niedziela, 17 czerwca 2018

Rozdział XV


Sen nie należał do najspokojniejszych.
Początkowo długo nie mogła zasnąć, w myślach raz po raz rozpamiętując to, co wydarzyło się w mieście. Myślała o słowach Bloodwell, o bezbronnej dziewczynce oraz reakcji Shadowa. Myślała o ich pocałunku, a im dłużej zastanawiała się nad tym, co zrobił, tym więcej wątpliwości miała. W pewnym momencie uświadomiła sobie, że tak naprawdę Shadow miał w sobie coś, co ją przerażało. Dostrzegała to w nim już wcześniej, ale dopiero widząc go na placu, uświadomiła sobie, że to sięgało o wiele dalej, niż mogłaby przypuszczać. Wciąż nie potrafiła tego nazwać, ale to nie miało znaczenia.
Nie chciała się nad tym zastanawiać. Za wszelką cenę próbowała wyrzucić z umysłu myśl o tym, że działo się coś bardzo złego. Miotała się, próbując stwierdzić komu tak naprawdę ufała – Shadowowi czy Bloodwell – ale nie potrafiła. Prawda była taka, że obdarzenie jakąkolwiek formą zaufania którekolwiek z nich wydawało się czystym szaleństwem.
Wpadający przez okno sypialni krwisty blask wiecznego zmierzchu doprowadzał ją do szału, drażniąc bardziej niż zazwyczaj. Nawet pierwszego dnia od chwili, w której Shadow wyprowadził ją z ciemności, nie czuła się aż do tego stopnia wytrącona z równowagi. Tęskniła za stanem otępienia, kiedy udawało jej się ignorować wszystko to, co działo się dookoła. Wtedy uznawała, że to ma sens; przyjmowała słowa Shadowa i najzwyczajniej w świecie żyła w tym niemalże pustym domu. Tak było dużo prościej, nawet jeśli nie potrafiła zmusić się o stwierdzenia, że dzięki temu była szczęśliwa.
Próbowała zaciągnąć zasłony, ale niewiele pomogło. Czerwonawe światło przenikało materiał, uparcie wkradając się do środka. Ostatecznie zwróciła się twarzą do drzwi, dla lepszego efektu naciągając kołdrę na głowę, ale to również niczego nie zmieniło. Miała wrażenie, że blask zachodu tak czy inaczej wypełniał pokój, zmierzając ni mniej, ni więcej, ale właśnie do niej. Był wszędzie, nawet pod powiekami, prawie że wypalony w jej umyśle.
Angel…
Gwałtownie poderwała się do siadu, zniecierpliwionym ruchem odrzucając pościel. Niespokojnie powiodła wzrokiem po sypialni, ale pokój oczywiście był pusty, co zresztą było do przewidzenia. Nerwowo zacisnęła palce na materiale, raz po raz gniotąc go i prostując. Serce waliło jej jak szalone, chociaż sama nie była pewna dlaczego. Czuła się rozbita i niepewna tego, co powinna zrobić. Cokolwiek miałoby to znaczyć, bo nagle naszła ją irracjonalna myśl, że ktoś szeptał jej imię, raz po raz ją nawołując i… ponaglając.
To tak, jakby miała coś ważnego do zrealizowania. Tylko co…?
Początkowo chciała wrócić do łóżka i jednak spróbować zasnąć, ale nie potrafiła. Machinalnie spojrzała w stronę okna, po czym skrzywiła się, gniewnie mrużąc oczy. Oczywiście, że nic się nie zmieniło. W tym miejscu jakiekolwiek odstępstwa od znajomej rutyny wydawały się nienaturalne, wręcz niewłaściwe. Wieczny zmierzch nie tylko czynił wszystko bardziej niepokojącym, ale przede wszystkim sprawiał, że cały ten świat wydawał się tkwić w miejscu.
Westchnęła cicho, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Zaraz po tym zamarła, bezmyślnie wpatrując się w podłogę przy drzwiach, chociaż nie od razu pojęła, co takiego przykuło jej uwagę. Dopiero kiedy już poderwała się na równe nogi i przykucnęła przy czerwonym punkciku, wyciągając ku niemu rękę, zrozumiała, co takiego widziała.
Płatek róży.
