niedziela, 23 lipca 2017

Rozdział VIII

W pierwszym odruchu miała ochotę błagać go, by tego nie robił. Drgnęła, po czym w pośpiechu chwyciła Shadowa za ramię, gotowa odciągnąć od drzwi i zrobić wszystko, byleby ich nie otwierał. Czuła, że to nie przyniesie niczego dobrego, nawet pomimo pewności z jaką mężczyzna zapewniał, że pomieszczenie okaże się puste. Widziała, czy też raczej słyszała, dość, by mieć wątpliwości, których za żadne skarby nie chciała rozwiewać.
Z tym, że nic nie wskazywało na to, by Shadow zamierzał jej słuchać. Coś w jego postawie dało Angel do zrozumienia, że niezależnie od wszystkiego zamierzał postawić na swoim, nawet gdyby zdzierała sobie gardło kolejnymi prośbami i błaganiami. To sprawiło, że zamilkła, ostatecznie zamierając w miejscu i już tylko bezmyślnie obserwując, jak jej towarzysz w pośpiechu odnajduje odpowiedni klucz, a w następnej chwili zdecydowanym ruchem otwiera tak bardzo niepokojące ją drzwi.
Przez krótką chwilę nie słyszała niczego, pomijając swój wciąż przyśpieszony, zdradzający panikę oddech. Tkwiła w bezruchu, bezmyślnie wpatrując się w przestrzeń przed sobą i nie będąc w stanie zdobyć się ani na ruch, ani nawet na wydobycie z siebie choćby i najcichszego dźwięku. Serce wciąż tłukło się w piersi dziewczyny, trzepocąc tak gwałtownie, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz i gdzieś uciec – być może z daleka od tego pokoju, chociaż nic nie wskazywało na to, by wewnątrz czaiło się cokolwiek, co mogłoby wzbudzić w niej choćby najmniejszy niepokój.
Prawda była taka, że tkwiła w korytarzu, częściowo skryta za plecami Shadowa, mrużąc oczy w znajomym już, krwistym blasku wiecznie zachodzącego słońca. Światło sprawiało, że również otwarta sypialnia wydawała się wyglądać niepokojąco, to jednak w niczym nie różniło się od efektu, który miała okazję zaobserwować w innych pomieszczeniach.
Sam pokój nie wyróżniał się niczym szczególnym, może pomijając to, że coś w wystroju skojarzyło się Angel z czymś wyjątkowo… dziewczęcym, wręcz bajkowym. Widziała jasne, być może kremowe ściany i zakurzone, białe meble. Kiedy odważyła się poruszyć, by dokładniej się przyjrzeć, przekonała się, że w głębi pokoju znajdowało się okazałe łóżko z baldachimem. Uniosła brwi, przez krótką chwilę mając wrażenie, że znalazła się w jakimś zupełnie innym, w niczym nieprzypominającym domu Shadowa budynku. Być może to luki w pamięci sprawiały, że wszystko wydawało się inne i co najmniej dziwne, ale nie potrafiła sobie wyobrazić, by takie udogodnienia bywały powszechne. Cóż, baldachimowe łoże na pewno różniło się od tego z którego sama korzystała, chociaż ta kwestia wydała się dziewczynie najmniej istotna.
Z wahaniem zrobiła krok naprzód, chcąc przyjrzeć się dokładniej, chociaż podświadomie czuła, że to wcale nie było takim dobrym pomysłem. Kątem oka niespokojnie spojrzała na Shadowa, szukając przyzwolenia z jego strony – jakiegokolwiek potwierdzenia, że faktycznie wszystko było takie, jak od samego początku powinno. Mężczyzna nieznacznie skinął głową, dla lepszego efektu schodząc jej z drogi, przez co nie miała już innego wyboru, jak tylko przekroczyć próg. Sądziła, że to jedynie podsyci odczuwane przez cały ten czas napięcie, a jednak nic podobnego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie – Angel przez krótką chwilę poczuła się tak, jakby z jej ramion zdjęto ogromny ciężar, tym samym pozwalając chociaż przez ułamek sekundy poczuć się o wiele swobodniej.
– Już lepiej? – zapytał ze spokojem Shadow, więc sztywno skinęła głową, wciąż nie ufając sobie na tyle, by próbować się odezwać. – Sama widzisz, że niczego tutaj nie ma. To zwykły pokój.
