wtorek, 23 maja 2017

Rozdział VI

– Nie…
Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że wypowiedziała to jedno słowo na głos. Gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc, coraz bardziej wytrącona z równowagi. Z drugiej strony, może po prostu chciała upewnić się, że to nie miało sensu – w końcu siedziała tutaj, w pełni żywa i materialna. Co więcej, przecież oddychała, a to samo w sobie zaprzeczało słowom Shadowa. Umarli by tego nie potrafili…
Jęknęła, porażona kierunkiem, który samoistnie przybrały tak niepojęty dla niej kierunek. Zupełnie jakby było o czym dyskutować! Od samego początku wyczuła, że coś jest nie tak zarówno z tym miejscem, jak i Shadowem – i to niezależnie od tego, jak bardzo miły na pierwszy rzut oka się wydawał. Coraz bardziej podenerwowana, napięła mięśnie, po czym spróbowała w pośpiechu oswobodzić się z uścisku mężczyzny. Pozwolił jej na to, zresztą jak i na ponowne poderwanie się na równe nogi. Dziwnie roztrzęsiona, w pośpiechu przeszła kilka kroków, nerwowo krążąc po salonie i mimowolnie zastanawiając nad tym, jakim cudem wciąż była w stanie utrzymać się na nogach. Czuła, że się trzęsie i to tak bardzo, że wszystko wokół wydawało się drżeć, na pierwszy rzut oka kruche i bardzo niestabilne, zupełnie jakby zaraz miało się rozpaść. Z drugiej strony, może to z nią tak naprawdę było coś nie tak, co zresztą wcale by jej nie zdziwiło. Od chwili przebudzenia miała w głowie mętlik, zaś z każdą kolejną sekundą i wydarzeniem było już tylko gorzej.
– Angel… – westchnął Shadow, ale nawet na niego nie spojrzała. Wiedziała, że ją obserwował, zupełnie jakby jego wzrok nagle stał się materialny, dzięki czemu mogła fizycznie go poczuć. To było tylko wrażenie, ale… – Moja biedna Angel…
– Nie nazywaj mnie tak! – jęknęła, w ułamku sekundy tracąc cierpliwość.
Bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści, kolejny raz wbijając sobie paznokcie w skórę. Nie dbała o to, wręcz łaknąc bólu – czegokolwiek, co utwierdziłoby ją w przekonaniu, że była prawdziwa. Chociaż to powinno być dla niej oczywiste, wciąż czuła się tak cholernie źle, na wszystkie możliwe sposoby chwytając się tego, co przecież pragnęła wziąć za pewniak. Oddychała, stała tutaj i mówiła… A on jej odpowiadał. Jak w tym wypadku mógłby śmieć twierdzić, że było inaczej? Jak…?
Więc skoro to takie oczywiste, dlaczego masz wątpliwości?
Ukryła twarz w dłoniach, energicznie pocierając skronie. Oddychała szybko i płytko, w niejakim oszołomieniu uświadamiając sobie, że pieką ją oczy, a policzki ma już w zasadzie wilgotne od łez. Spróbowała dyskretnie się powycierać, chociaż tak naprawdę było jej wszystko jedno, czy Shadow wiedział o tym, że płakała. Właściwie jakie to miało znaczenie, skoro w jego mniemaniu nie żyła? Był szalony, inna możliwość nie istniała, chociaż… Chyba że to ona postradała zmysły – że zmyśliła sobie to wszystko, łącznie z Shadowem i całym tym światem. Że szukała dla siebie usprawiedliwienia, tworząc sobie kogoś, kogo mogłaby o to wszystko obwinić. Co prawda nie widziała sensu w tym, że potrzebowałaby kogoś, kto wmówiłby jej, że umarła, ale… Och, jakie to miało znaczenie, skoro szaleństwo musiało rządzić się swoimi prawami.
Tak musiało być – a przynajmniej ona nade wszystko chciała w to wierzyć.
