. W pewnym sensie nie tyle potrafiła tego dokonać, co po prostu nie chciała, choć z uporem nie dopuszczała do siebie tej myśli. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że aż za dobrze rozumiała, co sugerował jej mężczyzna – i że właśnie w tym leżał największy problem, a wspomniana przez niego Bloodwell miała w sobie coś, czego Angel zdecydowanie nie chciała pamiętać.
Shadow milczał przez kilka następnych sekund, być może czekając na odpowiedź. Ostatecznie w zamyśleniu skinął głową, zupełnie jakby spodziewał się, że finalnie i tak nie doczeka się żadnej sensownej reakcji.
– Jestem tutaj… bardzo długo – podjął ze spokojem. Miała ochotę przerwać i zapytać go, jaki okres krył się pod tym pojęciem, ale i tym razem nie odważyła się odezwać. – Pamiętam pojawienie się Bloodwell i historie, które już wtedy opowiadano na jej temat. Przywykło się rozpowiadać historię, jakby została stworzona z myślą o doskonałości. Całe to fizyczne piękno, którego pozazdrościłaby jej niejedna kobieta… Z tym, że przy tworzeniu Bloodwell zapomniano o dość istotnej rzeczy.
– O czym? – zapytała, chociaż wcale nie była pewna, czy poznanie odpowiedzi jest tym, czego naprawdę chciała. Z drugiej strony, może po prostu już wtedy podejrzewała, co usłyszy.
Shadow uśmiechnął się chłodno.
– Serca – stwierdził, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. – Lodowate piękno. Doskonała na zewnątrz, zepsuta w środku.
– Ludzie z założenia nie są doskonali – zaoponowała machinalnie Angel. – Zdarzają się ci, od których lepiej trzymać się z daleka, ale…
– Już teraz zaczynasz się gubić w tym, co ci mówię, moja droga – przerwał jej natychmiast. – Powiedziałem ci na początku, byś wyobraziła sobie kogoś o ludzkich kształtach. I na tym kończy się jakikolwiek związek Bloodwell z człowiek.
– To nie ma sensu.
Kolejny uśmiech – tym razem na swój sposób zaczepny, zupełnie jakby Shadow chciał ją zdenerwować. Z drugiej strony, bardzo wiele z tego, co mówił, skuteczni wzbudzało w Angel wątpliwości, niezmiennie mieszając w głowie.
– W tym świecie? – zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. – Ma.
Angel ze świstem wypuściła powietrze, coraz bardziej podenerwowana. Chciała wyjaśnień, ale zdecydowanie nie spodziewała się czegoś takiego. W zasadzie nie pierwszy raz po rozmowie z Shadowem miała więcej wątpliwości, aniżeli sensownych odpowiedzi, co jedynie zniechęcało ją do tego, by drążyć dalej. Jakby nie patrzeć, wycofanie się przyszłoby jej z łatwością, zwłaszcza że taki stan rzeczy wydawał się być mężczyźnie na rękę. Słuchając o tym, o czym dotychczas nie miała pojęcia, nie była aż tak zaskoczona tym, że unikał rozmowy.
– Więc czym jest… ten świat? – zaryzykowała w końcu. – Powiedz mi, skoro tutaj jestem. Mówisz, że chcesz mnie chronić, ale… jak mam sobie tutaj poradzić, jeśli nie zrozumiem, gdzie leży problem i czego się obawiać?
– Słuchając się mnie – stwierdził takim tonem, jakby tłumaczył jej coś najoczywistszego na świecie. – Czy do tej pory spotkało cię coś złego, Angel? Ktokolwiek zranił cię, odkąd jesteś ze mną?
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, dochodząc do wniosku, że pozwolenie sobie na taki obrót spraw nie przyniesie niczego. Jasne, mogła przyznać mu rację, ale co z tego? Jakby nie patrzeć, odkąd była z nim, nie spotkali nikogo innego. W takim wypadku w istocie ciężko było, by ktokolwiek obcy ją skrzywdził, prawda?
Na pewno?, pomyślała mimochodem, wciąż podenerwowana. A co jeśli jednak ktoś tutaj jest…?
Odrzuciła od siebie tę myśl, nie chcąc znów koncentrować się na pokoju na piętrze. To mogła zostawić na inną okazję, zwłaszcza że rozważanie niechcianych kwestii od samego początku przychodziło jej aż nazbyt łatwo.
– Opowiedz mi więcej o Bloodwell – powiedziała, zmuszając się do tego, by pociągnąć rozmowę dalej. Dręczyło ją zbyt wiele niewiadomych, by ot tak zrezygnowała z poznania szczegółów. – Powiedzmy, że… nie jest człowiekiem. Co tak naprawdę to oznacza, skoro twierdzisz, że wygląda jak każdy z nas?