Przełknęła z trudem, bezskutecznie próbując zebrać myśli i zyskać na czasie. Przystanęła w pobliżu drzwi, wciąż wodząc wzrokiem na prawo i lewo, coraz bardziej zdezorientowana. Ze swojego miejsca miała wgląd na każdy kąt pokoju, zwłaszcza że umeblowanie mimo wszystko pozostawało wystarczająco proste, by zaoszczędzić jej konieczności rozważania tego, co mogłoby kryć się w zacienionych szczelinach. Widziała nawet to, co znajdowało się pod łóżkiem, to bowiem zaścielono w taki sposób, by pościel nie sięgała podłogi.
Nie było miejsca, w którym ktokolwiek miałby szansę się ukryć. Nie w tym pokoju, nie wspominając o tym, że coś w umeblowaniu i jasnych barwach sprawiało, że nie potrafiła wyobrazić sobie, by cokolwiek złego mogło czaić się w takich warunkach. Być może była naiwna, ale to najzwyczajniej w świecie jawiło jej się jako coś pozbawionego sensu – i to zwłaszcza z chwilą, w której uświadomiła sobie, że pokój wyglądał na taki, w jakim mogłoby zamieszkać dziecko.
Zawahała się, porażona własnymi wnioskami. Z jakiegoś powodu kolejny raz coś w nieprzyjemny sposób ścisnęło ją w gardle, serce zaś jak na zawołanie zaczęło bić szybciej. Wodziła wzrokiem dookoła, porażona pustką w głowie i wciąż towarzyszącymi jej wątpliwościami. Czuła się dziwnie, nie tyle za sprawa przerażenia, ale przede wszystkim dziesiątek pytań, które jak na zawołanie zapragnęła zadać. W pewnym momencie nawet obejrzała się na Shadowa, jednak nie zdobyła się na wypowiedzenie ani jednego słowa, więcej niż pewna, że nie uzyskałaby odpowiedzi. Cokolwiek miało miejsce, doświadczyła tego wyłącznie ona, co samo w sobie było co najmniej niepokojące. Ostatnim, czego potrzebowała, było to, żeby Shadow doszedł do wniosku, że cokolwiek mogłoby być z nią nie tak.
– Podoba ci się tutaj, Angel? – zapytał jak gdyby nigdy jej towarzysz. Wzdrygnęła się, gdy jak gdyby nigdy nic przesunął się, by w kojącym geście chwycić ją za ramię. – Mówiłem, że w każdej chwili możesz wybrać sobie pokój, więc…
– Nie – przerwała mu o wiele ostrzej niż zamierzała. – To znaczy… Podoba mi się ten, który mam.
Z premedytacją nawet słowem nie wspomniała o tym, jak zachowała się chwilę wcześniej. To wydawało się zbędne, tym bardziej że wszystko w niej aż krzyczało, że była rozbita. Cokolwiek się wydarzyło, nie potrafiła tego wytłumaczyć, w gruncie rzeczy zaczynając wątpić w to, czy szukanie odpowiedzi, było najlepszym pomysłem.
– Tak sądziłem. – Shadow w zamyśleniu skinął głową.
Nie dodał niczego więcej, co jak najbardziej było dziewczynie na rękę. Kolejny raz uderzyło ją to, że mężczyzna wydawał się doskonale wiedzieć, czego potrzebowała, bez trudu wyczuwając moment, w którym najodpowiedniejszym posunięciem okazało się milczenie. Co więcej, sama sugestia zmiany pokoju wydawała się być jedynie uprzejmym pytaniem, podczas gdy sam Shadow od samego początku wiedział, jaką usłyszy odpowiedź. Ta sypialnia… Nawet gdyby w pamięci wciąż nie miała momentu, w której coś wyraźnie próbowało się z niej wydostać, nie byłaby zachwycona perspektywą zmiany lokacji. Baldachimowe łoże wydawało się zbyt zmyślne, by czuła się w nim dobrze, nie wspominając o zdobionej, drewnianej toaletce, którą dostrzegła po przeciwległej stronie pokoju.
Wciąż czuła się dziwnie, w pośpiechu zmierzając ku wyjścia. Chociaż nic nie wskazywało na to, by w tym miejscu mogło spotkać ją cokolwiek złego, nie wyobrażała sobie, że miałaby zostać w sypialni choćby kilka sekund dłużej. Nie potrafiła tego opisać, ale towarzyszyło jej dziwne, trudne do sprecyzowanie przeczucie, stopniowo narastające w miarę trwania w bezruchu. Musiała wyjść, najlepiej na dobre, by ostatecznie nie zrobić czegoś, czego później przyszłoby jej żałować.