Shadow milczał przez dłuższą chwilę, aż nabrała nadziei na to, że zniknął i wszystko jakimś cudem wróciło do normy. Nie miała pojęcia, co takiego powinna rozumieć w tym przypadku jako normalność, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. W głowie miała pustkę, nie tylko niezdolna zebrać myśli, ale przede wszystkim wciąż nie pamiętając niczego – żadnego szczegóły ze swojej przeszłości, łącznie z czymś tak błahym jak własne imię. Tak bardzo zależało jej na tym, żeby przypomnieć sobie chociaż tyle u udowodnić Shadowowi, że mylił się w każdej możliwej kwestii, a jednak nie była w stanie, wciąż nie mogąc pozbyć się wrażenia, że marnowała czas.
Najgorsze jednak okazało się porażające wręcz uczucie bezsilności. To był porażający wręcz rodzaj słabości, który sprawiał, że miała ochotę osunąć się na kolana, zamknąć oczy i więcej ich nie otwierać. Pragnęła trwać w bezruchu tak długo, aż to wszystko by zniknęło – rozmyło się, faktycznie okazując tylko i wyłącznie snem, który pozwoliłby jej odciąć od tego całego szaleństwa. Zarazem przerażała ją perspektywa ponownego zapadnięcia w pustkę, ale może teraz, kiedy kontrolowała to, co działo się wokół niej, miała być w stanie zapanować również nad tym. Gdyby tylko mogła…
Ale nie czuła się wcale gotowa na to, żeby zacząć walczyć.
Wiedziała o tym, chociaż w pierwszym odruchu próbowała odepchnąć od siebie taką możliwość. Czuła wyraźnie, że oszukuje samą siebie, w rzeczywistości wciąż potrzebując zarówno bliskości, jak i wsparcia, które okazywał jej Shadow. Czegokolwiek by nie mówił, czuła względem niego co najmniej wdzięczność – za to, że zabrał ją z tamtego przerażającego miejsca i przynajmniej próbował sprawić, że poczuła się bezpieczna. Być może nie powinna, ale przecież mu ufała, zaprzeczeniami tak naprawdę okłamując samą siebie. Właściwie sama nie była pewna, kiedy uznała tego mężczyznę za swojego przewodnika, ale to nie było istotne. Ważniejsze pozostawało to, że w gruncie rzeczy nie miała wyboru, a pewne uczucia pozostawały silniejsze od niej.
Gniew, którego doświadczyła przez zaledwie ułamek sekundy, zniknął równie nagle, co się pojawił. Pozostała wyłącznie pustka i nieopisane wręcz zmęczenie, które wytrąciło ją z równowagi bardziej niż cokolwiek innego. Niczego już nie wiedziała, dziwnie otępiała i… na swój sposób obojętna, chociaż to przecież nie miało sensu. Nie mogło, skoro sprawiało, że czuła się tak, jakby w jakimś stopniu akceptowała całe to szaleństwo, podświadomie czując, że każde wypowiedziane przez Shadowa słowo było prawdziwe.
Po prostu o tym zapomniałam.
Po prostu… zapomniałam…
Nie wyczuła niczego, co świadczyłoby, że Shadow ruszył się z miejsca albo w ogóle wciąż był gdzieś obok, przez co tym bardziej zaskoczyły ją ciepłe ramiona, które bez jakiegokolwiek ostrzeżenia owinęły się wokół nie. Jeszcze chwilę wcześniej próbowałaby z nimi walczyć, bez chwili wahania próbując się wyrwać, ale tym razem nic podobnego nie miało miejsca. W zamian zamknęła oczy, rozluźniając się i poddając dotykowi mężczyzny, którego tak bardzo pragnęła od siebie odsunąć i do którego paradoksalnie lgnęła, szukając w jego objęciach wsparcia i swego rodzaju poczucia bezpieczeństwa. Właściwie nie zarejestrowała momentu, w którym z jękiem wpadła mu w ramiona, przywierając do jego torsu i zanosząc się niepochamowanym płaczem.
