wtorek, 2 maja 2017

Rozdział V

To nie miało sensu. Tylko o tym była w stanie myśleć, kiedy Shadow poprowadził ją do kolejnego pomieszczenia – pokoju, który po chwili wahania uznała za salon, chociaż jej myśli były zbytnio rozproszone, by mogła skoncentrować się na czymś konkretnym. Chwiała się na nogach, wciąż nie dowierzając temu, co chwilę wcześniej od niego usłyszała i ledwo będąc w stanie zebrać myśli. To niemożliwe, tłukło się w głowie Angel, ale chociaż bardzo chciała uwierzyć, że istnieje jakieś sensowne wyjaśnienie tego, co działo się wokół niej, jak na złość nie była w stanie przyjąć do siebie odpowiedzi.
Pokój był okazały, chociaż urządzony w bardzo prosty sposób. Wydawał się… wręcz nijaki, a może to po prostu ona czuła się zbyt rozproszona, by docenić cokolwiek z tego, co znajdowało się w tym domu. Na drżących nogach podeszła do obitej skórą kanapy, po czym ciężko na nią opadła, dochodząc do wniosku, że i tak nie będzie w stanie dłużej utrzymać się w pionie. Twarz na kilka sekund ukryła w dłoniach, po czym wzięła kilka głębszych wdechów, w nadziei na to, że dzięki temu zdoła łatwiej nad sobą zapanować. No cóż, nie wyszło, a przynajmniej nie w takim stopni, jak mogłaby tego oczekiwać.
– Coś nie tak, Angel?
Wyprostowała się, jak na zawołanie przenosząc wzrok na swojego rozmówcę. Spojrzała na Shadowa z niedowierzaniem, kiedy jak gdyby nigdy nic rozsiadł się w jednym z foteli, jakby od niechcenia zakładając nogę na nogę. Był spokojny, wręcz porażająco opanowany, gdy zaś przyjrzała się jego twarzy, dostrzegła majaczący na ustach uśmieszek – ni to cyniczny, ni uprzejmy, przez co tym trudniej było jej stwierdzić, jakie targały nim emocje. Nie rozumiała tego mężczyzny, zresztą tak jak i tego, jak tak naprawdę się przy nim czuła. Bezskutecznie szukała sensu tam, gdzie go nie było, a to zdecydowanie nie miało prawa skończyć się dobrze.
Kpił czy o drogę pytał? Miała ochotę zadać mu to pytanie, a jednak w porę ugryzła się w język, bynajmniej nie z obawy przed tym, że uzna ją za nieuprzejmą. Zdecydowanie bardziej przejmowała się tym, co mogłaby usłyszeć w odpowiedzi, tym bardziej, że czekająca ich rozmowa zapowiadała się w co najmniej niepokojący sposób. Jeśli wciąż zamierzał mówić jej takie rzeczy, mogła spodziewać się dosłownie wszystkiego, a to… mogło skończyć się na naprawdę wiele różnych sposobów. Wiedziała już, że z tym miejscem coś jest nie tak, ale czym innym było odczuwać niepokój, a czym zgoła odmiennym przekonać się, że złe przeczucia jednak były uzasadnione – i to na dodatek w aż tak nierealnym sensie.
– Wiesz, moim zdaniem powinnaś coś zjeść. Słyszałem, że jedzenie jest dobre na wszystko – odezwał się ponownie Shadow, jak gdyby nigdy nic podejmując temat.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, niezdolna wykrztusić z siebie chociaż słowa. Coś w nieprzyjemny sposób ścisnęło ją w żołądku, niejako sugerując, co stałoby się, gdyby spróbowała cokolwiek przełknąć. Z opóźnieniem uniosła głowę, gotowa uświadomić mężczyznę, że jego rady niekoniecznie ją satysfakcjonowały, nim jednak zdążyła zdobyć się na wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa, nie wspominając o nawet najcichszym, zdławionym jęku, po prostu zamarła, bezmyślnie wpatrując się w przestrzeń przed sobą – a konkretnie na niski, szklany stolik, który ustawiono tuż przy kanapie, a który chwilę wcześniej zachęcającym gestem wskazał jej rozmówca.