– Wszystko w porządku?
Nie odpowiedziała, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że cokolwiek powiedziałaby Shadowowi, zabrzmiałoby jak kłamstwo. W zamian nerwowo przygryzła dolną wargę, chyba jedynie cudem nie upuszczając sobie krwi. Gorączkowo zastanawiała się nad tym, co powinna powiedzieć albo przynajmniej zrobić, zwłaszcza po tym, jak zachowywała się chwilę wcześniej, ale nic sensownego nie przychodziło Angel do głowy. Jej towarzysz również nie wyglądał na chętnego, żeby naciskać, w pełni spokojny i rozluźniony, zupełnie jakby w histerii, której doświadczyła, nie było niczego wartego szczególnej uwagi. Z drugiej strony, być może Shadow po raz kolejny aż za dobrze rozumiał to, czego potrzebowała, decydując się dać jej choć odrobinę przestrzeni i czasu na zebranie myśli.
Raz jeszcze obejrzała się na pokój, jednak prawie natychmiast uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Dlaczego wydawał się… znajomy? Nie pojmowała tego, a jednak właśnie z tym wydawały się wiązać targające nią uczucia. Przynajmniej na pierwszy rzut oka takie myślenie wydawało się pozbawione sensu, a jednak… Och, przecież czuła. Stała w progu i wszystko w niej aż krzyczało, że powinna o czymś pamiętać – z tym, że niezależnie od tego, co spróbowałaby zrobić, tak czy inaczej nie miała być w stanie sięgnąć do wspomnień, które utraciła.
– Ten pokój… – powiedziała tak cicho, że ledwo była w stanie się zrozumieć.
– Tak? – zachęcił spokojnie Shadow.
Spojrzała na niego, choć do tej pory podświadomie próbowała się przed tym powstrzymać. Było coś co najmniej niepokojącego w intensywnej zieleni wpatrzonych w nią tęczówek.
– Dlaczego mam wrażenie, że… należał do dziecka? – wyrzuciła z siebie na wydechu, nie chcąc dawać sobie czasu na wątpliwości. – Były tutaj kiedyś dzieci, Shadow?
Zamilkła, stopniowo zaczynając żałować własnych słów, zwłaszcza gdy w sypialni jak na zawołanie zapadła przenikliwa, wymowna cisza. Po wyrazie twarzy rozmówcy, Angel nie była w stanie stwierdzić niczego, co zaniepokoiło ją bardziej, niż gdyby zaobserwowała, że się zdenerwował. W tamtej chwili wydawał się… zimny i obojętny, a przy tym wręcz nieludzko spokojny, przez co poczuła się co najmniej nieswojo.
– Ciekawe spostrzeżenie… Ale może ty mi powiesz, co Angel?
Zamrugała nieco nieprzytomnie, zaskoczona jego słowami. Nie tego się spodziewała, nie pierwszy raz zresztą wytrącona z równowagi niby to przypadkowymi, niewinnymi słowami. Nie pojmowała, jakim cudem Shadowowi udawało się w zaledwie kilku słowach namieszać jej w głowie, nie zmieniało to jednak faktu, że radził sobie z tym świetnie.
– Ja… – Urwała, coraz bardziej podenerwowana. – Nie wiem. Skąd miałabym…
– Zejdźmy po prostu na dół, co? – przerwał łagodnie Shadow. – Wciąż jesteś zdenerwowana. Nic dziwnego, że wszystko ci się miesza.
Nie zaprotestowała, dochodząc do wniosku, że to najrozsądniejsze rozwiązanie. W pośpiechu przekroczyła próg, chcąc umożliwić mężczyźnie zamkniecie drzwi, zwłaszcza że nie miała najmniejszych wątpliwości, iż kolejny raz pokusi się o użycie klucza. W gruncie rzeczy nie wyobrażała sobie, że sypialnia miałaby pozostać otwarta, niezależnie od tego, czy faktycznie była pusta. Chociaż chciała wierzyć, że wszystko tak czy inaczej sprowadzało się do jej wyobrażeń, podświadomie czuła, że prawda mogła okazać się o wiele bardziej skomplikowana. Przez większość czasu starała się o tym nie myśleć, jednak otaczająca ją rzeczywistość w najmniejszym stopniu nie przypominała tej, którą mogłaby uznać za „znajomą”. Co prawda nie pamiętała, jak jej życie wyglądało do tej pory, ale ufała instynktowi na tyle, by uwierzyć, że wciąż była w stanie dostrzec te najbardziej rażące różnice.
