niedziela, 19 marca 2017

Rozdział III

Shadow milczał, ale nie miała mu tego za złe. Obserwowała go z zaciekawieniem, posłusznie podążając za nim i pozwalając, żeby trzymał ją za rękę. Czuła się przy tym trochę jak mała dziewczynka, bezgranicznie ufająca swojemu opiekunowi, ale to też wydawało się właściwe, przynajmniej do pewnego stopnia. Być może była naiwna, ale biorąc pod uwagę fakt, że ten mężczyzna pozostawał jedyną osobą, na której pomóc mogła liczyć, tym bardziej nie miała wyboru. Co prawda towarzyszyło jej poczucie, że w ten sposób próbuje usprawiedliwić samą siebie i ewentualne głupstwa, które mogłaby popełniać, ale to w gruncie rzeczy nie było dla dziewczyny ważne, zresztą po długich godzinach wędrówki podziemiami, wszystko wydawało się lepszą alternatywą.
Chciała o coś zapytać, ale nie potrafiła zdobyć się na przerwanie panującej ciszy. Czuła, że Shadow miał rację i że powinni jak najdalej odejść od miejsca, w którym ją wyprowadził. „Gdzie właściwie mnie znalazłeś?” – przyszło jej do głowy w najzupełniej naturalny sposób, ale nie zadała tego pytania na głos. Czy to właściwie miało znaczenie? Czasami lepiej nie poznać prawdy, pomyślała i coś w tym stwierdzeniu wystarczyło, żeby przyprawić dziewczynę o dreszcze. To jawiło się niczym wspomnienie, a przynajmniej przez krótką chwilę była gotowa przysiąc, że te słowa nalezą do kogoś innego. Problem polegał na tym, że w głowie wciąż miała pustkę a sama tylko próba przypomnienia sobie czegokolwiek, najzwyczajniej w świecie kończyła się fiaskiem.
Z jakiegoś powodu również to nie robiło na niej wrażenia, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać. Niczego nie rozumiała, ale potrzeba dowiedzenia się czegokolwiek zniknęła z chwilą, w której Shadow wyprowadził ją na świeże powietrze. W zamian towarzyszyła jej już tylko ulga, dziewczyna zaś nade wszytko pragnęła uczepić się tego uczucia, niezależnie od tego, czy takie postępowanie miało sens. Najważniejsze pozostawało to, że teraz była tutaj, bezpieczna i jak najbardziej żywa. Nic innego nie miało znaczenia, z kolei jakiekolwiek pytania…
– Czy wszystko w porządku, Angel?
Jego głos skutecznie wyrwał ją z zamyślenia, zresztą tak jak i imię, którego z takim uporem używał. Angel… Naprawdę jestem Angel? Nie wiedziała, ale coś w takiej możliwości wydawało się dobre. Dlaczego miałaby mieć coś przeciwko, skoro sama nie pamiętała tak ważnej rzeczy?
– Nie wiem. – Skrzywiła się, co najmniej rozczarowana brzmieniem własnego głosu. Gardło wciąż miała ściśnięte, przez co brzmiała… po prostu źle. Spróbowała odchrząknąć, ale to wcale nie sprawiło, że poczuła się jakkolwiek lepiej, wciąż ledwo będąc w stanie zmusić się do wykrztuszenia choćby słowa. – Ja…
– Nie przejmuj się, Angel – przerwał niemalże łagodnym tonem Shadow. Mimowolnie pomyślała, że to bardzo dziwne imię. – Jesteś oszołomiona… I pewnie zmęczona. Sądzę, że to normalne – stwierdził z przekonaniem, które dodało pewności również jej.
