wtorek, 6 listopada 2018

Rozdział XIX


Jeszcze długo tkwiła w bezruchu, bezmyślnie spoglądając w ślad za tajemniczą kobietą. Chociaż została sama, podświadomie odsuwała od siebie taką możliwość. Przez chwilę nawet miała wrażenie, że nieznajoma wrócić i jednak cokolwiek jej wyjaśni. Zupełnie jakby to była gra, w której kluczową rolę odgrywała cierpliwość. Może wystarczyło poczekać, by wszystko samo się ułożyło, nieważne jak skomplikowana nie byłaby sytuacja.
Problem polegał na tym, że Angel już od jakiegoś czasu brakowało cierpliwości. Zbyt długo czekała na coś, co nie nadeszło, tracąc czas na gierki Shadowa. Myśl o tym, że akurat teraz, gdy w końcu podjęła sensowne działanie, miałaby znów zostać zmuszona do czekania, doprowadzała ją do szaleństwa.
Uniosła głowę, w milczeniu spoglądając na krwistoczerwone niebo. Świat wiecznego zmierzchu ją przerażała, zwłaszcza po tym, co usłyszała od negatywu. Przynajmniej w myślach wciąż nazywała tę kobietę w ten sposób, wciąż oszołomiona jej wyglądem – tą dziwną, jakże nienaturalną mieszanką kolorów. W tamtej chwili wciąż nie miała pewności, czy naprawdę spotkała człowieka. Z jednej strony mogła stwierdzić, że to była kobieta, ale z drugiej…
Ten świat był dziwny. Wiedziała o tym od początku, ale nie zwracała na to uwagi. Dopiero gdy pozwalała sobie przyjrzeć się uważniej, dostrzegała coś, co ją przerażało.
Poniekąd przed tym również uciekała. Może była tchórzem, ale i tak nie miała przy sobie kogoś, kto mógłby ją z tego rozliczyć.
Spojrzała w stronę prowadzących w dół kamiennych stopni. „Tam niczego nie ma”. Dokładnie to usłyszała od tej dziwnej kobiety, teraz zaś te słowa nie dawały jej spokoju. Chociaż wciąż korciło ją, żeby sprawdzić, nie mogła zmusić się do zrobienia choćby kroku. Miała wrażenie, że w jednej chwili jej ciało zaczęło ważyć tonę, nie pozostawiając innego wyboru, jak tylko usłuchać – i to niezależnie od tego, czego tak naprawdę chciała.
Mimo wszystko poczuła niewysłowioną ulgę, kiedy tak po prostu wycofała się w stronę lasu. Przez krótką chwilę nawet miała ochotę się obejrzeć, ale nie zrobiła tego, po prostu bez pośpiechu idąc przed siebie. Serce Angel zabiło szybciej, kiedy dotarła do skraju lasu, ale nie pozwoliła sobie na wątpliwości. Zdecydowanym krokiem weszła w gęstwinę, za wszelką cenę próbując wyrzucić z pamięci wspomnienie ucieczki przed… czymś. Wciąż nie miała pojęcia, co to było, ale ta kwestia wydawała się najmniej istotna ze wszystkich.
W chwili, w której otoczyły ją drzewa, strach zniknął. Nie miała pojęcia, jak to możliwe, ale tak właśnie się stało. Pewnie szła przed siebie, nawet nie zastanawiając nad tym, gdzie i dlaczego idzie. I tak nie miała żadnego planu, ale czy to było ważne? Wszystko wskazywało na to, że Bloodwell na nią czekała. To wystarczyło, na swój sposób wydając się Angel pocieszające. W takim wypadku istniała szansa, że wcale aż tak bardzo się nie pomyliła, licząc na znalezienie odpowiedzi. Ta kobieta mogła jej ich udzielić, nawet jeśli jednak odmówiłaby pomocy.
Nie pozwoliła sobie ani na to, by się zatrzymać, ani na bezsensowne rozglądanie na prawo i lewo. Szła, choć nie biegła, nawet nie patrząc pod nogi. Poruszała się trochę jak w transie, ale to było dobre, przynajmniej z perspektywy Angel. W pamięci raz po raz rozpamiętywała dopiero co odbytą rozmowę, niezmiennie dostając szału przez nic niewnoszące, lakoniczne odpowiedzi. Kiedyś byłaby usatysfakcjonowana, ale nie tym razem. Zbyt mocno kojarzyły jej się ze wszystkimi kłamstwami, którymi przez cały ten czas karmił ją Shadow.