Serce zabiło jej szybciej, chociaż sama nie była pewna dlaczego – ze zdenerwowania czy podekscytowania. Machinalnie sięgnęła dłonią do kieszeni, by wydobyć z kieszeni bliźniaczo podobny, choć nieco bardziej wyniszczony płatek. Oba były krwistoczerwone i jakby uschnięte, co nie miało dla niej sensu. Skąd się brały? I dlaczego wyglądały tak, jakby leżały tu o dawna, chociaż ten przy drzwiach dopiero co znalazła…?
Poderwała się na równe nogi, bez zastanowienia dopadając do drzwi. Wyjrzała na korytarz, ale ten okazał się opustoszały, co zresztą było do przewidzenia. Mimo wszystko nasłuchiwała przez dłuższą chwilę, niemalże spodziewając się, że usłyszy cokolwiek, co świadczyłoby o obecności Shadowa. W końcu tylko oni tutaj byli, prawda? Oni i ten wielki, pusty dom…
Właśnie wtedy dostrzegła kolejny płatek. Leżał w niewielkim oddaleniu od drzwi jej pokoju, wydając się niemalże lśnić w ciemnościach. Angel momentalnie skupiła na nim wzrok, zaraz po tym – poruszając się przy tym trochę jak w transie – ruszając ku niemu.
– Shadow…? – szepnęła z wahaniem, nie mogąc się powstrzymać.
Jej własny głos zabrzmiał dziwnie w panujące ciszy. Aż wzdrygnęła się i zacisnęła usta, świadoma przede wszystkim tego, że powinna milczeć. Z wolna podążyła w mrok korytarza, zatrzymując się tylko na chwilę, by móc upewnić się, że to, co czerwieniło się na podłodze, było kolejnym różanym płatkiem.
Tym razem nie zaskoczył ją widok kolejnego. A później następnego i jeszcze jednego. Leżały porozrzucane wzdłuż korytarza, tworząc krwistą ścieżkę, którą bez chwili zastanowienia zdecydowała się podążyć. Ostrożnie stawiała krok za krokiem, nie wyobrażając sobie, że tak po prostu mogłaby się zatrzymać.
Trop urwał się tuż obok zamkniętych drzwi pokoju, przy których znalazła pierwszy z płatków. Angel zawahała się, z bijącym sercem spoglądając na pozornie niczym niewyróżniającą się, drewnianą powierzchnię. Czuła się nieswojo w tym miejscu. Aż za dobrze pamiętała to, co wydarzyło się, kiedy ostatnim razem przywiodło ją do tej części korytarza. Huk, który towarzyszył łomotaniu w drzwi od drugiej strony, aż za dobrze wyrył się w jej pamięci. To, jak spoglądał na nią Shadow, udowadniając, że tak naprawdę spoglądała wyłącznie na pustą sypialnię, również.
Zadrżała, po czym wycofała się pod samą ścianę. Oparła się o nią plecami, wciąż z uwagą obserwując drzwi. Cisza dzwoniła jej w uszach i nic nie wskazywało na to, by cokolwiek miało ją przerwać. To był zwykły pokój, prawda? Jeden z tych zamkniętych, do których Shadow miał klucze. Pewnie gdyby go poprosiła, znów by jej ich użyczył, ale niby co miała mu powiedzieć? Zwłaszcza po wszystkim, co w ostatnim czasie zaszło między nimi, rozmawianie z nim o czymkolwiek wydawało się Angel czymś niewyobrażalnym.
Zacisnęła usta, mając wrażenie, że czuje mrowienie warg. Jeszcze ten pocałunek…
Coś w samej świadomości tego, że ją pocałował, nie dawało jej spokoju, nie pozwalając dziewczynie wyobrazić sobie, że miałaby na niego patrzeć.
A jednak różane płatki prowadziły aż do tych drzwi. I były prawdziwe, bo dwa z nich wciąż ściskała w dłoni. Dla pewności nawet uniosła zaciśniętą pięść, po czym rozchyliła palce – i zamarła, bezmyślnie przypatrując się jej wnętrzu.
Płatki zniknęły, ale to nie miało znaczenia. Liczyło się przede wszystkim to, że jej palce znaczyła czerwień – rubinowe ślady, które z miejsca skojarzyły jej się tylko z jednym, chociaż nie miała odwagi nazwać rzeczy po imieniu.