Poprawiła zalegającą na ramionach pelerynę, ciaśniej okrywając się materiałem. Już nie drżała, ale wcale nie dlatego, że było jej jakkolwiek cieplej; wręcz przeciwnie – była gotowa przysiąc, że dookoła panował ziąb równie przenikliwy co i ten, którego doświadczyła w podziemiach. Chociaż już nie brnęła w pustkę, w zamian bez pośpiechu podążając za Shadowem i wraz z nim stopniowo zagłębiając się w gęstwinę, wciąż czuła się dziwnie. Raz po raz spoglądała ku zabarwionemu czerwienią niebu, próbując wypatrzeć słońce, ale również to wydawało się bez sensu. Co więcej, wciąż nie była w stanie jednoznacznie określić jego pozycji, nie wspominając o tym, że naszła ją dziwna myśl, że w tym miejscu nie było niczego, co mogłoby zapewnić choć odrobinę ciepła. Nie miała nawet pewności, z jaką porą roku ma do czynienia, bo choć drzewa wyglądały na zdrowe i w dobrym stanie, temperatura sugerowała rychłe nadejście zimy. To mogło być tylko wrażenie, tym bardziej, że wciąż była pod wpływem, trudnych do zinterpretowania emocji, ale z drugiej strony…
Przystanęła, czując, że od nadmiaru bodźców i wątpliwości zaczyna boleć ją głowa. Shadow nie zaprotestował, pozwalając również, żeby wysunęła dłoń z jego uścisku. Wyczuła, że przystanął i już tylko biernie ją obserwował, cierpliwie czekając. Myśl o tym, że mógłby zirytować się na tyle, żeby oddalił się w pojedynkę, była niepokojąca, ale nawet ona nie wystarczyła, żeby zmusić Angel do jakiejkolwiek reakcji. Chwilę później dziewczyna z zaskoczeniem przekonała się, że dosłownie słania się na nogach, nagle czując się tak, jakby ktoś położył na jej ramionach olbrzymi, przytłaczający wręcz ciężar. Dotychczas nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo czuła się zmęczona, jednak w tamtej chwili odczuwane przez większość czasu otępienie zaczęło ustępować. Nade wszystko chciała nad tym zapanować, cały wysiłek wkładając w próbę utrzymania się na nogach. Musiała… zrobić cokolwiek, a jednak…
– W porządku. – Nawet nie zarejestrowała momentu, w którym Shadow na powrót znalazł się tuż obok niej. Mimowolnie napięła mięśnie, chcąc nie chcąc pozwalając, żeby wyciągnął obie dłonie ku jej twarzy, w następnej sekundzie nakłaniając dziewczynę do spojrzenia sobie w oczy. Miała wrażenie, że szmaragdowe tęczówki dosłownie przenikają ją na wskroś. – To najzupełniej naturalne, Angel. Jak najbardziej…
Być może mówił coś jeszcze, ale już nie była w stanie skoncentrować się na poszczególnych słowach. Chociaż wyraźnie je słyszała, sama próba skupienia się na nich wydawała się czymś, co znacznie wykraczało poza jej możliwości. Znów zachwiała się i byłaby upadła, gdyby nie wciąż zaciskające się na ramionach dłonie. Otworzyła usta, pod wpływem impulsu chcąc przeprosić albo poprosić o pomoc, ale nie była w stanie wykrztusić z siebie choćby słowa.
Czy to faktycznie było normalne? Te wszystkie wątpliwości, brak wspomnień i słabość, którą tak nagle poczuła…? Być może faktycznie miała do tego prawo, ale te wyjaśnienia wcale nie sprawiały, że czuła się jakkolwiek pewniej. Wręcz przeciwnie, bo jakaś jej cząstka wręcz wyrywała się do zrobienia czegokolwiek, chociaż zarazem sama nie była pewna, od czego powinna zacząć. Może gdyby wiedziała chociaż tyle, wtedy mogłaby zdziałać cokolwiek, ale…
Otworzyła usta, ale i tym razem nie wydobył się z nich żaden dźwięk, może pomijając żałosny, zdławiony jęk. W następnej sekundzie jednak pociemniało jej przed oczami, kiedy pustka po raz kolejny wciągnęła ku niej swoje ramiona.
– Och, Angel… Nic ci nie będzie, moja droga – usłyszała spokojny, łagodny szept, ale nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie na te zapewnienia odpowiedzieć. – Nic ci nie będzie…
Zdążyła jeszcze zorientować się, że Shadow ją łapie, zanim wszystko najzwyczajniej w świecie zniknęło, a dookoła znów zapanowała ciemność.
