niedziela, 1 października 2017

Rozdział IX

– Czego ja chcę…
Zrobiła krok naprzód, coraz bardziej podenerwowana. Przez krótką chwilę miała ochotę rzucić się na Shadowa z pięściami, a potem porządnie mu przyłożyć, w nadziei na to, że dzięki temu da mu do zrozumienia, jak wielki popełnił błąd. Z niedowierzaniem potrząsnęła głową, wciąż mając nadzieję, że po prostu sobie z niej żartował, ale podświadomie czuła, że to nie tak. On naprawdę nie widział powodu, by podzielić się z nią tak istotną informacją jak to, że gdzieś w okolicy znajdowało się życie.
– Angel… Nie patrz się na mnie w ten sposób, proszę – rzucił z wyraźną irytacją. Zamrugała nieco nieprzytomnie, kiedy przerwał ciszę. Zaraz po tym zastygła, napotkawszy przenikliwe spojrzenie pary lśniących, intensywnie zielonych oczu. – Szczerze mówiąc, zaczynam się niepokoić.
– I słusznie! – jęknęła, nie mogąc się powstrzymać. – Mam ochotę cię zabić, wiesz?
Uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony.
– Czemóż to?
Zaśmiała się w pozbawiony wesołości, nieco histeryczny sposób. Zdecydowanie musiał sobie z niej żartować.
– Jeszcze śmiesz pytać? – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Miasto. Gdzieś tam jest miasto, a ja dowiaduję się o tym dopiero dzisiaj!
– Nie pytałaś – powtórzył z cierpliwością, która drażniła ją bardziej niż cokolwiek innego.
– To nie jest wymówka! – wybuchła, coraz bardziej poirytowana. Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem czuła aż tak intensywnego, jak wypełniający ją w tamtej chwili gniew. – Byłam tutaj przez tyle czasu, a jednak ty… – Urwała, po czym z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – Nie rozumiem. Robisz to specjalnie? Ukrywasz coś przede mną czy…?
– Wyciągasz zdecydowanie zbyt daleko idące wnioski.
Zamilkła, przez dłuższą chwilę tkwiąc w bezruchu i po prostu bezmyślnie wpatrując się w stojącego przed nią mężczyznę. Wydawała się spokojny, zresztą tak jak i na co dzień, zupełnie jakby to, co działo się wokół niego, w gruncie rzeczy nie miało dla niego znaczenia. Z drugiej strony, być może to był rodzaj maski, którą przybierał i za którą kryło się coś więcej. Nie miała pewności, jaka jest prawda, ale coś w tej drugiej myśli skutecznie ją zaniepokoiło. Już wcześniej kilkukrotnie zastanawiała się nad intencjami Shadowa, ale dopiero w tamtej chwili naszły ją aż tak silne wątpliwości.
– W porządku – powiedziała w końcu. Z wolna wypuściła powietrze, próbując się uspokoić. Skoro on nad sobą panował, musiała pokusić się o to samo, by mieć szansę się z nim porozumieć. Ostatnim, czego potrzebowała, było to, żeby akurat teraz się wycofał. – Więc jak? Wyjaśnij mi.
Shadow westchnął, po czym w dość wymownym geście wzniósł oczy ku górze. Po wyrazie jego twarzy trudno było stwierdzić, co takiego w tamtej chwili sobie myślał. Gdyby miała zgadywać, powiedziałaby, że ta rozmowa go nużyła, chociaż to wydawało się niedorzeczne. Jakby nie patrzeć, sam zaczął, z kolei Angel zdecydowanie miała prawo zadawać pytania.
– To… skomplikowane – usłyszała. Parsknęła śmiechem, znów bliska tego, żeby zacząć na niego krzyczeć. Och, doprawdy?! – Jak wspomniałem, do tej pory nie pytałaś, chociaż nie zabraniałem ci tego. Co się zmieniło.
– Ja tylko… – zaczęła i zaraz urwała, onieśmielona spojrzeniem, którym ją obdarował.