Cokolwiek działo się w tym miejscu, nie było normalne. Świadomość, że na domiar złego nie potrafiła nawet zrozumieć, czy groziło jej niebezpieczeństwo, jedynie wszystko pogarszała, czyniąc sytuację o wiele bardziej skomplikowaną.
– Byłoby mi bardzo miło, gdybyś przynajmniej ten jeden raz zechciała dotrzymać mi towarzystwa – stwierdził Shadow, raptownie się rozpogadzając. Angel zawahała się, z opóźnieniem uprzytomniając sobie, że dłuższą chwilę bezmyślnie wpatrywała się w drzwi, zupełnie jakby mogła dostrzec w nich coś niezwykle istotnego. Co prawda wciąż nie potrafiła tego nazwać, ale… – Absolutnie nic ci nie wyrzucam. Po prostu martwi mnie to, jak wiele czasu spędzasz w pojedynkę.
Spuściła wzrok, za wszelką cenę próbując się uspokoić. Wciąż czuła na sobie intensywne spojrzenie zielonych tęczówek, nie pierwszy raz mając wrażenie, że w ten sposób Shadow dosłownie przenika ją na wskroś. W takich chwilach nade wszystko pragnęła od niego uciec, chociaż to wydawało się co najmniej nielogiczne. Kto jak kto, ale on zdecydowanie nie próbował jej skrzywdzić, nie wspominając o tym, że ucieczka przed jedyną osobą, na której towarzystwo mogła liczyć, zdecydowanie prowadziła donikąd. Zdążyła się o tym przekonać, gdy jeszcze podczas czytania książki zaczęła mieć wrażenie, że jest na dobrej drodze, żeby postradać zmysły.
Wzruszyła ramionami, uparcie milcząc. Nie ufała swojemu głosowi na tyle, by próbować się odezwać, to jednak najwyraźniej nie przeszkadzało Shadowowi. Jako najzupełniej naturalny odebrała moment, w którym mężczyzna jak gdyby nigdy nic chwycił ją za rękę, zachęcając, żeby ruszyła za nim. Mimo wszystko rozluźniła się za sprawą ciepłego dotyku, przez krótką chwilę samej sobie nie potrafiąc wytłumaczyć, dlaczego przez tyle czasu próbowała go unikać. Samotność jej nie służyła, w najmniejszym nawet stopniu nie sprawiając, że cokolwiek stawało się łatwiejsze.
Wciąż milczała, gdy Shadow poprowadził ją w okolice biblioteki. Dopiero kiedy zatrzymali się przy jednych z zamkniętych drzwi, zorientowała się, że w tym miejscu mieścił się jego gabinet – miejsce, do którego teoretycznie już dawno otrzymała zaproszenie, jednak ani razu nie zdecydowała się z niego skorzystać.
– Chcesz wejść? – zaproponował, dla podkreślenia swoich słów znacząco kiwając głową w stronę właściwego pomieszczenia. – Zdaję sobie sprawę, że możesz nie mieć nastroju, ale…
– To nie tak, że cię unikam – zapewniła pospiesznie. – To znaczy… – Urwała, uświadamiając sobie, że te zapewnienia zabrzmiały co najmniej żałośnie. – Potrzebowałam czasu.
– Tak, rozmawialiśmy o tym – stwierdził ze spokojem Shadow. – Nie oczekuję, że będziesz mi się z czegokolwiek tłumaczyła.
Brzmiał, jakby faktycznie myślał w ten sposób, choć to równie dobrze mogły być wyłącznie pozory. W jakiś pokrętny sposób fakt, że aż do tego stopnia starał się zapewnić jej pełną swobodę, jedynie podsycił odczuwane przez Angel poczucie winy. Już i tak od dłuższego czasu miała wrażenie, że tkwi w miejscu, nie tyle żyjąc, co po prostu egzystując, ale teraz…
– Dlaczego?
Shadow uniósł brwi, szczerze zaskoczony.
– Chyba już mnie o to pytałaś – zauważył przytomnie. – Aczkolwiek byłoby miło, gdybyś sprecyzowała, co masz na myśli tym razem. W ten sposób można pytać o wiele rzeczy, zwłaszcza w twojej sytuacji.