~*~
Przebudzenie… Po raz który w ostatnim czasie przyszło jej go doświadczyć? Nie wiedziała, a konieczność zebrania myśli okazała się dla Angel o wiele trudniejsza, niż dziewczyna mogłaby przypuszczać. Bała się otworzyć oczy, zaniepokojona perspektywą odkrycia, że znów mogłaby tkwić w otaczającej ją ze wszystkich stron pustce. Chciała to sprawdzić, ale zbytnio obawiała się tego, czego mogłaby doświadczyć z chwilą, w której zdecydowałaby się unieść powieki, rozejrzeć dookoła i…
Ale kolejne sekundy mijały i wszystko wydawało się być w absolutnym porządku. Z czasem zdołała się rozluźnić, uświadamiając sobie kolejne, mniej lub bardziej istotne kwestie. Wiedziała już, że leży na czymś miękkim i że jest jej wygodnie. Chłód, który nie tak dawno temu dawał się dziewczynie we znaki, teraz jawił się jako odległe, nic nieznaczące wspomnienie. Z jakiegoś powodu to odkrycie wzbudziło w niej wątpliwości, sprawiając, że tym bardziej zapragnęła odwlec w czasie konieczność otwarcia oczu albo jakiegokolwiek ruchu. Bała się, że jeśli sobie na to pozwoli, wrażenie normalności zniknie, zresztą tak jak i poczucie bezpieczeństwa, które mimo wszystko przez cały ten czas odczuwała.
Nic ci nie będzie…
Zadrżała, mając wrażenie, że te słowa doszły do niej jakby z oddali – równie znajome, co i nierzeczywiste. W pamięci dziewczyny zamajaczyło niewyraźne wspomnienie zielonych, wpatrzonych nią oczu oraz cyniczny uśmieszek, który dostrzegła na twarzy pozornie nieznajomego mężczyzny. Shadow, przypomniała sobie jego imię i z jakiegoś powodu serce zabiło jej szybciej. Co się stało? Pamiętała jego pojawienie się, podróż przez ciemność, a później las oraz to, że w pewnym momencie zrobiło jej się słabo. Była w stanie przywołać również moment, w którym mężczyzna ją pochwycił, szepcząc te jakże kojące słowa, chociaż to mogło być jej wyobrażeniem. Przez dłuższą chwilę wszystko wydawało mieszać się ze sobą, tworząc trudną do zrozumienia, niespójną całość, której za żadne skarby nie potrafiła uporządkować.
Co tak naprawdę się stało? Czy przez cały ten czas śniła koszmar, który teraz odszedł w zapomnienie? Bardzo chciała uwierzyć, że to prawda – że zarówno błąkanie się po podziemiach, jak i spotkanie z Shadowem, były zaledwie złym snem, który swobodnie mogła od siebie odrzucić. Chciała tego, ale jakaś jej cząstka jasno dawała dziewczynie do zrozumienia, że tak naprawdę oszukiwała samą siebie – i że takie rozwiązanie absolutnie nie miało racji bytu.
Nie, skoro wciąż niczego nie pamiętała, poza tym była sama i…
Angel… Naprawdę mam na imię Angel?
Ta jedna kwestia nie dawała jej spokoju. Spróbowała wysilić pamięć, żeby to zweryfikować i przy okazji odsunąć w czasie konieczność otwarcia oczu, ale to wydawało się całkowicie pozbawione sensu. Wciąż czuła, że coś jest nie tak – i to zarówno z nią, jak i wspomnieniami, którymi dysponowała… Czy też raczej ich brakiem, bo wszystko sprowadzało się wyłącznie do tego, co tak bardzo próbowała z siebie wyprzeć – do podziemi, Shadowa i ciemności, która…
To nie było normalne, a ona wciąż nie była w stanie niczego sobie przypomnieć.
Usłyszała cichy jęk, z opóźnieniem uświadamiając sobie, że dźwięk musiał wyrwać się z jej ust. Poruszyła się niespokojnie, bezwiednie zaciskając palce na czymś miękkim, co ostatecznie ze swego rodzaju zaskoczeniem uznała za pościel. Już wcześniej zwróciła uwagę na to, że leżała na czymś miękkim oraz fakt, że było jej ciepło, ale dopiero w tamtej chwili zaczęła zastanawiać się nad tym, co to oznaczało. Była w łóżku? Być może, chociaż wciąż nie miała odwagi tego sprawdzić.