Shadow nawet się nie zawahał. Stał spokojnie, tuląc ją do siebie, a w pewnej chwili pozwalając, żeby jednak osunęła się na kolana. Przyklęknął przy niej, wciąż ją obejmując i po prostu będąc, co samo w sobie wydało się Angel niezwykle pocieszające. To imię… Angel. W gruncie rzeczy też nie wydawało się takie złe, tym bardziej że pozostawało jedynym, które miała. Na dobry początek musiało wystarczyć, zresztą Shadow wydawał się naprawdę przekonany, kiedy mówił, że ją zna. Powoli zaczynała się w tym wszystkim plątać, tak jak i we własnych uczuciach, próbując odszukać złoty środek tam, gdzie go nie było. W głowie miała mętlik, zaś odczuwane przez dziewczynę zniechęcenie sprawiało, że wręcz pragnęła zwrócić się ku temu, co sugerował Shadow i pozwolić mu się poprowadzić, tym samym pozbywając się przynajmniej części odpowiedzialności, której nie chciała. Czuła, że to byłoby najgorszym z możliwych rozwiązań – wręcz czystym tchórzostwem – ale nie dbała o to, świadoma tylko i wyłącznie pragnienia ucieczki. Tak było prościej, chociaż…
– Postaram się zrobić co tylko będę w stanie, żebyś poczuła się bezpieczna – usłyszała tuż przy uchu spokojny, opanowany głos. Wyprostowała się w obejmujących ją ramionach na tyle, by móc spojrzeć mężczyźnie w twarz. – Zobaczysz, że z czasem wszystko stanie się prostsze, Angel – dodał, ale ona tylko potrząsnęła głową.
– Jak?
To pytanie wydało się dziewczynie niemalże dziecinne, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. W zamian pragnęła przede wszystkim odpowiedzi – choćby najbardziej lakonicznego potwierdzenia, gotowa przyjąć dosłownie każdą wymówkę, byleby usprawiedliwić przed samą sobą to, że mu ufała. Nieważne czy miało to jakikolwiek sens, czy wręcz przeciwnie. Chciała wierzyć, ale…
– Zostaniesz tutaj ze mną, a ja wszystko ci pokażę – stwierdził z przekonaniem Shadow. – Ten dom jest duży, a ja od dawna potrzebowałem towarzystwa… Zajmę się tobą, Angel – zapewnił pośpiesznie. – Ten świat… Wprowadzę cię, jeśli tylko mi na to pozwolisz. Domeną człowieczeństwa jest to, że bardzo szybko przyzwyczajamy się do sytuacji. Nawet jeśli na początek wydaje się to trudne… – Zamilkł, po czym wzruszył ramionami. – Akceptacja przychodzi prędzej czy później. Zawsze.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, przez dłuższą chwilę rozważając jego słowa. Czuła, że to ma sens, a może przede wszystkim chciała w to uwierzyć – nie była pewna. Cóż, to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia, chociaż z drugiej strony…
– Dlaczego? – Nie chciała, ale musiała zadać to pytanie. – Kim dla ciebie jestem, Shadow? – dodała pod wpływem impulsu.
– To nie ma znaczenia.
Potrząsnęła głową.
– Ma – zaoponowała, chociaż jakaś jej cząstka pragnęła odpuścić. Tak byłoby prościej, a przynajmniej wciąż miała takie wrażenie. Chociaż do pewnego stopnia próbowała bronić się przed zaufaniem Shadowowi, jednocześnie wyczuwała w nim coś, co sprawiało, że poddanie się wydawało się bardzo, ale to bardzo prostym rozwiązaniem. Dlaczego miałaby drążyć, skoro przy nim czuła się bezpieczna? – To znaczy… Powinno mieć. No i to, co powiedziałeś mi wcześniej. O tym, że ja… – wyrzuciła z siebie na wydechu i zaraz urwała, niezdolna dokończyć myśli.
Nie chciała się nad tym zastanawiać, przynajmniej na razie. Pragnęła udawać, że nie działo się nic wartego uwagi – że jednak coś pomieszała, a sytuacja była o wiele prostsza, niż mogłoby się wydawać. Przy nim faktycznie była w stanie w to uwierzyć, jednocześnie szukając pocieszenia w ramionach, które powinny być jej obce, a jednak sprawiały, że czuła się bezpieczna. Dotykał ją i to było po prostu dobre.
– Wiesz, co jest dobre w tym miejscu, Angel? Że sprzyja zapomnieniu – oznajmił Shadow. W tamtej chwili jego ton i słowa wydały się dziewczynie niezwykle kojące, brzmiąc trochę jak kołysanka, której z łatwością mogłaby się poddać. Wystarczyłoby zamknąć oczy i… spróbować zasnąć, choć przez chwilę nie przejmując się wszystkim, co działo się wokół niej. To faktycznie było takie proste, prawda? – Nie musimy rozmawiać o tym, co cię bulwersuje. Teraz jesteś tutaj i… to wystarczy.