Dlaczego nie pytała? Pomijając to, że przez większość czasu przebywała sama, w istocie nie istniał żaden powód, dla którego miałaby wstrzymywać się od zadawania pytań. Myśląc o tym wstecz, Angel uświadomiła sobie, że prawdziwy problem leżał w niej – i tym, że być może nie chciała pytać, w zamian najzwyczajniej w świecie się izolując. To nie była do końca świadoma decyzja, ale jednak podjęta przez nią, nawet jeśli wcześniej nie zarejestrowała momentu, w którym stanęła przed jakimkolwiek wyborem. Jasne, mogła obwiniać Shadowa o bierne podejście, ale to nie zmieniało faktu, że wszystko tak naprawdę zależało od niej.
Jej rozmówca milczał, wciąż obserwując ją w ten jakże charakterystyczny dla siebie, przenikliwy sposób. W tamtej chwili miała ochotę zmusić go do tego, żeby się odezwał – zrobił cokolwiek, byleby przerwać tę przeciągającą się, jakże frustrującą ciszę. Ostatecznie nie zrobiła niczego, stojąc i bezmyślnie wpatrując się w znajomą twarz.
– Ja… – zaczęła raz jeszcze. Kąciki ust Shadowa drgnęły, finalnie układając się w coś na kształt zachęcającego uśmiechu. – Pytam teraz – powiedziała w końcu.
– Ciekawa wymówka – stwierdził w zamyśleniu mężczyzna, wciąż ją obserwując. – W porządku. Tak więc owszem, jest tutaj miasto.
Czekała, aż doda cokolwiek jeszcze, ale nic podobnego nie miało miejsca. Po prostu milczał, zupełnie jakby podejrzewał, że to jedno zdanie wystarczy, by ją usatysfakcjonować.
– Gdzie? – wyrzuciła z siebie na wydechu. – Idziesz tam? Zabierz mnie ze sobą!
Spojrzała na niego w naglący, niemalże błagalny sposób, nawet nie biorąc pod uwagę tego, że mógłby odmówić. Nie zamierzała na to pozwolić – nie tak po prostu, skoro już wiedziała, że… gdzieś tam kryło się coś więcej. Potrzebowała tego; tej świadomości i poczucia, że ten świat – choć dziwny i wciąż nierealny – miał jej do zaoferowania… Och, w zasadzie cokolwiek!
Tym razem doczekała się reakcji ze strony Shadowa. Zauważyła, że drgnął, po czym wyprostował się niczym struna, wyraźnie czymś poruszony. Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, przez krótką chwilę była gotowa wręcz przysiąc, że coś w jego zielonych oczach przygasło. Przeszedł ją dreszcz, zaraz też instynktownie cofnęła się o krok, niespokojnie obserwując swojego towarzysza. Być może wciąż czuła się niepewnie po tym, czego doświadczyła na piętrze, ale z jakiegoś powodu naprawdę zaczynała się obawiać.
– Nie wiesz, o co mnie prosisz.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, niepewna jak powinna rozumieć te słowa. Oddychała szybko i płytko, wciąż czekając, niezależnie od tego, co miała usłyszeć. W duchu odliczała kolejne sekundy, gotowa przysiąc, że jeśli Shadow i tym razem zamierzał zwlekać z odpowiedzią, prędzej dostałaby szału, aniżeli przystała na taki stan rzeczy. W tamtej chwili potrzebowała odpowiedzi i zamierzała je otrzymać.
– Więc mi wyjaśnij! – zaproponowała, próbując brzmieć równie pewnie, co i na początku. Nie chciała pokazać, że się boi, mając wrażenie, że gdyby sobie na to pozwoliła, Shadow bez trudu zdołałby ją zbyć. – D0piero co sam zarzuciłeś mi, że nie zadaję pytań, a jednak teraz… Chyba że tobie jest to na rękę – dodała, gotowa przysiąc, że trafiła tym stwierdzeniem w sedno.
– Szczerze mówiąc… – Shadow westchnął, po czym wzruszył ramionami. – Nie. To tak naprawdę nie jest moją sprawą. A przynajmniej nie powinno być.
– Co takiego?
Kolejny raz wręcz poraziło ją spojrzenie szmaragdowych tęczówek.
– Ty i to, czy będziesz w stanie tutaj przeżyć – oznajmił z rozbrajającą wręcz szczerością. – Miasto to nie jest miejsce dla ciebie, Angel. Nie, kiedy jesteś taka rozbita.
– O czym ty mówisz? – zniecierpliwiła się. – Mam rozumieć, że jednak ukrywałeś to przede mną? Jakim prawem, skoro tak bardzo upierasz się, że za mało interesuję się tym, co dzieje się dookoła?