Dłuższą chwilę walczyła ze sprzecznymi emocjami oraz samą sobą, zagubiona i dziwnie rozbita. Dopiero cichy szelest zwrócił jej uwagę, sprawiając, że zamarła, jednocześnie zaczynając nasłuchiwać. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że jest w stanie wychwycić jeszcze jeden, zdecydowanie nienależący do niej oddech – spokojny i wyrównany, w przeciwieństwie do sposobu, w jaki sama niemalże spazmatycznie chwytała powietrze. Spróbowała nad sobą zapanować, nagle bardziej niż pewna tego, że ktoś ją obserwował, być może już od dłuższego czasu tkwiąc w bezruchu i nie odrywając od niej wzroku. Coś w samej tej myśli przyprawiło ją o dreszcze, sprawiając, że poczuła się niemalże osaczona. Z drugiej strony… Wciąż czuła się bezpieczna, choć to również wydawało się pozbawione sensu. Nie miała pojęcia, co tak naprawdę to oznaczało, ale… była wręcz gotowa przysiąc, że tak naprawdę nie ma powodów do niepokoju.
– Angel…
Łagodny szept rozbrzmiał zadziwiająco wręcz blisko niej, tym samym przyprawiając dziewczynę o palpitacje serca. Nie miała pojęcia, dlaczego głos Shadowa wywołał w niej akurat taką reakcję, to zresztą nie miało dla dziewczyny znaczenia. Zawahała się, po czym z wolna otworzyła oczy, samej sobie nie potrafiąc wytłumaczyć, dlaczego ostatecznie zdecydowała się postąpić w ten sposób. W głowie miała pustkę, nie będąc w stanie zrozumieć, czego tak naprawdę mogłaby chcieć. Czuła się zagubiona, bezskutecznie próbując sensownie uporządkować to, co w rzeczywistości nie miało dla niej sensu.
Obraz zamazał się, przynajmniej początkowo. Zamrugała nieco nieprzytomnie, dopiero po dłuższej chwili będąc w stanie rozejrzeć się dookoła. Mimowolnie zadrżała, kiedy przekonała się, że w miejscu, w którym była, panował półmrok – ciemność o wiele mniej nieprzyjemna niż ta w podziemiach, ale i tak wydała się dziewczynie niepokojąca. Prawie natychmiast jej uwagę przykuł jaśniejący tuż obok niej płomień, stanowiący jedyne źródło światła w całym – jak przynajmniej sądziła – pokoju. Zawahała się, w milczeniu wpatrując w jasny punkt, który ostatecznie zidentyfikowała jako jarzący się łagodnie płomień świecy, którą ustawiono na stoliku. W następnej sekundzie zorientowała się, że jak najbardziej leżała w łóżku, starannie okryta pościelą. Widziała długie, drgające cienie, które sprawiły, że do głowy przyszła jej irracjonalna wręcz myśl o tym, że w pomieszczeniu znajdowało się więcej osób.
Cóż, w rzeczywistości była tylko jedna, chociaż nie od razu zdecydowała się zwrócić ku stojącemu tuż obok Shadowowi. Po tym jak zemdlała, musiał zdecydować się odzyskać pelerynę, bo znów miał ją na sobie, niedbale zarzuconą na ramiona. Tym razem przynajmniej nie próbował kryć się pod kapturem, dzięki czemu nie musiała wysilać się, by być w stanie przyjrzeć się jego bladej twarzy.
– Nareszcie. – Na ustach mężczyzny jak na zawołanie pojawił się znajomy jej już, nieco cyniczny uśmieszek. Drgnęła niespokojnie, kiedy bez jakiegokolwiek ostrzeżenia przemieścił się, by jak gdyby nigdy nic przykucnąć u jej boku. – Nie masz powodów do niepokoju, Angel – zapewnił, po raz kolejny używając tego imienia.
Nie odpowiedziała, zdolna co najwyżej bezmyślnie się w niego wpatrywać. Z jakiegoś powodu nawet nie drgnęła, kiedy tak po prostu wyciągnął dłoń ku jej twarzy, muskając palcami policzek, by w następnej sekundzie wpleść palce we włosy dziewczyny. Uświadomiła sobie, że drży, chociaż za wszelką cenę zmusiła się do spokojnego leżenia, tym bardziej, że nie chciała go zrazić. Nie wyobrażała sobie, że miałby tak po prostu ją zostawić, z niejakim zażenowaniem przyznając przed samą sobą, że najbardziej obawiała się samotności. Co więcej, ufała mu, choć to wydawało się równie naiwne, co i przed utratą przytomności.