Wystarczy…
Shadow odsunął ją od siebie na długość wyciągniętych ramion. Wciąż obchodził się z nią bardzo delikatnie, śmielszy niż na początku, chociaż nie była pewna czy to dobrze. Spojrzała na niego w nieco nieprzytomny sposób, w samym tylko spojrzeniu próbując doszukać się czegokolwiek, co pozwoliłoby jej stwierdzić, co powinna zrobić. Czuła się pewniej, mając przy sobie kogoś, kto był chętny ją poprowadzić, a to bez wątpienia wiele ułatwiało, ale…
– Chodź, pokażę ci dom. Trochę się uspokoisz, zresztą wtedy łatwiej się tutaj odnajdziesz – zaproponował, ujmując ją za rękę. Nie zaprotestowała, machinalnie podążając za nim w stronę schodów. – Ten pokój, do którego cię zabrałem… Możesz uznać, że jest twój albo poszukać sobie innego. Wszystkie pomieszczenia są do twojej dyspozycji.
– A ty…? – zapytała z powątpiewaniem.
Shadow uśmiechnął się blado.
– Mój jest na dole, obok biblioteki. Zaraz ci wszystko wytłumaczę – zapewnił pośpiesznie. – Zresztą gdybyś mnie potrzebowała, zawsze możesz zawołać. Zawsze dam ci znać, jeśli będę wychodził – dodał, po czym raptownie spoważniał, przypominając sobie o czymś istotnym. – Nigdy nie wychodź beze mnie. Rozumiesz? Nigdy.
Coś w jego słowach skutecznie przyprawiło dziewczynę o dreszcze. Zaniepokojona, zatrzymała się wpół kroku, prostując niczym struna i rzucając swojemu towarzyszowi zdezorientowane, pytające spojrzenie. Cokolwiek się działo, czuła, że wciąż nie wie bardzo wielu rzeczy. To, że Shadow wyglądał na zaniepokojonego, jedynie utwierdziło Angel w przekonaniu, że miała powody do zadawania pytań.
– Dlaczego?
Mężczyzna zacisnął usta. W następnej chwili bezceremonialnie odwrócił się w jej stronę, stanowczo chwytając ją za ręce i ściskając na tyle mocno, by poczuła się jeszcze bardziej niespokojna. Martwił się, a to bez wątpienia o czymś świadczyło.
– Najpierw obiecaj mi tę jedną rzecz – nie tyle poprosił, co wręcz zażądał. – Nie opuścisz tego domu beze mnie, jasne? Cokolwiek by się wydarzyło, obiecaj mi, że nie zbliżysz się do lasu, jeśli mnie nie będzie obok. To ważne.
– Ale…
– Angel – wycedził, wypowiadając jej imię w wystarczająco stanowczy sposób, by natychmiast zamilkła. W zamian skinęła głową, mając nadzieję, że w ten sposób zdoła go uspokoić i jakkolwiek przekonać do dalszych wyjaśnień.
– Obiecuję – dała za wygraną, a Shadow wyraźnie się rozluźnił. – Ale dalej nie powiedziałeś mi, co się dzieje.
– Nie czułaś tego, kiedy szliśmy przez las?
Zawahała się, rozproszona zarówno sposobem w jaki wypowiedział to pytanie, jak i przenikliwym spojrzeniem lśniących, szmaragdowych oczu. Mogła tylko zgadywać, co w tamtej chwili sobie myślał, najpewniej uznając ją za idiotkę, która nie dostrzegała najprostszych zależności. Co prawda nic nie wskazywało na to, żeby Shadow zamierzał oznajmić jej to wprost, ale coś zdecydowanie było na rzeczy.