Ze wstrętem otarła dłoń o ubranie. Serce jak na zawołanie podeszło jej aż do gardła, nagle zaczynając walić tak szybko i mocno, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz.
Co to znaczyło? I dlaczego…?
Ręce wciąż je drżały, kiedy na niego spojrzała. Czerwień zniknęła, ale Angel aż nazbyt wyraźnie czuła pieczenie po wewnętrznej stronie nadgarstków. Aż jęknęła, przez moment mając wrażenie, że ktoś przeciągnął po jej skórze czymś gorącym i nagrzanym. Miała wrażenie, że jej żyły płonął, zupełnie jakby nagle wypełniła je gorąca woda.
Chyba krzyknęła, ale to wydawało się dziać gdzieś poza jej świadomością. Zachwiała się, po czym zatoczyła na zamknięte drzwi – i to tylko po to, by zaraz po tym odskoczyć od nich z wrzaskiem, kiedy zauważyła, że na drewnianej powierzchni pojawiły się świeże, krwistoczerwone ślady.
ONA WIE
Wciąż czuła ból, co w połączeniu ze strachem sprawiło, że ledwo była w stanie odczytać poszczególne słowa. Wydawały się odległe, zresztą raz po raz wydawały się rozmazywać jej przed oczami, przez co nie potrafiła się na nich skupić, jednak kiedy już zdołała je odczytać, wypaliły się w jej umyśle tak skutecznie, że już nie wyobrażała sobie, że miałaby je zapomnieć.
Kto?, pomyślała w oszołomieniu. Kto i dlaczego…?
Nie miała okazji, by dokończyć to pytanie. Z jękiem opadła na kolana, zaskoczona bólem, który już nie tylko palił żywym ogniem jej nadgarstki, ale również wypełniał umysł. Miała wrażenie, że za moment pęknie jej głowa, wręcz marząc o tym, żeby zemdleć.
Jedynie cudem udało jej się zarejestrować ruch gdzieś za plecami. Chwilę później drobne rączki chwyciły ją za ramiona, zamykając w zdecydowanym uścisku. Chciała krzyknąć, ale nie była w stanie, sparaliżowana bólem i strachem.
– Przecież wiesz – usłyszała. Zamarła, nawet mimo bólu świadoma tego, że ktoś łagodnie szeptał jej wprost do ucha. – Obudź się, Angel. Musisz się obudzić.
Nie, nie Angel. Głos wydawał się szeptać zupełnie inne słowo – jakieś imię – ale nie potrafiła go wychwycić. W zamian umysł z uporem wypełniał lukę w sposób, który już podczas pierwszego spotkania zasugerował jej Shadow.
Angel. Angel, Angel…
Angel.
Przez krótką chwilę miała ochotę krzyczeć – czy to bólu, czy ze strachu, czy też znów w przypływie frustracji. Mimo obaw chciała odwrócić się i sprawdzić kto za nią stoi, ale nie była w stanie. Wiedziała jedynie, że gdzieś tam był – i że znał ją, podczas gdy ona…
Wszystko zniknęło równie nagle, co się pojawiło. Obudziła się, gwałtownie podrywając na łóżku i prawie spadając na podłogę. Oddychała szybko i płytko, w roztrzęsieniu wodząc wzrokiem po sypialni. Już nie była w korytarzu, w zamian jak gdyby nigdy nic siedząc na łóżku w swoim pokoju. Resztki snu majaczyły gdzieś w jej umyśle, raz po raz podsuwając jej myśl o tym, że coś było nie tak, ale to działo się jakby poza nią, odległe i tak bardzo nierzeczywiste.
To był sen. Musiała jednak zasnąć, ale…
W pośpiechu sięgnęła do kieszeni. Dłonie jej drżały, ale zdołała wydobyć płatek róży – zasuszony, ale mimo to nienaruszony. No i był jeden, bo nigdzie na podłodze nie widziała niczego, co przykułoby jej uwagę. Cokolwiek zobaczyła, było wytworem jej wyobraźni, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła w to uwierzyć.