Sęk w tym, że kiedy rozglądała się wcześniej, nic szczególnego nie przykuło jej uwagi. Może w roztrzęsieniu nie zwracała uwagi na drobiazgi, a jednak była gotowa przysiąc, że nie umknąłby jej ani pełen talerz z wciąż parującym jedzeniem, ani cała misa owoców. Tym bardziej nie rozumiała jakim cudem te znalazły się dosłownie na wyciągnięcie ręki, stojąc tuż przed nią i aż prosząc się o to, żeby ktoś zdecydował się skosztować jedzenia… A konkretnie ona, bo spoglądając na zawartość naczynia, była gotowa przysiąc, że to, co się w nim znajdowało, miało szansę jej zasmakować. Choć w głowie wciąż miała pustkę, jeden rzut oka wystarczył na to, żeby doszła do wniosku, że ma do czynienia z zupą, a przynajmniej tak jej się wydawało. Co więcej, pomimo tego, że na myśl o przełknięciu czegokolwiek dziewczynie wciąż robiło się niedobrze, jednocześnie perspektywa zjedzenia czegoś, dzięki czemu mogłaby się rozgrzać, wydawała się niezwykle kusząca.
– Nie krępuj się, Angel. Kazałem to przygotować specjalnie dla ciebie – rzucił zachęcającym tonem Shadow, tym samym skutecznie zwracając na siebie uwagę.
– Kazałeś…? – powtórzyła, w pośpiechu przenosząc na niego wzrok.
Wciąż siedział w fotelu, lekko pochylony do przodu. Obserwował ją uważnie, a jego zielone oczy dosłownie lśniły, aż naszło ją niepokojące wrażenie, że mogłyby jarzyć się w ciemnościach. Wiedziała, że to jedynie wytwór jej wyobraźni, a może po prostu chciała, żeby tak właśnie było, a jednak coś w tym widoku z miejsca przyprawiło dziewczynę o dreszcze. Jakim cudem mogłaby w ogóle twierdzić, że mu ufa, skoro niemalże na każdym kroku wzbudzał w niej tak silny niepokój i wątpliwości?
Zawahała się, niemalże siłą zmuszając do tego, by spojrzeć rozmówcy w oczy. Czuła się dziwnie pod jego spojrzeniem, czekając na wyjaśnienia przynajmniej w kwestii tego jednego pytania. Chociaż miała wrażenie, że dom jest opustoszały, jego słowa wydawały się sugerować coś innego, choć i tego nie mogła być absolutnie pewna.
– Po prostu jedz zanim wystygnie – powiedział w końcu Shadow tonem łagodnej perswazji. – I zacznij oddychać, proszę.
Dopiero po jego słowach zrozumiała, że bezwiednie wstrzymywała oddech. Jakby tego było mało, czuła się tak bardzo podenerwowana, że niemalże przez cały czas napinała już i tak obolałe mięśnie. Zdołała nawet spojrzeć na Shadowa wyzywająco, próbując samym tylko spojrzeniem nakłonić go do tego, żeby udzielił jej odpowiedzi, jednak to najwyraźniej nie zrobiło na mężczyźnie wrażenia. Wręcz przeciwnie – obserwując go miała raczej wrażenie, że doskonale się bawił, doszukując się w jej reakcjach dokładnie tego, czego mógłby się spodziewać. W tamtej chwili naszło ją przejmujące, wręcz niepokojące wrażenie, że ten mężczyzna jak najbardziej ją znał i to o wiele lepiej, niż mogłaby tego oczekiwać.
Z wolna nabrała powietrza do płuc, bezskutecznie próbując się uspokoić. Wszystko jest w porządku, pomyślała, ale przekonywanie samej siebie już dawno przestało brzmieć choć odrobinę kojąco. Angel miała raczej wrażenie, że na każdym kroku okłamuje samą siebie, próbując zmusić się do wiary w coś, co tak naprawdę nie miało racji bytu. To było jak ciągła ucieczka, a jednak…
Wciąż o tym myślała, jednocześnie obserwując Shadowa. Milczał, nie pozostając jej dłużnym i obserwując dziewczynę równie uważnie, co i ona jego. Co więcej, to Angel jako pierwsza uciekła wzrokiem gdzieś w bok, wręcz przytłoczona przenikliwością jego wzroku. Za każdym razem czuła się tak, jakby przenikał ją na wskroś, wręcz rozbrajając i sprawiając, że czuła się tak bardzo bezbronna i podatna na wszelakie zagrożenia. Cokolwiek by się wydarzyło, była w stanie co najwyżej się takiemu stanowi rzeczy poddać, niezależnie od konsekwencji i tego, czego naprawdę chciała. W efekcie sama nie była pewna, dlaczego ostatecznie pochyliła się, bez słowa sięgając po wciąż parujący talerz i ostrożnie unosząc go tak, żeby przypadkiem nie rozlać zawartości. Leżąca tuż obok łyżka zaciążyła Angel w dłoni, kiedy dziewczyna zdecydowała się z wolna ją ująć, żeby móc zrobić z niej użytek. Zarazem naszła ją idiotyczna myśl, że nie będzie pamiętała w jaki sposób właściwie jej użyć, więc po prostu zamarła, bezmyślnie wpatrując się w pełny talerz i… czekając, choć sama nie była pewna na co i dlaczego.