A jednak ten mężczyzna wciąż wytwarzał w niej emocje, których za żadne skarby nie była w stanie opanować. Mieszał jej w głowie, być może tym łatwiej, że wciąż niczego nie pamiętała. Jakby tego było mało, niemalże na każdym kroku używał imienia, które podobno należało do niej. Wyprowadził ją, a ostatecznie zabrał tutaj, gdziekolwiek oboje się znajdowali, chociaż po wyrazie jego twarzy trudno było jednoznacznie stwierdzić, czy choć trochę przejmował się sytuacją, a tym bardziej jej stanem. Nie znała go, ale zdążyła zaobserwować, że ukrywanie emocji przychodziło mu z łatwością, co z jakiegoś powodu również wydało się dziewczynie niepokojące. Ktoś, kto ot tak był w stanie przybrać maskę obojętności, bez wątpienia był doskonałym kłamcą.
Powiedz coś!, nakazała sobie stanowczo, ale wciąż była w stanie co najwyżej bezmyślnie się na niego patrzeć. Z opóźnieniem otworzyła usta, ale nawet wtedy nie wydobył się z nich żaden dźwięk. W głowie miała pustkę, zaś konieczność uporządkowania myśli i ubrania w słowa tego, co czuła, na dodatek w taki sposób, żeby zabrzmiało to sensownie, najzwyczajniej w świecie ją przerastała.
– W porządku, nic nie mów – rzucił niemalże kojącym tonem Shadow, kolejny raz porażając ją samym tylko spojrzeniem. Jego zielone oczy miały w sobie coś oszałamiającego, co wręcz przyprawiało o zawroty głowy. – Zdaję sobie sprawę z tego, że jesteś oszołomiona.
– Ja nie…
Skrzywiła się, po czym spróbowała odchrząknąć, bezskutecznie próbując doprowadzić się do porządku. Usłyszała ciche westchnienie, a zaraz po tym Shadow przesunął się, by – jak ostatecznie się przekonała – podać jej stojące na stoliku naczynie. Wcześniej nie zwróciła na nie uwagi, skupiona przede wszystkim na świecy, zaraz też spojrzała podejrzliwie na zaoferowany jej płyn. Zawahała się, co zresztą nie uszło uwadze obserwującego ją mężczyzny, bo na ustach Shadowa jak na zawołanie pojawił się kolejny uśmieszek.
– Nie mam żadnego celu w tym, żeby cię otruć. Wierz mi – zapewnił, dziewczyna zaś poczuła, że na jej policzki jak na zawołanie wstępują rumieńce.
– Nie miałam tego na myśli… – wyszeptała, w pośpiechu próbując się zreflektować.
Zielone oczy wciąż wydawały się przenikać ją na wskroś. Chciała odwrócić wzrok, ale nie była w stanie.
– Oczywiście.
Po tonie Shadowa trudno było stwierdzić, czy mówił poważnie, czy też próbował się z niej naigrywać. Przynajmniej Angel nie była w stanie tak po prostu stwierdzić, czego powinna się po tym mężczyźnie spodziewać, zbyt oszołomiona, by być w stanie nadążyć za jego nastrojami i jakkolwiek określić intencje. Skąd więc możesz wiedzieć, że mu ufasz?, przeszło dziewczynie przez myśl, ale prawie natychmiast odrzuciła od siebie to pytanie. Jakie to właściwie miało znaczenie…?
Drgnęła, kiedy Shadow zrobił taki ruch, jakby chciał wsunąć jej dłoń po plecy, żeby mogła się podnieść. Coś w jej reakcji musiało dać mu do myślenia, bo natychmiast się wycofał, pozwalając żeby sama usiadła – z wyraźnym trudem, początkowo mając problem z utrzymaniem równowagi, zwłaszcza kiedy poczuła zawroty głowy. Skrzywiła się, po czym na krótką chwilę przymknęła oczy, czekając aż wszystko wróci do normy, o ile to w ogóle miało być możliwe. Wiedziała, że przez cały ten czas Shadow z uporem jej się przyglądał, milcząc i wydając się analizować sytuację na wszystkie możliwe sposoby. To samo w sobie wydało się Angel dość ironiczne, tym bardziej, że bez wątpienia pozostawał o wiele bardziej świadomy od niej.