Wspomnienie snu wciąż majaczyło gdzieś w jej umyśle. Z trudem poderwała się na równe nogi, bez zastanowienia wypadając na korytarz. Chociaż jakaś jej cząstka zdecydowanie przed tym protestowała, Angel biegiem popędziła do miejsca, w którym – była gotowa to przysiąc! – dopiero co się znajdowała.
Drzwi sypialni wyglądały dokładnie tak, jak przez cały ten czas. Nigdzie nie było śladów czerwieni – czy to różanych płatków, czy znów krwistych napisów. Mimo wszystko ten, który zobaczyła, wciąż pozostawał żywy w jej umyśle. „Ona wie”. Kto i co? Nie miała pojęcia, ale czuła, że musiała się tego dowiedzieć, najlepiej tak szybko, jak było to możliwe.
Podeszła do drzwi pokoju, drżącymi palcami badając nienaruszoną powierzchnię. Ani śladu napisu – zupełnie jakby nigdy go nie było. Bo w końcu taka była prawda, czyż nie? Goniła za snem. To, czego doświadczyła, pozostawało wyłącznie wytworem jej wyobraźni.
Zadrżała, wciąż niespokojnie tkwiąc w miejscu i wpatrując się w drzwi. Przez chwilę miała ochotę się roześmiać – po prostu wybuchnąć histerycznym śmiechem, który jak nic potwierdziłby, że oszalała. Przez moment rzeczywistość mieszała się ze snem, tworząc w jej umyśle jedność. Gdzieś w tym wszystkim było wspomnienie bólu, który co prawda nie wrócił, ale mimo wszystko wydawał się prawdziwy.
No i ten głos.
Głos, którego nie pamiętała, chociaż z jakiegoś powodu ją przyciągał. Chciała go odtworzyć, ale była w stanie przywołać do siebie wyłącznie wypowiedź – puste słowa bez modulacji, które również  dobrze mogłyby zostać zapisane na kawałku papieru. Chociaż za wszelką cenę chciała uczepić się tego wspomnienia, prawie jak kotwicy, która mogłaby pozwolić jej skupić się na rzeczywistości, nie potrafiła. Szansa umknęła jej już w chwili, w której straciła okazję, by zapamiętać imię, którym się do niej zwracano.
Angel, Angel…
Tutaj była po prostu Angel.
Znów zadrżała i to bynajmniej nie z zimna. Nerwowo zacisnęła palce, by po chwili rozluźnić uścisk. Poruszając się trochę jak w transie, bez słowa odwróciła się, zamierzając wrócić do pokoju. Co prawda przesiadywanie w sypialni i dalsze zastanawianie nad czymś, czego nie rozumiała, wydawało się pozbawione sensu, ale niby co miała zrobić? Porozmawiać z Shadowem? To zdecydowanie nie wchodziło w grę. Czuła, że nic by jej nie powiedział, nie wspominając o tym, że najpewniej znów dałby jej do zrozumienia, że najpewniej postradała zmysły. W końcu… czemu nie? Ktoś, kto najwyraźniej był w stanie się zabić, równie dobrze mógł całkiem zwariować.
Nerwowo potarła nadgarstki. Echo bólu czaiło się gdzieś w jej umyśle, co jakiś czas przybierając na sile, przez co niemalże poczuła pulsowanie pod skórą. Nie rozumiała tego, nie pierwszy raz mając poczucie, że tkwiła w miejscu, bezsensownie miotając się i nie będąc w stanie osiągnąć niczego sensownego. Tkwiła w miejscu, ale już nie potrafiła tego akceptować, na swój sposób żałując tego, że tak nagle się przebudziła. Letarg był bezpieczniejszy, teraz jednak pozostawał czymś poza jej zasięgiem – bo niezależnie od wszystkiego już nigdy więcej nie zamierzała udawać, że wszystko w porządku.
Ona wie…
Niemalże widziała te słowa za każdym razem, kiedy zamykała oczy. Wydawały się wypalone pod powiekami albo w jej umyśle, a przy tym tak bardzo niepokojące, że nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby o nic zapomnieć. Co więcej, Angel czuła, że powinna je rozumieć. Z jakiegokolwiek powodu śniła o tych drzwiach i…
Nie, to nie był sen.