Zacisnęła usta, nie pierwszy raz gotowa przysiąc, że Shadow wiedział o wiele więcej, niż z założenia powinien. Zawsze potrafił dobrać słowa w taki sposób, by nie potrafiła pozostać względem nich obojętna, w równym stopniu brzmiąc poważnie, uprzejmie i… szczerze, choć paradoksalnie z jakiegoś powodu miała co do tego ostatniego wątpliwości.
– Sama nie wiem… – przyznała, zwracając się bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. – Mam mętlik w głowie. Znowu.
– Tak. – Shadow obrzucił ją zaciekawionym spojrzeniem. – Jestem w stanie to sobie wyobrazić.
Wypuściła powietrze ze świstem, skupiona przede wszystkim na tym, by spróbować się uspokoić. Wciąż towarzyszyło jej dziwne napięcie, chociaż to wydawało się o wiele znośniejsze od przerażenia, którego doświadczyła, kiedy jeszcze byli na piętrze. Co więcej, wciąż nie wyobrażała sobie, że miałaby tam wrócić, nawet gdyby skierowała się do swojej sypialni, z daleka od drzwi, które wzbudziły w niej tak wiele emocji. Wciąż się plątała, szukając miejsca, gdzie mogłaby odetchnąć i pozbierać myśli, to jednak za każdym razem okazywało się o wiele trudniejsze, aniżeli mogłaby sobie tego życzyć.
Chciała tego czy nie, przynajmniej na razie w towarzystwie czuła się o wiele bezpieczniejsza. Cokolwiek się działo, ustało z chwilą, w której pojawił się Shadow, a to bez wątpienia o czymś świadczyło. Jeśli miała być ze sobą szczera, w jakimś stopniu spoglądała na niego tak, jakby z minuty na minutę stał się gwarantem tego, że mogła utrzymać się przy zdrowych zmysłach – przynajmniej teoretycznie, bo w rzeczywsitości czuła się tak, jakby utraciła je jeszcze w tamtych podziemiach.
– Jeśli chcesz wrócić do pokoju… – zaczął w pośpiechu jej towarzysz, tym samym uświadamiając Angel, że milczała zdecydowanie zbyt długo, by wydało się to naturalne.
– Nie! – Natychmiast urwała, zawstydzona tym, że mogłaby podnieść głos. Shadow wymownie uniósł brwi, ale nie skomentował jej reakcji nawet słowem, wciąż spokojny w sobie właściwy sposób. – Mam na myśli… Och, chętnie dotrzymam ci towarzystwa, jeśli tego chcesz. Nie tylko teraz – dodała i tym razem jej słowa sprawiły, że mężczyzna się uśmiechnął.
– Masz dość samotności? – zapytał zaczepnym tonem. Otworzyła usta, sama niepewna, jak powinna odpowiedzieć. – W porządku – zapewnił pośpiesznie. – Jestem w stanie to zrozumieć… Zresztą liczyłem na to. Mam cichą nadzieję, że w końcu uda nam się porozumieć, Angel… Tym bardziej postaram się wrócić tak szybko, jak tylko będzie to możliwe – dodał, a ona zesztywniała, przez krótką chwilę czując się tak, jakby ktoś spróbował ją uderzyć.
– Wrócić skąd?
Wyprostowała się niczym struna, dla lepszego efektu zakładając ramiona na piersiach. W tej pozycji czuła się pewniej, zwłaszcza że nigdy nie wiedziała, co powinna zrobić z rękami. Jakby tego było mało, zwłaszcza w tamtej chwili miała poczucie, że działo się coś wystarczająco istotnego, by wymaganie wyjaśnień okazało się uzasadnione. W efekcie chciała przynajmniej sprawiać wrażenie pewniejszej niż się czuła, by zminimalizować możliwość, że Shadow spróbuje ją okłamać, jednak wciąż towarzyszyło jej poczucie, że w rzeczywsitości prezentowała się co najmniej marnie.
– Mam do załatwienia kilka rzeczy poza domem – usłyszała i to wystarczyło, by poczuła się jeszcze bardziej niepewnie. – Wspominałem ci, że czasami muszę wychodzić. Co prawda zakładałem, że poinformuję cię o tym w bardziej sprzyjających okolicznościach, ale…
– O czym ty mówisz? – przerwała mu, nawet nie próbując kryć podenerwowania. – Nie mówiłeś mi, że na zewnątrz jest niebezpiecznie? Że ten las… – Urwała, przez dłuższą chwilę zdolna co najwyżej energicznie potrząsać głową.