Mniej więcej wtedy uświadomiła sobie, że coś się zmieniło. Nie miała pojęcia kiedy i dlaczego, ale to nie było ważne. Nie miało znaczenia czy napędzał ją gniew, rozczarowanie czy może strach. Podejrzewała, że wszystko po części, z naciskiem na to ostatnie. Gdzieś w tym wszystkim czuła nieopisane wręcz, stopniowo narastające napięcie. Gdy to do niej dotarło, uprzytomniła sobie, że się śpieszyła, nagle czując tak, jakby gdzieś nad jej głową wisiał nieubłaganie odliczający pozostały jej czas zegar.
„Każdy impas kiedyś się kończy. A wtedy… Przecież prędzej czy później i tak w końcu nadejdzie północ, prawda?”.
Zadrżała mimowolnie. Co to znaczyło? Dlaczego te słowa zabrzmiały tak ostatecznie, jakby właśnie zbliżało się coś potężnego i przerażającego zarazem?
Straciła poczucie czasu. Szła, nie zastanawiając się nad niczym, poza dotarciem do celu. Miasto musiało gdzieś być. Chociaż zdążyła się przekonać, że mogłaby błądzić po lesie godzinami, nie będąc w stanie znaleźć choćby żywego ducha, to ją nie zniechęcało. Prędzej czy później miało jej się udać, a wtedy…
Gdzie ty jesteś?, pomyślała, coraz bardziej sfrustrowana. Skoro na mnie czekasz, to w końcu pozwól mi do siebie dotrzeć…
To było głupie – zdać się na pragnienie i wiarę w to, że uporczywe dążenie do celu pozwoli jej go osiągnąć – ale Angel nie potrafiła się poddać. W tamtej chwili czuła się gotowa błądzić choćby i całą wieczność, gdyby pojawiła się taka potrzeba. Wszystko było lepsze od trwania w miejscu i obojętnego obserwowania, jak wyimaginowany zegar wciąż odlicza. Zresztą to nie upływ czasu ją przerażał, ale przede wszystkim poczucie, że ten w każdej chwili mógłby się zatrzymać. Ten świat może i był pusty, ale z jakiegoś powodu istniał.
Bez niego nie pozostałoby jej nic.
Potrząsnęła głową. Bloodwell też powiedziała coś, co ją zaniepokoiło – o północy, dokładnie tak jak negatyw. Być może za tym pojęciem kryło się coś więcej, choć Angel nie miała pojęcia co. Wiedziała jedynie, że pojęcie samo w sobie ją przerażało, nawet bardziej niż wiecznie zachodzące słońce, barwiące okolicę na kolor świeżej krwi.
Nie miała pojęcia, jak długo tym razem przyszło jej błądzić. Wiedziała za to, że tym razem nie towarzyszył jej nikt, kogo mogłaby się obawiać – ani naprawdę, ani w jej wyobraźni. Miasto. Muszę dotrzeć do miasta, powtarzała w myślach niczym mantę, z uporem zmierzając przed siebie. Choć nie sądziła, że kiedykolwiek zdoła aż do tego stopnia skupić się na celu, prąc przed siebie, była w stanie myśleć tylko o jednym. Nawet wychodząc z domu bez wiedzy Shadowa, nie była aż do tego stopnia zdeterminowana. To było coś więcej, zwłaszcza teraz, gdy miała choćby mgliste poczucie, że gdzieś tam był ktoś, kto na nią czekał.
No i obiecała… Chyba komuś coś obiecała, prawda?
Gdzieś w pamięci wciąż miała echo głosu, który słyszała, zanim straciła przytomność. To mogła być jej wyobraźnia, ale czy to było ważne? Nawet jeśli obiecała coś sobie, chciała spełnić to przyrzeczenie. Skoro nie dla kogoś, mogła próbować dla siebie.
Obiecała. I tylko to się liczyło.