– Zrozumiałabyś, gdybyś ją zobaczyła.
Jedynie wywróciła oczami w odpowiedzi na te słowa.
– Chcesz mi ją pokazać? Nie? – rzuciła z irytacją. Była w na tyle podłym nastroju, by złośliwości przyszły jej w absolutnie naturalny sposób. Zabawne, ale czuła się z tym… zaskakująco dobrze. Co więcej, pierwszy raz od dawna doświadczała czegoś więcej, niż tylko ciągłego zniechęcenia. – Tak sądziłam. Więc spróbuj mi wyjaśnić w inny sposób.
Shadow spojrzał na nią w dziwny, bliżej nieokreślony sposób. Miała wrażenie, że pierwszy raz od dawna zdołała go zaskoczyć, zachowując się w sposób, którego najpewniej nie zdołał przewidzieć. Nie miała pewności czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie, ale to nie miało znaczenia. W zamian liczyło się przede wszystkim to, że poczuła swego rodzaju satysfakcję, wręcz marząc o tym, by ten stan utrzymał się jak najdłużej. Chciała pokazać mu, że wcale nie była aż tak słaba i nieporadna, jak mogło się do tej pory wydawać.
W tamtej chwili naprawdę niewiele brakowało, by uwierzyła, że jest to możliwe.
– Bloodwell skrzywdziła wiele osób. Jest okrutna, zimna i obojętna… Pozbawiona serca, co już ci powiedziałem. – Shadow w pośpiechu wyrzucał z siebie kolejne słowa. To brzmiało tak, jakby chciał jak najszybciej ukrócić temat, poirytowany tym, że w ogóle musiał tłumaczyć takie rzeczy. – Robił rzeczy, o których nie chcesz słyszeć, Angel. Co więcej, gdyby dowiedziała się o tobie… Nie byłoby dobrze i to zwłaszcza, że jesteś ze mną.
Dziewczyna jedynie potrząsnęła głową, wciąż niedowierzając temu, co jej sugerował. Z jakiegoś powodu to nie perspektywa śmierci wcale nie wzbudzała w niej niepokoju, brzmiąc jako coś tak nierealnego i odległego, że po prostu nie mogłoby mieć miejsca. Co prawda z miejsca pomyślała o sposobie, w jaki Shadow sugestywnie przesuwał po jej nadgarstkach, tym samym w jasny sposób dając Angel do zrozumienia, że w przeszłości zrobiła coś niedopuszczalnego, ale i o tym nie chciała w tamtej chwili myśleć.
– Czym aż do tego stopnia jej podpadłeś, że tylko przez wzgląd na ciebie mogłaby chcieć mnie zabić? – zapytała, zanim zdążyła choćby zastanowić się nad doborem słów.
O dziwo, Shadow jedynie się roześmiał.
– Zabić? – Spojrzał na nią tymi swoimi lśniącymi, szmaragdowymi oczami. Uśmiechał się, ale to zdecydowanie nie był przyjazny, pocieszający gest. – Och, Angel…
Tych kilka słów wystarczyło, by pojęła, że w grę najpewniej wchodziło coś o wiele gorszego. Serce na moment zabiło jej szybciej, Angel zaś nawet nie próbowała pytać o to, co tak naprawdę miał na myśli jej rozmówca. Miała wrażenie, że ta jedna kwestia przynajmniej tymczasowo powinna zostać przemilczana, zwłaszcza że jakoś nie miała wątpliwości co do tego, iż istniały rzeczy dużo gorsze od śmierci.
– To wciąż nie ma sensu – powiedziała w zamian, tępo wpatrując się w przestrzeń. – Ludzie bardzo często bywają okrutni. Potrafią… krzywdzić, a jednak wciąż są ludźmi, więc…
– Po prostu zaufaj mi w tej jednej kwestii. – Tym razem Shadow przerwał jej w sposób jednoznacznie sugerujący, że dalsze drążenie tematu nie ma sensu. – Nawet najokrutniejszy człowiek ma w sobie choćby cień człowieczeństwa. Ale ta kobieta… Jest niczym lód, Angel. A lód nie czuje, nie doświadcza, nie przyznaje się do błędu… Jest piękny, tak jak ona, ale nie ma w sobie niczego, co mogłabyś przyporządkować istocie ludzkiej.
Nie dodał niczego więcej, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że temat został ostatecznie zakończony. Angel również miała poczucie, że tak jest, aż nazbyt świadoma, że przynajmniej tym razem nie powie jej niczego więcej. Aż za dobrze znała zarówno tę wymowną ciszę, jaki spojrzenie, którym obdarował ją, zanim przeniósł wzrok gdzieś dalej – i choć wciąż nie pojmowała wszystkiego,, miała poczucie, że i tak dowiedziała się o wiele więcej, niż mogłaby sobie tego życzyć.