– Przeczysz sama sobie, wiesz? – zauważył cicho Shadow. – Trudno mówić o ukrywaniu czegokolwiek, skoro właśnie rozmawiamy na temat miasta. Zapytałaś, więc dostałaś odpowiedź.
– Tak, bo przypadkiem powiedziałeś o dwa słowa za dużo.
– To twoja interpretacja.
Tym razem jęknęła, już nawet nie próbując się powstrzymywać. Oddychała szybko i płytko, czując się przy tym trochę tak, jakby właśnie przebiegła maraton. Wciąż wpatrywała się w Shadowa, próbując pojąć jego tok rozumowania i przynajmniej spróbować uporządkować to, co nim kierowało. Sęk w tym, że przynajmniej tymczasowo nie miało to dla niej sensu. W gruncie rzeczy Shadow od samego początku wydawał się go nie mieć.
– Przestań… robić ze mnie wariatkę – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Musiała zamrugać, by powstrzymać cisnące jej się do oczu łzy. Och, jeszcze tego potrzebowała – poryczeć się, jak ostatnia kretynka! Machinalnie objęła się ramionami, energicznie je pocierając, żeby się rozgrzać i czymkolwiek zająć ręce. Obraz raz po raz rozmazywał jej się przed oczami, ale zmusiła się do zachowania spokoju i tego, żeby przynajmniej próbować udawać kogoś, kto nie czuje się tak, jakby w każdej chwili mógł rozpaść się na kawałki. Czuła, że Shadow nie był ją szczery i chociaż podejrzewała to od samego początku, z jakiegoś powodu dowód na prawdziwość tego stanu rzeczy sprawił, że poczuła się jeszcze gorzej. Mogła udawać, że on i jego zachowanie nie mają żadnego znaczenia, ale to było tylko i wyłącznie kłamstwem – wierutnym, niewłaściwy i zaskakująco wręcz bolesnym.
Usłyszała przeciągłe westchnienie, nic jednak nie wskazywało na to, by Shadow w choć niewielkim stopniu żałował tego, co robił. Wręcz przeciwnie – kiedy na nią spojrzał, poczuła się niemalże jak nieporadne dziecko, które tak naprawdę nie rozumiało tego, co działo się dookoła. Cóż, nic dziwnego, skoro z uporem odmawiał jej wprowadzenia w świat, w którym jakby nie patrzeć oboje musieli żyć.
– Nie robię z ciebie wariatki – powiedział w końcu, starannie dobierając słowa. – Wciąż mnie oskarżasz, chociaż w niczym nie zawiniłem. To nie jest uczciwe, Angel.
Tym razem milczała zdecydowanie dłużej niż do tej pory, wręcz porażona jego słowami – a już zwłaszcza tym, że miał rację. Nie chciała tego przyznać, ale czyż nie tak wyglądała rzeczywistość? Mogła go atakować i tracić czas na wściekanie się o pytania, które nigdy nie padły, choć to ona powinna je zadać, ale… jaki to miało sens? Już i tak nie mogła zmienić tego, co się wydarzyło, niezależnie od tego, co faktycznie czuła.
Znów cofnęła się o krok, próbując zapanować nad drżeniem i ustać na nogach. Miała mętlik w głowie, z kolei niepewność jedynie pogarszała sytuację, jednocześnie zaczynając doprowadzać Angel do szaleństwa. Sama już nie wiedziała, co powinna myśleć albo w co wierzyć, to jednak okazało się zaledwie początkiem problemów. Wciąż nie miała pojęcia, w jaki sposób interpretować słowa Shadowa, nie wspominając o wciąż dręczącym ją temacie miasta i tym, że bardzo chciała się tam znaleźć.
– W porządku. – Z wolna wypuściła powietrze, próbując się uspokoić. – Może masz rację. Może to moja wina… – Zamilkła, po cichu licząc na to, że doczeka się protestu z jego strony, jednak nic podobnego ni miało miejsca. – Ale teraz nie chowam się w pokoju i chcę wiedzieć. Czy to złe?