– Znam tę okolicę aż za dobrze – stwierdził z przekonaniem Shadow. – Miło, że się martwisz, ale zapewniam cię, że nie masz powodu. Jestem tu zdecydowanie zbyt długo, by pozwolić zrobić sobie krzywdę.
Przez krótką chwilę miała ochotę zapytać go, co powinna rozumieć przez „długo”, ale w ostatniej chwili zdołała się powstrzymać. W zamian raz jeszcze potrząsnęła głową, zupełnie jakby w ten sposób mogła odciąć się od wszystkiego, co sprawiało, że czuła się aż do tego stopnia przerażona. Najgorsze w tym wszystkim i tak było to, że tak naprawdę wcale nie martwiła się o Shadowa, ale sam fakt tego, że miałaby zostać sama w tym domu, świadoma istnienia pokoi, w których czaiło się coś, czego nie potrafiła nazwać.
– Po co? – zniecierpliwiła się. – Przecież tam nic nie ma, tak? Tylko las… I może to miejsce, w którym mnie znalazłeś – dodała po chwili wahania. – Shadow? – zmartwiła się, bo mężczyzna spojrzał na nią w niemalże pobłażliwy sposób.
– Mam do załatwienia sprawy w mieście – oznajmił z rozbrajającą wręcz szczerością.
– Gdzie…?
Z jakiegoś powodu przez krótką chwilę poczuła się co najmniej tak, jakby ktoś próbował ją uderzyć.
– W mieście – powtórzył usłużnie Shadow. – Pamiętasz, o czym mówię, czy powinniśmy zacząć od definicji? Z założenia mam w tym momencie na myśli więcej domów i mieszkańców, z którymi można robić interesy. Też wolę siedzieć na odludziu, ale sama rozumiesz… Czasami, niestety, integracja z innymi jest nieunikniona.
Żartował sobie, a przynajmniej coś w jego tonie wydawało się sugerować, że tak jest. Angel gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc, coraz bardziej zdezorientowana. W milczeniu wpatrywała się w Shadowa, wciąż czekając na jakikolwiek dowód tego, że coś pomyliła, ale wszystko wskazywało na to, że jej rozmówca pozostawał w zupełności poważny.
To z kolei znaczyło, że nie byli tutaj sami. Chociaż teoretycznie nie powinna być tą informacją zaskoczona, z jakiegoś powodu poczuła się jeszcze bardziej zagubiona.
– Ale… – Zamilkła, po czym gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc. Co sprawiało, że wszystko to brzmiało aż do tego stopnia nieodrzecznie…? – Dlaczego nie powiedziałeś mi, że tutaj jest miasto?! – jęknęła, nagle tracąc nad sobą kontrolę.
– Nie pytałaś – stwierdził z rozbrajającą wręcz szczerością Shadow. – Ale w porządku, mój błąd. Czasami naprawdę ciężko zrozumieć mi, czego tak naprawdę chcesz, Angel.
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, nagle zawstydzona. Chociaż nie chciała się do tego przyznać, coraz częściej odkrywała, że miała ze sobą dokładnie ten sam problem.
Hej! :3 Kolejny rozdział, tym razem stosunkowo szybko, co bardzo mnie cieszy. Pisanie tego opowiadania jest trudne, ale stopniowo wypracowuję sobie rytm i plany, których postaram się trzymać. Wkrótce – mam nadzieję – przesuniemy się o krok dalej, zwłaszcza gdy akcja wyjdzie poza dom, ale… Cóż, nie uprzedzajmy faktów.
 Bardzo dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, opinie i teorie – jesteście cudowni :D Jak zwykle też jestem bardzo wdzięczna za obecność, bo ta równie wiele dla mnie znaczy. Mam tylko nadzieję, że wystarczy Wam cierpliwości, żeby dotrwać ze mną do końca tego opowiadania. W sumie czas pokaże jak to będzie, ale jestem dobrej myśli.
Z mojej strony to wszystko. O, może dorzucę, że to rozdział z wielkim DZIĘKUJĘ dla Nieznajome, która wypytywała, czekała i zmotywowała mnie na tyle, bym doszła do wniosku, że koniecznie muszę skończyć tę część w ten weekend. Cóż, udało się!
Tak więc z mojej strony to tyle i do napisania!

PS. Wybór muzyki… Do końca nie wiedziałam, ale stanęło na jednym z moich ulubionych motywów z tytułu, który nie raz złamał mi serce. Bo czemu nie? ;-;