Problem z nadmiarem informacji zawsze polegał na tym, że kiedy już wiedziała, nie potrafiła ot tak odciąć się od faktów. Mogła udawać obojętność i to, że tak naprawdę było jej wszystko jedno, ale to tak nie działało. W efekcie nawet gdyby chciała, nie potrafiła ot tak oznajmić Shadowowi, że ufa mu w pełni, a temat miasta, Bloodwell i tego, że gdzieś w pobliżu być może toczyło się względnie normalne życie, był jej obojętny. Co prawda w jakimś stopniu perspektywa dalszego krycia się w tym wielkim domu i udawania, że żadne problemy jej nie dotyczyły, brzmiała kusząco, ale…
– Tak czy inaczej, chcę iść z tobą – oznajmiła ze stoickim spokojem. Samą siebie zaskoczyła tym, że potrafiła brzmieć aż do tego stopnia pewnie, zwłaszcza że w rzeczywistości w głowie miała tylko i wyłącznie mętlik. – Chcę zobaczyć miasto i to, co się tam dzieje. A potem sama zadecyduję, co w związku z tym zrobię – dodała, jak gdyby nigdy nic kierując się ku wyjściu. Nawet nie spojrzała na Shadowa, zbytnio obawiając się tego, jak mogłaby się poczuć pod jego spojrzeniem. – Zabierz mnie ze sobą, kiedy będziesz wychodzić albo przysięgam, że wyjdę i będę szukać drogi na własną rękę. Przecież i tak dałeś mi do zrozumienia, że w każdej chwili mogę odejść, więc powinno być ci wszystko jedno.
Nie odwróciła się, choć przez moment miała na to ochotę. Czuła, że mężczyzna na nią patrzy, dosłownie taksując wzrokiem, ale i to udało jej się zignorować. W tamtej chwili chciała już tylko jak najszybciej zniknąć mu z oczu, chociaż zarazem obawiała się tego, jakie konsekwencje mogły pociągnąć za sobą wypowiedziane przez nią słowa. Jakby nie patrzeć, Shadow od samego początku powtarzał, że jej tu nie trzyma – mogła odejść w każdej chwili, co niejako sugerowało, że wszystkie miłe gesty z jego strony pozostawały wyłącznie wyrazem uprzejmości. To nie oznaczało, że jakkolwiek mu na niej zależało, a skoro tak…
– Jak sobie życzysz – usłyszała i to sprawiło, że aż przystanęła, zwłaszcza że nie tego się po nim spodziewała. – Dam ci znać, kiedy będę wychodził. Twoja sprawa, co z tym zrobisz… I czy potraktujesz moje wskazówki poważnie – dodał, kolejny raz przyprawiając dziewczynę o dreszcze.
Sądziła, że poczuje się pewniej, kiedy w końcu znajdzie się sama, ale nic podobnego nie miało miejsca. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że drży, przez dłuższą chwilę tkwiąc w miejscu i próbując się uspokoić. Ostatecznie zaczęła niespokojnie krążyć wzdłuż korytarza, w duchu modląc się o to, by Shadowowi nie przyszło do głowy za nią podążyć. Nie chciała, żeby dowiedział się, jak bardzo ta rozmowa wytrąciła ją z równowagi. Co prawda nic nie wskazywało na to, by zamierzał zmienić zdanie, zwłaszcza że Angel czuła się na tyle zdesperowana, by spełnić swoje groźby co do samodzielnej wyprawy przez las – i to zwłaszcza teraz, kiedy wiedziała, że gdzieś w pobliżu znajdowało się coś więcej – ale i tak nie chciała okazywać przed mężczyzną słabości. Choć przez krótką chwilę czuła, że ma szansę przejąć kontrolę nad sytuacją, więc tym bardziej nie zamierzała pozwolić sobie na to, by wszystko popsuć.
Nogi same powiodły ją do biblioteki. Starannie zamknęła za sobą drzwi, po czym ciężko opadła na jeden z foteli w kąciku czytelniczym. Twarz na krótką chwilę ukryła w dłoniach, energicznie pocierając skronie i raz po raz powtarzając sobie, że powinna się uspokoić. Już było w porządku, prawda? Co więcej, postawiła na swoim, a to nie zdarzało jej się często. W gruncie rzeczy od chwili przebudzenia robiła wszystko to, czego oczekiwał od niej Shadow. Po raz pierwszy powiedziała mu, czego tak naprawdę chciała, całkowicie ignorując to, co jej sugerował, a to bez wątpienia o czymś świadczyło. Z drugiej strony, może w rzeczywistości problem od samego początku leżał po jej stronie – tym, że pozwalała sobą kierować, niemalże bezkrytycznie przyjmując wszystko to, co jej opiekun miał do powiedzenia. W którymś momencie naprawdę zaczęła traktować Shadowa jak osobę decyzyjną, a to przecież nie powinno tak wyglądać, zdecydowanie wykraczając poza wdzięczność, którą dotychczas próbowała zasłaniać się przed samą sobą.