– Nie jestem pewna, co takiego masz na myśli – przyznała zgodnie z prawdą. Potrzebowała dłuższej chwili, żeby zebrać myśli i przynajmniej spróbować udzielić mu odpowiedzi. Odchrząknęła, żeby oczyścić gardło i pozbyć się nieprzyjemnego uścisku. –  Byłam wtedy bardzo zmęczona, ale…
– Tak? – zachęcił, po czym wysilił się na blady uśmiech. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że ma przed sobą doskonałego aktora, który z łatwością byłby w stanie namieszać drugiej osobie w głowie. Ją już teraz wydawał się owijać sobie wokół palca, ale wcale nie poczuła się z tego powodu zaniepokojona. To było… po prostu właściwe. To, że mu ufała, również. – Co takiego, Angel?
– Wydawało mi się… – Zamilkła, po czym energicznie potrząsnęła głową. Dlaczego myślenie przychodziło jej z tak wielkim trudem? – Miałam wrażenie, że ktoś nam towarzyszy, ale to przecież nie ma sensu, prawda? Wtedy i tak nie byłam w najlepszej formie.
Chciała, żeby jej słowa zabrzmiały jakkolwiek pewne, ale to okazało się o wiele trudniejsze, aniżeli mogłaby sobie tego życzyć. W gruncie rzeczy była gotowa przysiąc, że tak naprawdę okłamywała samą siebie, zresztą po raz kolejny, niemalże na każdym kroku próbując wmówić sobie coś, co nie miało związku z rzeczywistością. To było tak, jakby podświadomie od samego początku wiedziała, że oszukuje samą siebie, a jednak zbytnio obawiała się prawdy, by móc przyjąć ją do wiadomości.
Shadow milczał przez dłuższą chwilę, uważnie wodząc wzrokiem po jej twarzy. Jego własna nie wyrażała żadnych emocji, a przynajmniej Angel nie była w stanie stwierdzić, w jakim był nastroju. Nie rozumiała go, wciąż nie mając okazji poznać na tyle dobrze, by świadomie zadecydować czy i dlaczego powinna mu ufać. Tym bardziej niedorzecznym wydawało się, że w ciemno akceptowała go w roli swojego opiekuna, zwłaszcza po wszystkim tym, co jej powiedział. To było niczym impuls, któremu zdecydowała się zawierzyć, choć nie miała po temu żadnych podstaw. Pewne rzeczy po prostu miały miejsce, z kolei ona…
– Cokolwiek sobie myślisz, wiedz, że czasami warto zaufać sobie – powiedział w końcu Shadow, skutecznie wyrywając ją z zamyślenia. Drgnęła, po czym spojrzała na niego w niespokojny, zdezorientowany sposób, coraz mniej pewna tego, co działo się wokół niej. – Intuicja to potęga, o ile właściwie ją wykorzystać.
– Nie rozumiem…
Tym razem nie zawahała się przed odpowiedzią.
– Ten las jest niebezpieczny – oznajmił z naciskiem. – Jak najbardziej jest tam coś, od czego rozsądniej trzymać się z daleka. To, co poczułaś, kiedy wyszliśmy na zewnątrz… – Zamilkł, po czym wzruszył ramionami. – Zostańmy przy tym, co już ustaliliśmy, w porządku? Cokolwiek by się nie stało, zawsze trzymaj się blisko mnie, Angel.
Tym razem nie zaprotestowała, ograniczając się wyłącznie do zdawkowego skinienia głową. Chociaż wciąż dręczyły ją dziesiątki pytań, nie odważyła się zadać żadnego więcej.

Dom był duży, chociaż nie aż tak, jak sądziła na początku. Pomijając sypialnię, którą początkowo zaoferował jej Shadow, a którą ostatecznie postanowiła zająć, na piętrze znajdowały się jeszcze cztery inne, o dziwo zamknięte, pokoje. W pierwszym odruchu miała ochotę zapytać o klucze, tym bardziej że jej towarzysz sam wspomniał, że miała pełną dowolność przy wyborze, ale ostatecznie zrezygnowała. Wystarczyła jej sypialnia, którą dysponowała teraz, wątpiła zresztą, żeby inne pomieszczenia jakkolwiek różniły się od skromnego pokoiku. Tak naprawdę było jej wszystko jedno, zwłaszcza że nie była wymagająca. Liczyło się, że w tym domu czuła się bezpieczna, a Shadow faktycznie starał się zrobić wszystko, byleby utrzymać taki stan rzeczy.