– Nie – mruknął, ale – co wydało jej się istotne – z uporem unikał spoglądania w jej stronę. – Nie powinno…
Nie powinno? – powtórzyła, nie kryjąc dezorientacji. – O co ci chodzi? Zaczynam dochodzić do wniosku, że nie chcesz mi pomagać – wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
– Gdyby tak było, do tej pory błąkałabyś się w ciemnościach – oznajmił tonem, który momentalnie przyprawił Angel o dreszcze. Chociaż Shadow wciąż panował nad emocjami w stopniu, którego zaczynała mu zazdrościć, w tamtej chwili brzmiał na bardzo zdenerwowanego. – Albo byłabyś martwa… Chociaż tym drugim być się nie przejęła, prawda?
Drgnęła, machinalnie zaciskając palce wokół lewego nadgarstka. Na gładkiej skórze nie wyczuła niczego niewłaściwego, ale to nie miało znaczenia. Nie, skoro rozumiała i…
Dość!
– Przez te wszystkie dni niczego od ciebie nie oczekiwałem, Angel. Niczego – oznajmił cicho Shadow. Tym razem zabrzmiał spokojniej, jednak to nie powstrzymało dziewczyny od drżenia. Nie, skoro w jego głosie wyraźnie słyszała coś, co ją niepokoiło – i to najdelikatniej rzecz ujmując. – Wpuściłem cię do swojego domu. Dałem schronienie i wszystko, czego potrzebujesz… Zabrałem cię stamtąd. – Zamilkł, dając jej kilka następnych sekund na przyswojenie sobie tych słów. – Jak śmiesz po tym wszystkim mówić mi, że nie chcę ci pomagać?
Jedynie potrząsnęła głową, co najmniej oszołomiona jego wypowiedzią. W tamtej chwili z równym powodzeniem mógłby ją spoliczkować – pewnie nawet nie zauważyłaby różnicy. Wzięła kilka niepewnych, drżących wdechów, próbując doprowadzić się do porządku. Pod powiekami wciąż czuła pieczenie, ale z jakiegoś powodu nie płakała, zbytnio wytrącona z równowagi, by pozwolić sobie chociaż na tyle. W zamian mogła po prostu stać, drżeć i rozszerzonymi do granic możliwości oczyma wpatrywać się w Shadowa.
Te zielone oczy… Już wcześniej ją oczarowały, ale wtedy nawet nie przypuszczała, że mogłyby być aż do tego stopnia niepokojące. W tamtej chwili przeszywały ją, wydając się sięgać aż do samej duszy i jedynie podsycać już i tak oszałamiające ją emocje. Tego wszystkiego było za dużo, przez co Angel z miejsca zatęskniła za spokojem, który miała w pokoju. Wiedziała, że to tchórzostwo, ale chyba zdążyła się do tego przyzwyczaić – do swego rodzaju ucieczki, którą gwarantowało jej leżenie na łóżku z kolejną książką, którą zabrała z biblioteki.
– Ja… przepraszam… – powiedziała tak cicho, że ledwo mogła zrozumieć samą siebie.
Shadow drgnął, wciąż spoglądając w jej stronę.
– Słucham?
Przepraszam – powtórzyła bardziej dobitnie, by mieć pewność, że dobrze ją usłyszy. Być może powinna mieć mu za złe to, że zmusił ją do powiedzenia tego dwukrotnie, ale w tamtej chwili czuła, że wszystko jej jedno. – Wybacz, że się w tym gubię. Ja… Tak. Nie powinnam była – przyznała z wahaniem. – Możliwe, że mnie poniosło, ale to chyba normalne, że ja… Wciąż niczego nie wiem i…
– Więc pytaj – przerwał w niemalże łagodny sposób Shadow. Wciąż miała wrażenie, że jego spojrzenie jest ostrzejsze niż zazwyczaj, to jednak nie miało dla niej znaczenia.  – Zrób to, skoro musisz, ale błagam, nigdy więcej nie waż się twierdzić, że nie chciałem ci pomóc.