Uczepiła się tych słów niczym ostatniej deski ratunku, choć w rzeczywistości wciąż wątpiła, czy to faktycznie wystarczy. Miała wrażenie, że całą wieczność trwało, zanim w końcu dotarła w konkretne miejsce. Wiedziała, że to graniczyło z cudem, a jednak gdy drzewa nagle rozstąpiły – tak po prostu, dokładnie jak za pierwszym razem, gdy tutaj była – wcale nie poczuła się zaskoczona widokiem miasta. To było tak, jakby od samego początku wiedziała, gdzie się znajdowało; że było dosłownie na wyciągnięcie ręki. Nie wiedziała, dlaczego w takim razie nie potrafiła go dosięgnąć, ale nie dała sobie czasu na to, by się nad tym zastanawiać.
Okolica wyglądała na wymarłą. Angel bez pośpiechu ruszyła przed siebie, spokojnie krocząc brukowaną uliczką. Widziała szare, wyniszczone kamieniczki, nachylające się w jej stronę. Krwistoczerwone niebo górowało nad okolicą, a zachodzące słońce nadawało wszystkiemu wokół niepokojącą aurę. Cisza dzwoniła w uszach, zbyt nieprzenikniona, by mogła być naturalna. Nawet kroki i oddech wydawały się zbyt głośne, przez co dziewczyna mimowolnie spróbowała zrobić wszystko, byleby poruszać się ostrożniej. Z wolna to nabierała, to wypuszczała powietrze, raz po raz przyłapując się na tym, że zdecydowanie zbyt długo przytrzymywała je w płucach.
Wcale nie poczuła się lepiej, gdy dotarła do centrum. Tym razem nie dostrzegła choćby żywego ducha, choć do ostatniej chwili miała nadzieję, że na kogoś wpadnie. Ostatnim razem widziała przechodniów – przerażonych, zachowujących jak armia żywych trupów, ale jednak obecnych. Spokój, który tego dnia panował w mieście, nie dawał Angel spokoju, wręcz doprowadzając dziewczynę do szału. Miała ochotę stanąć na samym środku placu i zacząć nawoływać, ale nie była w stanie się na to zdobyć. Chciała tego czy nie, wciąż była zbyt wielkim tchórzem.
Zresztą miała inny cel. Nie zamierzała ryzykować, przynajmniej do momentu, w którym w końcu zdołałaby go osiągnąć.
Poczuła się dziwnie, kiedy tak po prostu stanęła przed fontanną z podobizną anioła. Dopiero wtedy dotarło do niej, że coś zmieniło się w jego wyglądzie. Z wolna podeszła bliżej, uważnie przypatrując wykutej w kamieniu twarzy. Wodziła wzrokiem po smukłej sylwetce i potężnych skrzydłach. Patrzyła, ale nie rozumiała, a potem…
– Zapłakał, kiedy ostatnim razem tutaj byłaś – usłyszała tuż za plecami. Omal nie wyszła z siebie, odwracając się tak gwałtownie, że aż pociemniało jej przed oczami. – Ale potem woda znowu przestała płynąc. Co się stało?
Angel nie odpowiedziała. Po prostu tkwiła w bezruchu, rozszerzonymi oczyma wpatrując w stojącą przed nią, drobną postać. Zamrugała nieco nieprzytomnie, przez kilka sekund bezmyślnie wpatrując w przybyszkę. Nie…, pomyślała w pierwszym odruchu, ale już w chwili, w której to zrobiła, wiedziała, że tak naprawdę okłamywała samą siebie.
Niby dlaczego?
Ze świstem wypuściła powietrze. W następnej sekundzie – kolejny raz szybciej działając niż myśląc – dopadła do wpatrzonej w nią, aż nazbyt znajomej dziewczynki. Osunęła się przed nią na kolana, wyciągając przed siebie ręce i zdecydowanym ruchem przygarniając dziecko do piersi. Ten ruch przyszedł jej w pełni naturalnie, zupełnie jakby wcześniej zdobywała się na to wielokrotnie. Co więcej, mała wcale nie wydawała się zaniepokojona czy zaskoczona takim obrotem spraw, wręcz pozwalając na to, by Angel trzymała ją w objęciach.