Szybko zorientowała się, jak prezentował się układ domu. Z łatwością zapamiętała drogę do łazienki, kuchni oraz salonu, zwłaszcza że w tym ostatnim dopiero co spędzili dobrą godzinę na rozmowie. Obserwując kolejne pomieszczenia, Angel miała niejasne wrażenie, że już je widziała, ale odrzuciła od siebie tę myśl. Wystrojem dom nie wyróżniał się niczym szczególnym, więc nic dziwnego, że poszczególne miejsca wydawały się znajome. Najbardziej zresztą i tak zauroczyła ją wspomniana przez Shadowa biblioteka, co prawda ciasna, ale za to przytulna i wyposażona w wystarczająco wiele książek, by z miejsca zadecydowała, gdzie zamierzała spędzić najbliższe wolne godziny.
– Jeśli będziesz chciała, bierz stąd cokolwiek zechcesz – powiedział z przekonaniem Shadow, obserwując ją uważnie, kiedy w pośpiechu kręciła się po pomieszczeniu, przypatrując poszczególnym regałom. Niektóre tytuły i autorzy wydawali się znajomi, co do innych zaś nie miała najmniejszych wątpliwości, że po raz pierwszy widziała je na oczy. – Lubisz czytać, Angel?
– Uwielbiam – odpowiedziała z przekonaniem, które zaskoczyło nawet ją.
Skąd tak naprawdę to wiedziała? Nie miała pojęcia, ale z niejaką ulgą odkryła, że wciąż była w stanie bez wysiłku łączyć poszczególne litery i płynnie odczytywać kolejne słowa. Zabawne, że nie pamiętała nawet własnego słowa, ale za to czuła się podekscytowana na myśl o spędzeniu długich godzin w bibliotece, ale to na dłuższą metę nie miało dla dziewczyny znaczenia. Coś pamiętała i tylko to się liczyło, przynajmniej dla niej. To była mała rzecz, ale w sytuacji, w której we własnym ciele czuła się jak intruz, wszystko wydawało się lepsze niż nic.
Wyczuła ruch za plecami, więc w pośpiechu odwróciła się w stronę drzwi. Shadow przystanął w progu, najwyraźniej zamierzając wyjść, to jednak nie wydało się Angel niepokojące. Wręcz przeciwnie – w bibliotece mogła, a nawet chciała zostać sama, pragnąc choć przez chwilę skupić się na czymś, co w żaden sposób nie wiązałoby się ani z tym miejscem, ani rozmowami, które odbyła ze swoim towarzyszem.
– Jestem obok – stwierdził lakonicznie Shadow. – Pamiętaj, co mi obiecałaś, Angel – rzucił na odchodne, ostatecznie zostawiając ją samą.
Wypuściła powietrze ze świstem, mimowolnie spinając się w odpowiedzi na jego słowa. Jej spojrzenie momentalnie powędrowało ku przysłoniętemu oknu, więc podeszła bliżej, by móc raz jeszcze wyjrzeć na zewnątrz. Z biblioteki miała dobry widok na rosnący w pobliżu las, na pierwszy rzut oka spokojny i opustoszały, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że to tylko pozory – i że gdzieś w głębi faktycznie czaiło się coś, od czego wolała trzymać się z daleka. Nie miała pojęcia z czym tak naprawdę miała do czynienia, ale…
W pośpiechu wycofała się, sama niepewna, skąd brało się dziwne, nieprzyjemne uczucie bycia obserwowaną. Być może wszystko sprowadzało się do niepokojącego oświetlenia – czerwonego blasku wiecznego zmierzchu, o którym wspominał Shadow – ale to w gruncie rzeczy nie było istotne.
Biorąc pod uwagę to, jak czuła się za każdym razem, kiedy wyglądała na zewnątrz, dostosowanie się do obietnic złożonych opiekunowi, miało okazać się wyjątkowo proste.
No i jest kolejny rozdział – ostatni z tych, które zaplanowałam sobie na wprowadzenie i fazę pierwszą. Mam co do niego mieszane uczucia, ale ostateczną ocenę jak zawsze pozostawiam Wam. Cóż, pozostaje mi liczyć na to, że oczekiwanie choć trochę się opłaciło.
Dziękuję za obecność i komentarze. Jesteście cudowni :)