Nie odpowiedziała, przez kilka następnych sekund milcząc i próbując wyrównać oddech. Z wolna spuściła wzrok, z dwojga złego woląc wpatrywać się w podłogę, chociaż nawet to nie pozwoliło jej zapomnieć, że Shadow nie odrywał od niej wzroku. Wiedziała, że wciąż stał dosłownie na wyciągnięcie ręki od niej, najpewniej wciąż spoglądając nań w ten jakże irytujący, wręcz osądzający sposób. Nie chciała się tym przejmować, przez krótką chwilę chcąc wmówić sobie, że nie istniał powód, dla którego miałaby przejmować się jego opinią, ale… to byłoby niczym więcej, aniżeli wierutne kłamstwo. Oczywiście, że to, co sobie myślał, było ważne. Miał rację, twierdząc, że to on wyprowadził ją z ciemności, czymkolwiek było miejsce, w którym błądziła, zanim się pojawił. Chciała czy też nie, zawdzięczała mu naprawdę wiele, łącznie z tym, że ją przygarnął. Jasne, że nie musiała tutaj zostawać, ale jaki inny wybór miała w sytuacji, w której przebywała w świecie, którego wciąż nie rozumiała? Poza Shadowem nie znała nikogo innego, a to w znacznym stopniu komplikowało sytuację.
Wyczuła ruch, więc poderwała głowę, obawiając się, że jej rozmówca jednak stracił cierpliwość i zamierzał odejść. Natychmiast otworzyła usta, gotowa poniżyć się przed nim na tyle, by poprosić, żeby został, to jednak okazało się zbędne. W zamian zamarła, kiedy Shadow jak gdyby nigdy nic podszedł bliżej i chwycił ją za rękę. Początkowo nie była w stanie zinterpretować tego gestu, wciąż doszukując się w wyrazie jego twarzy jakichkolwiek oznak zdenerwowania, jednak nie dostrzegała niczego, co mogłaby uznać choćby za przejaw irytacji. Znów wydawał się spokojny i nic ponadto, dokładnie jak za każdym razem, kiedy miała z nim do czynienia.
– Już, już… Nie gniewam się na ciebie – stwierdził cicho, jakby czytając jej w myślach. – Wierzę, że masz prawo do frustracji, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się na górze.
Zacisnęła usta, po czym z wolna skinęła głową. Wolała ograniczyć się tylko do tego, wręcz zmuszając się do milczenia i zachowania spokoju. Jakaś jej cząstka chciała uniknąć płaszczenia się przed nim, zwłaszcza że podświadomie czuła, że wina jak zwykle leżała gdzieś po środku, ale nie miała dość odwagi, by wprost to okazać. Milczenie wydawało się bezpieczniejsze, przynajmniej tak długo, jak unikali właściwego, najbardziej intrygującego ją tematu.
– Więc… – Jej głos zabrzmiał dziwnie, kiedy w końcu zdecydowała się odezwać. Odchrząknęła, żeby oczyścić gardło i dopiero potem spróbowała raz jeszcze: – Opowiedz mi o mieście. I o tym, dlaczego wolałbyś, żebym nie pytała. Co oznacza, że… jestem rozbita.
Shadow westchnął, ale nie próbował się wycofywać. W zamian po prostu spojrzał na Angel w niemalże zmęczony, udręczony sposób.
– Oboje wiemy, co mam na myśli. Wystarczy spojrzeć na to, jak się zachowujesz – stwierdził ze spokojem. – Nie mam na myśli nic złego, moja droga. Po prostu jesteś… bardzo niespójna.
– Nie pytam o to, żebyś mnie oceniał – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
– Zdaję sobie z tego sprawę. Co jednak mam poradzić na to, że twój stan jest niejako… kluczowy, jeśli chcesz pojąć to, o czym zamierzam ci opowiedzieć? – Zamilkł, być może szukając najodpowiedniejszych słów do dalszych wyjaśnień. – Ty… Twoja dusza. Czy wierzysz w istnienie duszy Angel?
Zamrugała, nie kryjąc zaskoczenia. Nie o to pytała, a przynajmniej nie sądziła, że zejdą na temat, który kojarzył jej się ni mniej, ni więcej, ale z jakimś filozoficznym bełkotem. Co miało być dalej? Zaraz zamierzał zapytać o jej stosunek do Boga czy może znak zodiaku, bo układ gwiazd również mógł okazać się istotny w działaniu tego świata? Nie żeby sądziła, że przy wiecznym zachodzie z któregokolwiek miejsca istniała możliwość oglądania ciał niebieskich, a tym bardziej by pamiętała tak mało istotne fakty, ale…
– Przejdź do rzeczy – poprosiła, siląc się na cierpliwość. Nie chciała pozwolić sobie na kolejny wybuch.