– Jesteś – wyszeptała rozgorączkowanym tonem, raz po raz przeczesując palcami włosy dziecka. – Nic ci nie jest. Ja…
– Za to ty zostałaś z mojego powodu ranna – stwierdziła mała, bezceremonialnie wchodząc Angel w słowo. Oswobodziła się z objęć dziewczyny, odsuwając na tyle, by palcami móc musnąć jej policzek. – Bardzo cię za to przepraszam – wyszeptała, z czułością dotykając śladu po uderzeniu.
– To… Och, to nic. – Angel machinalnie uniosła dłoń do twarzy. – Nikt nie miał prawa podnieść na ciebie ręki. Zrobiłam to, co musiałam.
Odpowiedział jej łagodny, słodki uśmiech. Było w tym coś niemalże pobłażliwego, czego zdecydowanie nie spodziewałaby się po dziecku, ale raczej w pełni świadomym rodzicu. Miała wrażenie, że dziewczynka spoglądała na nią właśnie w taki sposób – trochę jak troskliwy rodzic, dumny z czegoś, co zrobiła jego pociecha.
– Naprawdę stanęłaś w mojej obronie.
Angel rzuciła jej pytające spojrzenie. Jeśli do tej pory była skoncentrowana, słowa małej jedynie pogorszyły sytuację. Kolejny raz spotykała kogoś, kto rozmawiał z nią zagadkami, jakby oczekując, że będzie w stanie wyciągnąć właściwe wnioski. Zaczynała mieć tego dość, choć nie wyobrażała sobie, że miałaby z tego powodu naskoczyć akurat na tę małą. Inaczej było z Shadowem czy negatywem, ale krzyczenie na dziecko nie wchodziło w grę, nieważne jak bardzo byłaby sfrustrowana.
– Oczywiście, że tak. Nie rozumiem, dlaczego nikt inny tego nie zrobił – oznajmiła, choć na moment dając upust swojej irytacji. W pośpiechu dźwignęła się na równe nogi, po czym jak gdyby nigdy nic chwyciła dziewczynkę za rękę. – Najważniejsze, że nic ci nie jest. Czy ten mężczyzna…? – Potrząsnęła głową. – Czy on… nie próbował cię więcej skrzywdzić? – zapytała wprost.
Wcale nie była pewna, czy chciała poznać odpowiedź. Gdyby mała w jakikolwiek sposób zasugerowała, że jednak spotkało ją coś złego… Nie miała pojęcia, co wtedy by zrobiła, ale nie ręczyła za siebie. Wciąż czuła się dziwnie, pobudzona do tego stopnia, że pewnie gdyby pojawiła się taka potrzeba, bez cienia wahania powędrowałaby wprost do potencjalnego kata dziecka, by powiedzieć mu, co sądziła o jego zachowaniu. Po tym jak już raz stanęła między nim a małą, nie zastanawiałaby się, czy powinna zrobić to jeszcze raz.
– Nie, spokojnie. Twoje poświęcenie nie poszło na marne – zapewniła natychmiast dziewczynka, mocniej ściskając dłoń Angel. – Taka dobra z ciebie osoba…
Poczuła, że kamień spada jej z serca. Nie sądziła, by mała mogła ją okłamać, zwłaszcza w takiej kwestii. Może nie znała się na dzieciach, ale była pewna, że zorientowałaby się, gdyby tamten facet jednak zrobił coś złego. Musiało być coś, co zdołałaby zauważyć – czy chwilowe zawahanie, czy drżenie głosu. Ludzie nie zawsze wiedzieli na co patrzeć, przez co umykały im oczywistości, ale Angel zbyt wiele uwagi poświęcała stojącemu tuż przed nią dziecku, by wyobrazić sobie, że mogłaby popełnić błąd.
I naprawdę uważasz, że to takie oczywiste?, zadrwił cichy głosik w jej głowie. Dziewczyna z trudem powstrzymała grymas. Wiedziałabyś?
Zamiast odpowiedzieć, stanowczo nakazała mu się zamknąć. Nie chciała się nad tym rozwodzić, zresztą jak i nad wieloma innymi, dręczącymi ją w ostatnim czasie kwestiami.
– Gdzie są wszyscy? – zapytała w zamian, pośpiesznie zmieniając temat. – I co miałaś na myśli, kiedy mówiłaś, że anioł zapłakał? – dodała, machinalnie oglądając się na fontannę.