– Potrzebujesz może pomocy? – zapytał ze spokojem, kiedy skoncentrowała się na nim na tyle, by przejąć naczynie z wodą, którą jej podał. Miała przynajmniej nadzieję, że to woda, przez kilka pierwszych sekund nieufnie obserwując płyn i dyskretnie usiłując go powąchać. Nawet jeśli Shadow to zauważył nie dał niczego po sobie poznać, nie tracąc nastroju również wtedy, gdy w odpowiedzi na jego słowa pokręciła głową. – Powoli… Nie zakrztuś się tylko, bo nie chcę, żebyś zrobiła sobie krzywdę.
Machinalnie dostosowała się do jego słów, w ostatniej chwili zmuszając do tego, żeby wziąć kilka niepewnych łyków, zamiast od razu wypić całą zawartość naczynia. Wcześniej nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo spragniona się czuła, w efekcie wręcz rzucając się na zaoferowaną wodę. Przestało jej nawet przeszkadzać to, że Shadow uważnie śledził każdy kolejny ruch, wciąż się uśmiechając. W pewnym momencie ich spojrzenia nawet się spotkały, przez co poczuła się jeszcze bardziej nieswojo, ale nie w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać.
Cokolwiek myślał sobie jej opiekun, ostatecznie postanowił zachować wszelakie uwagi dla siebie. Nie była pewna, czy w zaistniałej sytuacji milczenie pozostawało najlepszym, czego mogłaby doświadczyć, ale nie miała odwagi go przerwać.
– Jeśli chcesz więcej, po prostu mi powiedz… Po to tutaj jestem, Angel – wyjaśnił usłużnie, kiedy zawahała się, nerwowo obracając w palcach puste naczynie.
– Nie… To znaczy… – Zamilkła, ledwo tylko znów zaczęła się plątać we własnych myślach, bezskutecznie próbując ubrać je w słowa. – Dlaczego ciągle powtarzasz… to imię? – dodała po chwili wahania, nie mogąc się powstrzymać.
– Masz na myśli twoje imię? – zapytał uprzejmie, kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa.
Mocniej zacisnęła dłonie wokół naczynia. Coś w samej wzmiance o jej imieniu, które na dodatek on wydawał się znać lepiej niż ona, niezmiennie wprawiało ją w konsternację.
– Nie pamiętam.
Shadow skinął głową, bynajmniej nie sprawiając wrażenia zaskoczonego.
– To naturalne… A ty nie masz powodów, żeby się przejmować – stwierdził i tym razem spojrzała na niego z niedowierzaniem. Gdyby to faktycznie było takie proste! – Jestem tutaj po to, żeby wszystko ci wytłumaczyć, Angel.
– To twoje zadanie? – zapytała z powątpiewaniem, bezskutecznie próbując doszukać się w jego zachowaniu sensu. – Dlaczego?
– A dlaczego nie? – rzucił niemalże zaczepnym tonem. – Pozwolisz, proszę? Mam wrażenie, że dobrze by ci zrobiło, gdybyś coś zjadła – oznajmił, po czym jak gdyby nigdy nic obszedł łóżko, kierując się w stronę drzwi. – Porozmawiamy, o ile chcesz… Będę czekać na dole.
Wraz z tymi słowami po prostu wyszedł.
Dzisiaj wracam z rozdziałem i cudowną Epicą w tle. Co jak co, ale Simon pomogła mi dokończyć tę część, zresztą jestem całkiem zadowolona z tego, co ostatecznie Wam prezentuję. Mam pustkę w głowie, a każdorazowe podejście do „Blank Dream” uświadamia mi, że to dość wymagająca historia, przynajmniej na razie. Mam nadzieję, że z tego powodu wszystkiego nie zepsuję, ale czas pokaże jak to będzie.
Dziękuję za komentarze i obecność. Na koniec z wyprzedzeniem zapraszam na jutrzejszy, rocznicowy rozdział na „Forever you said”.
Do napisania!