Prawda była taka, że się bała. Najzwyczajniej w świecie nie miała odwagi mierzyć się z miejscem, którego nie rozumiała i które do tej pory pozostawało dla niej tajemnicą. Oddanie kontroli Shadowowi było proste i nieświadomie przez cały ten czas się do tego dostosowywała. Pozwalała, by prowadził ją za rączkę, jednocześnie irytując się, że zachowywał się tak, jakby miał do czynienia z dzieckiem. Nie pojmowała tego, a jednak myśląc o wszystkim, co się wydarzyło, widziała wyłącznie kolejne błędy, które popełniała, niejako odmawiając tego, by żyć na własny rachunek. Mogła złościć się na Shadowa za to, że przez większość czasu milczał i niejako trzymał ją pod kluczem, ale najwyraźniej to nie było tak… Przynajmniej teoretycznie.
Nie miała pewności, co tak naprawdę kierowało mężczyzną, w pamięci wciąż mając te wszystkie razy, kiedy powtarzał, że próbuje ją chronić. Mogła ignorować jego słowa, nade wszystko chcąc, żeby zabrał ją do miasta i choć na chwilę pozwolił wyrwać się z tego domu, ale… to przecież wcale nie było takie proste. W pamięci mimo wszystko wciąż tłukły jej się jego słowa na temat Bloodwell – niczym kawałki jakiejś większej całości, których przynajmniej tymczasowo nie potrafiła dopasować do siebie. Zignorowanie tego, że mogłaby być zagrożona, bez wątpienia okazałoby się największym z błędów, które mogłaby popełnić, ale z drugiej strony…
Och, nie potrafiła ot tak odmówić sobie wyjścia. Zbyt długo tkwiła w tym pustym, ciemnym domu, by dalej w tym trwać, skoro pojawiła się jakakolwiek inna perspektywa. Przecież nie zamierzała w podskokach popędzić do Bloodwell czy kogokolwiek innego, tym bardziej że tak naprawdę znała wyłącznie Shadowa. Jak długo był po jej stronie, podświadomie zwracała się ku niemu, traktując niemalże jak gwarant bezpieczeństwa – i to nawet pomimo tego, że wzbudzał w niej aż tak wiele wątpliwości. Czegokolwiek by nie powiedziała, dobrze wiedziała, że ostatecznie i tak ulegnie temu mężczyźnie, choćby to miało sprowadzać się do spacerku do miasta za rączkę.
Nie myśl o tym, nakazała sobie stanowczo. W tym świecie istnieje coś więcej… Miasto, ludzie – życie, uświadomiła sobie, w końcu pozwalając sobie na nazwanie rzeczy po imieniu. Sama myśl o tym wystarczyła, by serce zabiło jej szybciej, tym razem nie ze strachu, ale narastającego z każdą kolejną sekundą podekscytowania. To okazało się miłą odmianą po ciągłym napięciu, którego doświadczała na niemalże każdym kroku, a które po przebytej rozmowie z niewiadomych przyczyn w końcu zelżało.
Czuła, że w końcu coś się zmieniło – i że wspólne wyjście do tajemniczego miasta mogło okazać się przełomem, którego od dłuższego czasu tak bardzo potrzebowała. Niejako już nim był, bo od dawna nie czuła się aż do tego stopnia pobudzona.
Pierwszy raz od chwili przebudzenia Angel wyraźnie czuła, że ma okazję wyrwać się wypełniającej ją pustce i to wydawało się właściwe.
Wiedziałam, że coś musi pojawić się jeszcze w tym roku i udało się. Rozdział X, tak na zamknięcie 2017 – niedoskonałego i dla mnie pełnego zawirować, zwłaszcza w kwestii twórczości, ale… Cóż, to teraz nie ma znaczenia, bo wierzę, że wraz z nowym rokiem będzie tylko lepiej.
Dla AdnyNieznajomej, bo jesteście po prostu niezastąpione. Dziękuję też wszystkim, którzy są i byli, bo to dla Was wciąż chcę tutaj wracać. Szczęśliwego nowego roku, kochani! Oby przyniósł to, co najlepsze :3
Do napisania!