Z jakiegoś powodu była gotowa przysiąc, że to rzeczywistość. Z drugiej strony, jak w tym dziwnym świecie miała jednoznacznie stwierdzić co było prawdziwe, a co nie? Z równym powodzeniem mogła cały czas śnić, niezdolna ostatecznie się obudzić. Tkwiła w miejscu, dokładnie jak cały ten świat – zastygły, martwy i skąpany w krwawym blasku wiecznego zmierzchu.
Ona wie…, pomyślała raz jeszcze i to wystarczyło, by naszły ją jeszcze silniejsze wątpliwości. Chodziło o nią? Szczerze wątpiła, zwłaszcza że tak naprawdę nie wiedziała niczego.
Jej myśli same z siebie uciekły ku Bloodwell. To, że mogłaby rozpamiętywać niedawną wizytę w mieście, nie wydawało się niczym dziwnym, ale z drugiej strony… Ta kobieta zdecydowanie była kimś, kto zapadał w pamięć. Jej piękno, sposób w jaki się wysławiała i to, co powiedział o niej Shadow… Cóż, to zdecydowanie wystarczyło, żeby nie dało się o niej zapomnieć. Sposób, w jaki odnosiła się do opiekuna Angel, tym bardziej, zwłaszcza że dziewczyna nagle zaczęła dochodzić do wniosku, że to właśnie Bloodwell mogła się okazać osobą, której należało zaufać.
O ile komukolwiek powinna w pełni wierzyć.
– Angel? Czy wszystko w porządku?
Z wrażenia omal się nie wywróciła, zaskoczona niemalże zatroskanym głosem Shadowa. Pojawił się w korytarzu znikąd, zupełnie jakby nagle zmaterializował się w ciemnościach. Zaskoczona, momentalnie zamarła, przez dłuższą chwilę po prostu bezmyślnie wpatrując w znajomą sylwetkę. Na sobie miał czarna pelerynę, co uświadomiło jej, że mógł wychodzić, ale nie skomentowała tego nawet słowem. Nie miała pewności, czy w ogóle chciała z nim rozmawiać, wręcz zaniepokojona perspektywą spotkania akurat teraz. Może to resztki wciąż majaczącego w jej pamięci snu, a może świadomość, że od wyprawy do miasta postrzegała Shadowa inaczej, ale poczuła się zagrożona.
– Och… – wykrztusiła z siebie z opóźnieniem. Nie miała wątpliwości, że mężczyzna doskonale wiedział, że była zdenerwowana. – Tak. Właśnie wracałam do siebie – wyjaśniła, a Shadow podejrzliwie zmrużył oczy. Jego intensywnie zielone tęczówki wydawały się lśnić w mroku.
– Na pewno? – zapytał i zabrzmiało to niemalże uprzejmie. – Jeśli coś się stało…
– Miałam zły sen – przerwała mu. Miała wrażenie, że powiedzenie prawdy – choćby w niewielkim stopniu – było najlepszym, co mogłaby zrobić. – Wyszłam, żeby się uspokoić – dodała, chociaż czuła, że brzmiało to jak co najmniej naciągana teoria.
Cisza dzwoniła jej w uszach. Coś w sposobie, w jaki patrzył na nią Shadow, nieustannie sprawiało, że czuła się nieswojo. W gruncie rzeczy nagle zaczęła mieć wrażenie, że mężczyzna spogląda na nią niemalże jak dzikie zwierzę na swoją potencjalną ofiarę. Chociaż z uporem odsuwała od siebie myśl, że akurat ten mężczyzna mógłby ją skrzywdzić, mimo wszystko chciała zniknąć mu z oczu.
Przebywanie z nim po tym, jak ją pocałował, wydawało się Angel czymś wręcz niemożliwym.
– Chcesz… o czymś porozmawiać? – drążył, a Angel spięła się jeszcze bardziej, spoglądając na niego z niedowierzaniem.
Może jakiś czas temu doszłaby do wniosku, że zwierzanie mu się to dobry pomysł. Przez pierwsze dni czuła się tak otępiała i zagubiona, że bez trudu by ją do tego nakłonił. W zasadzie sądziła, że potrzebowała rozmowy – kogoś, kto już wtedy poprowadziłby ją w głąb tego świata, pokazując i tłumacząc wszystko to, co powinna wiedzieć. Początkowo faktycznie uznawała, że to rola Shadowa, zwłaszcza że niejako sam na własne życzenie ją przyjął, ale teraz…
Nie ufała mu. Niezależnie od tego, co powiedziała, za wszelką cenę pragnąc zostać w tym domu, po prostu mu nie wierzyła.