W końcu zwróciła uwagę na ślady na kamieniu. W istocie na policzkach kamiennego anioła zauważyła coś, co wyglądało jak wilgoć – ciągnące się wzdłuż twarzy pasma, które jeszcze nie zdążyły wyschnąć. To wyglądało tak, jakby woda jeszcze niedawno spływała po posągu, dokładnie tak, jak powinna. Sęk w tym, że fontanna znów wyglądała na nieczynną, przez co trudno było ot tak uwierzyć w chwilowy incydent, o którym wspomniała dziewczynka.
– Wszystko w swoim czasie – stwierdziła mała, a Angel mimowolnie pomyślała, że z moment trafi ją szlag. Dlaczego nawet ona musiała jej to robić? – Inni ludzie nie są teraz ważni. Nie dla nich tutaj przyszłaś, prawda?
– Skąd wiesz, dlaczego tutaj jestem?
Mała jedynie się uśmiechnęła. Nie wyglądała na jakkolwiek zrażoną tym, że Angel mogłaby mieć problemy z zapanowaniem nad tonem.
– Nie mam pojęcia – stwierdziła z rozbrajającą wręcz szczerością. – Ale ona wierzyła, że przyjdziesz. Dlatego też tutaj jestem.
– Kto? – zniecierpliwiła się Angel. A potem do głowy przyszła jej aż nazbyt prawdopodobna myśl i z nadzieją w głosie dodała: – Bloodwell?
– Zaprowadzę cię do niej.
W milczeniu wpatrywała się w dziecko. Uprzytomniła sobie, że w którymś momencie zdecydowanie zbyt mocno zacisnęła palce na dłoni dziewczynki, trzymając się jej tak kurczowo, jakby ta w każdej chwili mogła rozpłynąć się w powietrzu. Była tutaj, ale tak naprawdę niedowierzała, wciąż obawiając się, że wszystko nagle okaże się co najwyżej snem. Gdyby otworzyła oczy i odkryła, że była w domu, mogąc co najwyżej przez palce patrzeć na wszystko, co robił Shadow…
– Chodźmy – wyszeptała, z trudem panując nad drżeniem głosu.
Dziewczynka jedynie się uśmiechnęła. Kiedy ruszyła przed siebie, ciągnąć Angel za sobą, nie pozostało jej nic innego, jak tylko za małą nieznajomą podążyć.
~*~
To nie był pierwszy raz, kiedy mógł co najwyżej obserwować, jak Angel odchodzi.
Stał w cieniu, uważnie przyglądając stojącą przy fontannie dziewczynie. Widział jak niespokojnie wodziła wzrokiem dookoła, próbując zrozumieć coś, co na razie wciąż ją przerastało. W tamtej chwili musiał wręcz walczyć ze sobą, by nie ruszyć w jej stronę. „Chodź ze mną. Wszystko będzie dobrze” – cisnęło mu się na usta, ale to wciąż nie był ten moment. Nie miał wątpliwości, że nawet gdyby stanął przed nią i wprost wyłożyłby jej to, kim był, nie ujęłaby go za rękę – i to niezależnie od tego, czego by zapragnęła.
Jeszcze trochę, pomyślał. Powtarzał to niczym mantrę, tak często, że już dawno mógłby zwątpić, ale nie potrafił. Zwłaszcza widząc tę dziewczynę w mieście, nabrał nadziei na to, że wszystko faktycznie było kwestią czasu. Nigdy dotąd nie wydawała mu się aż tak bliska. Stopniowo do niego zmierzała, przez co czuł się tak, jakby znajdowała się gdzieś na wyciągnięcie ręki.
Uśmiechnął się blado, wznosząc twarz ku krwistoczerwonemu niebu. Wiedział, że kiedyś do tego dojdzie. Powiadało się, że nie należało chwalić dnia przed zachodem słońca (wyjątkowo ironiczne, zwłaszcza w tym miejscu), ale nic nie był w stanie poradzić na towarzysząca mu od jakiegoś czasu nadzieję. Miał zresztą powody, by wierzyć w to, że wszystko jednak mogło ułożyć się zgodnie z jego założeniami.