– Jak sobie życzysz. Uznajmy więc, że odpowiedź na moje pytanie brzmi: „tak” – zasugerował, chociaż to było co najmniej naciąganą teorią. – Dusze są… naprawdę różne. Teoretycznie każda z nich początkowo jest czysta, a wszystko zależy od podjętych wyborów, ale… Cóż, z czasem okazuje się, które decyzje były dobre, a które nie. Duszę można skazić, czasem nawet rozbić, zwłaszcza kiedy wydarzy się coś bardzo złego. W końcu łatwo naruszyć niewinność, a skoro tak…
– Wybacz, że tak ci przerywam – zaczęła, zanim zdążyła ugryźć się w język – ale… co ty pierdolisz?
Shadow jedynie potrząsnął głową. Nie wyglądał na sfrustrowanego, ale przede wszystko bardzo, ale to bardzo zmartwionego, zupełnie jakby swoimi słowami jedynie potwierdziła coś, co go dręczyło.
– Jesteś bardzo słabą i rozbitą duszyczką, prawda Angel? Tak łatwą do zmanipulowania, gdybyś trafiła na kogoś, kogo nie powinnaś… – Westchnął przeciągle, po czym wzruszył ramionami. – Wierz mi bądź nie, ale w tym świecie nie czeka cię nic dobrego. Nie, skoro jesteś taka. A ja… Cóż, nie jestem najlepszym opiekunem na świecie – dodał, jedynie podsycając jej wątpliwości.
– Nie rozumiem…
Skinął głową, najwyraźniej się tego spodziewając. Na jego ustach pojawił się nieco wymuszony, niemalże cyniczny uśmieszek.
– Niebezpiecznym byłoby dla ciebie pokazywać się ze mną. Widzisz… Nie jestem tutaj szczególne mile widziany – przyznał z wyraźną niechęcią. – Wolę trzymać się na uboczu. A dusza taka jak ty zdecydowanie zwracałaby na siebie uwagę. Nie chciałbym, żeby z powodu… kilku moich błędów spotkało cię coś niedobrego. Wiesz, nigdy nie byłem osobą, która przepadała za jakąkolwiek odpowiedzialnością, ale skoro zabrałem cię ze sobą, czuję, że powinienem cię chronić.
– Chwileczkę, bo chyba wciąż nie rozumiem – przyznała, nawet nie próbując ukrywać oszołomienia. W głowie wciąż analizowała jego słowa, próbując doszukać się w nich jakiegokolwiek sensu. – Mam kłopoty, kiedy jestem z tobą, ale jednocześnie przy tobie jestem najbezpieczniejsza? No i niby dlaczego ktokolwiek miałby oczekiwać ode mnie zapłaty za jakieś twoje błędy? To nie ma…
– Ten świat jest inny. Zrozum to w końcu, bo inaczej nawet ja cię nie ochronię – przerwał szorstko Shadow. – Tutaj nikt nie będzie prowadził cię za rączkę, Angel. A już zwłaszcza w mieście… Lepiej, żeby Bloodwell nie dowiedziała się o tobie tak długo, jak tylko to będzie możliwe, bo inaczej…
Angel jęknęła, czując, że powoli znów zaczyna tracić cierpliwość.
– Kim, do cholery, jest Bloodwell?! – przerwała, bezceremonialnie wchodząc mu w słowo.
Sądziła, że Shadow kolejny raz będzie chciał uniknąć odpowiedzi, ale nic podobnego nie miało miejsca. W zamian tylko westchnął, po czym spojrzał jej w oczy.
– Siadaj. Czeka nas dłuższa pogadanka.
Cóż za piękna godzina, żeby wrzucić rozdział! Skończyłam i jestem z niego zadowolona, więc pozwolę sobie nie tłumaczyć się z tego, dlaczego to zabrało mi aż tyle czasu. Powiedzmy, że ostatnio zaangażowałam się w coś innego, co zresztą można zauważyć, śledząc mojego bloga autorskiego. Jak coś, to serdecznie zapraszam: KLIK. Dodam jeszcze, że „Blank Dream” można teraz znaleźć również na Wattpadzie. Co prawda wzbraniałam się długo przed tą decyzją, ale wiem, że niektórym może ułatwić to czytanie, więc proszę: KLIK.
Pięknie dziękuję tym, którzy czekali. Dziękuję też za wszystkie miłe słowa, komentarze i wyświetlenia, bo to sprawia, że wiem, że zawsze mogę tutaj wrócić. Dla mnie to dosłownie wszystko.
Z mojej strony to tyle i do napisania!