A on to wiedział.
– Nie ma o czym – oznajmiła o wiele chłodniej niż zamierzała. Miała nadzieję, że jej ton wystarczy, by ukrócić jakiekolwiek dyskusje. – W zasadzie nawet nie pamiętam, o czym śniłam. Jestem… Po prostu wciąż jestem zdenerwowana.
– Ach, tak…
Wciąż przypatrywał się jej dziwnie. Po wyrazie jego twarzy trudno było stwierdzić, co tak naprawdę sobie myślał. Chyba tak naprawdę nie chciała tego wiedzieć. Była za to pewna, że jeśli chwilę dłużej będzie zmuszona milczeć w jego towarzystwie, wtedy ostatecznie trafi ją szlag.
Shadow nie odezwał się nawet słowem, kiedy w pośpiechu odmaszerowała do swojego pokoju. Z siłą zamknęła drzwi, po czym oparła się o nie plecami, oddychając tak szybko, jakby właśnie przebiegła maraton. Serce tłukło jej się w piersi, w powietrzu zaś wydawało się brakować tlenu. Nasłuchiwała, gotowa przysiąc, że Shadow wciąż stał w korytarzu, obserwując drzwi jej sypialni, jakby sądził, że zamierzała zmienić zdanie i jednak wyjść. Kolejny raz była gotowa przysiąc, że czytał z niej wręcz jak z otwartej księgi, wiedząc na jej temat o wiele więcej, niż mogłaby sobie tego życzyć.
Wzięła kilka głębszych wdechów, próbując się uspokoić. Może po prostu była przewrażliwiona. Ha! Jak nic taka była, a zachowanie Shadowa ani trochę jej nie pomagało. Czuła, że mógłby ją pogrążyć, zwłaszcza gdyby w pełni naiwności postanowiła mu zaufać. Z tym, że zdecydowanie nie zamierzała tego zrobić. Miała dość tkwienia w miejscu, nie sądziła zresztą, by wciąż była tego zdolna. Ten koszmar – prawdziwy czy nie – jawił się jako jednoznaczny dowód tego, że jej własna psychika zamierzała wziąć sprawy w swoje ręce.
Jeśli odzyskanie spokoju wiązało się z koniecznością działania, zdecydowanie zamierzała je podjąć. Wszystko wydawało się lepsze od szaleństwa, a najwyraźniej to było pisane jej w tym wielkim, pełnym pustych pokoi domu, zwłaszcza że poważnie zaczynała obawiać się Shadowa.
Musiała porozmawiać z Bloodwell. To było pierwszym, co przyszło jej do głowy, nawet jeśli wydawało się czymś irracjonalnym. Jak miałaby to zrobić? Tak po prostu wyjść z domu, spróbować nie zgubić się w lesie i poszukać kobiety, której praktycznie nie znała i która mogła okazać się niebezpieczna? To zdecydowanie brzmiało jak szaleństwo, ale jak najbardziej była gotowa to zrobić – i to niezależnie od możliwych konsekwencji.
Angel westchnęła, po czym w końcu odsunęła się od drzwi, prostując niczym struna. Z jakiegoś powodu mimo wszystko poczuła się lepiej.
Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, perspektywa działania rozbudziła w niej coś, czego nie czuła od bardzo dawna.
Nadzieję.
Dzień dobry wieczór! :D Rozdział aż nazbyt szybko jak na mnie, ale ostatnio mam tyle weny… Aż się boję, co z tego wyjdzie. Tymczasem zostawiam Was z rozdziałem, który w zasadzie wyznacza połowę tej historii. Przynajmniej tak to sobie zaplanowałam. Swoją drogą, nieźle zawiesiłam się po dwóch trzecich tego rozdziału, bo ta… psychodeliczna scena przyszła mi z łatwością, a ja w ciemnym pokoju i z cudami Petera na słuchawkach, poczułam się nieswojo, hm.
Dziękuję za obecność i komentarze, bo to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Kolejny już niedługo, więc do napisania!