Westchnął bezgłośnie, gdy dostrzegł drobną, zmierzającą ku Angel postać. Kąciki jego ust uniosły się, gdy dziewczyna tak po prostu wzięła dziecko w ramiona, zdecydowanym ruchem przygarniając je do piersi. Z odległości nie był w stanie usłyszeć przebiegu ich rozmowy, ale wierzył, że przybrała najlepszy możliwy obrót. Angel wciąż tutaj była i wszystko wskazywało na to, że zamierzała podążyć za swoją małą towarzyszką.
Dobrze. Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć… Na was obie, dodał, nie będąc w stanie oderwać wzroku od Angel.
Wydawała się inna. Już sam fakt, że tutaj była, mówił sam za siebie. Nie wyglądała jak cień samej siebie, jak wtedy, gdy posłusznie podążała za Shadowem. Co prawda wciąż daleko było jej do pełni sił, ale przemianę, która zdążyła w niej zajść, wziął za dobrą wróżbę. Przez krótką chwilę w nią zwątpił, kiedy zatraciła się w strachu, przerażona błądząc po lesie, ale to był tylko etap – i to na dodatek taki, który dobiegł końca.
On wiedział, że Angel okaże się dość silna, by podnieść się i ruszyć dalej. Nie wyobrażał sobie, że miałaby poddać się akurat wtedy, mając odpowiedzi dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wiedział, że wciąż była bardzo chwiejna i w każdej chwili znów mogła zatracić się w pochłaniającym ją smutku, ale jak długo próbowała walczyć, wszyscy mieli szansę.
Przesunął się bliżej, jednak prawie natychmiast znów zamarł w miejscu. Musiał się pilnować, choć to przychodziło mu z coraz większym trudem. Walczył sam ze sobą i pragnieniami, które powoli wymykały mu się spod kontroli. Jeszcze trochę, pomyślał raz jeszcze, niemalże z żalem obserwując, jak Angel i dziewczynka odchodzą, trzymając się przy tym za ręce. Tak było lepiej, chociaż zaczynał mieć serdecznie dość tego, że wciąż się mijali. Gdyby tylko była w stanie dostrzec go już za pierwszym razem, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Wpatrywał się w opustoszały plac, myślami wciąż będąc przy Angel. Tyle dobrego, że mógł obserwować. Może nie powinien, ale jak długo nie ingerował, przecież wszystko było w porządku. To od niej zależało, co zrobi dalej – i czy okaże się wystarczająco silna, by w końcu zdołał ją dosięgnąć. Gdyby tylko mógł, wtedy przejąłby kontrolę – tak, by już niczym nie musiała się martwić – ale to nie było takie proste. W tamtej chwili wszystko zależało od niej.
– Poradzisz sobie – mruknął, żałując, że tym razem nie była w stanie go usłyszeć. – Zresztą… Coś mi obiecałaś, prawda? Po prostu nie dzisiaj.
Innym razem… Innego dnia, pomyślał, spuszczając wzrok.
Wciąż się uśmiechając, przycisnął obie dłonie do piersi – dokładnie do miejsca, w którym gorączkowo trzepotało się serce. Poczuł przyjemne ciepło, które jak na zawołanie rozeszło się po całym jego ciele, ledwo tylko znów pomyślał o Angel. Czuwał nad nią, gdy błąkała się po lesie, zaś to, że jakimś cudem zdołała go usłyszeć…
Przynajmniej był przy niej, kiedy upadła. Ten jeden raz, choć nie sądził, że akurat wtedy zdoła do niej dotrzeć.
I obiecałaś mi, pomyślał wciąż nie dowierzając. Właśnie mi.
Czuł, że gdyby zaszła taka potrzeba, bez wahania zabrałby tę jedną, jakże drogą mu przysięgę nawet do grobu.
Nie wierzę, że udało mi się akurat dzisiaj. Tak czy siak, kolejny rozdział przed Wami – po prawie dwumiesięcznej przerwie, ale co ja poradzę? Gdzieś uciekł mi cały październik, bo mniej więcej tyle potrzebowałam, by oswoić się z pracą. Ale za to jestem zachwycona i już przywykłam do nowej sytuacji na tyle, by wracać do regularności. Trzymajcie za mnie kciuki!
Z tradycyjnym dziękuję dla tych, którzy byli, czekali i po prostu są. Obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się dużo szybciej, zwłaszcza że właśnie zaczęliśmy przedostatnią fazę.