Shadow uniósł brwi. Wciąż obserwował swoją podopieczną, kiedy zaś ta zaczęła się wahać, mężczyzna wyraźnie poczuł się rozczarowany. Takie przynajmniej odniosła wrażenie Angel, zwłaszcza widząc cień, który jak na zawołanie przemknął przez bladą twarz.
– No, jedz – ponaglił, wyraźnie już zniecierpliwiony. Co prawda wciąż brzmiał spokojnie, wręcz uprzejmie, ale tym razem odniosła wrażenie, że część z tych emocji kosztowała go sporo wysiłku. – Myślałem, że się rozumiemy. Nie będę z tobą rozmawiał, jeśli nie zaczniesz jeść – stwierdził, a dziewczyna z nieznacznie potrząsnęła głową.
– Nie mam ochoty – zaoponowała.
O dziwo Shadow jedynie się uśmiechnął.
– Ależ masz – stwierdził takim tonem, jakby rozmawiali o pogodzie. – Zaufaj mi, że poczujesz się lepiej. To, co zapewne będziesz chciała wiedzieć… Cóż, wolałbym mieć pewność, że doszłaś do siebie – wyjaśnił i choć brzmiało to szczerze, te słowa wcale nie poprawiły dziewczynie nastroju.
– To nie jest uczciwe – obruszyła się, chociaż zdążyła już zauważyć, że jej słowa i tak nie robiły na nim wrażenia. Krótko spojrzała na ciążący jej w rękach talerz, po czym na powrót przeniosła wzrok na Shadowa, kolejny raz próbując zrozumieć jego zachowanie. Czuła, że traci czas, ale gdyby jednak miała szansę za nim nadążyć… – Zresztą dlaczego tak naprawdę miałabym ci ufać?
Nie sądziła, że zdobędzie się na zadanie akurat tego pytania, ale zdecydowanie bardziej dziwne wydało się Angel to, że mogłaby je przemilczeć. To nie miało sensu, prawda? To, że w ogóle za nim poszła, chociaż w szoku miała wrażenie, że i tak nie ma wyboru. Teraz z kolei siedziała tutaj, raz po raz wracając pamięcią do tego, co od niego usłyszała, a co przecież nie powinno mieć racji bytu. Raz po raz przekonywała samą siebie, że to nie z tym miejscem czy z nią coś było nie tak, ale z Shadowem. Co innego powinna sądzić w sytuacji, w której ktokolwiek opowiadał jej takie rzeczy? To, że mogłaby ot tak obdarować go zaufaniem, zdecydowanie nie wchodziło w grę, a jednak…
Skrzywiła się, po czym energicznie potrząsnęła głową, próbując doprowadzić się do porządku. Chciała zapanować nad mętlikiem, a jednak wątpliwości raz po raz powracały, wzbudzając w Angel coraz więcej wątpliwości. Dlaczego wciąż musiał jej to robić, niezmiennie mieszając w głowie i sprawiając, że chwilami wręcz czuła się winna – i to zwłaszcza wtedy, kiedy przymierzała się do powiedzenia czegoś, co niekoniecznie mogłoby spodobać się Shadowowi? Zaopiekował się nią, przyprowadził tutaj i zachowywał się jakby faktycznie chciał jej dobra ale czy to wystarczyło? Powinna mieć prawo do wątpliwości, a jednak za każdym razem czuła się coraz gorzej, rozbita pomiędzy tym, co czuła, a co wydawało się właściwe – przynajmniej teoretycznie, bo bez wspomnień nie potrafiła stwierdzić co jest dobre, a co nie.
Tym bardziej z równowagi wytrąciło ją to, że Shadow po prostu się roześmiał. Zamiast się zdenerwować albo od razu wysunąć jakiś sensowny argument, mający przekonać ją do pełnej wiary w jego dobre intencje, ot tak wybuchnął śmiechem – przyjemnym dla ucha, głębokim i niemalże serdecznym. Angel zastygła w bezruchu, bezmyślnie wpatrując się w swojego rozmówcę i bezskutecznie próbując stwierdzić, co takiego chodziło mu po głowie. To wszystko nie miało sensu, a jednak…
Mężczyzna westchnął, po czym wyprostował się, wciąż nie przestając się uśmiechać. W sposobie, w jaki uniósł kąciki ust, było coś, co niezmiennie sprawiało, że miała wrażenie, że sobie z niej kpił. Z drugiej strony – jak na ironię – po chwili wahania doszła do wniosku, że gest sam w sobie wydawał się niemalże… pociągający.
– Och, nie możesz! – rzucił z wręcz rozbrajającą szczerością Shadow. Zaraz po tym wzruszył ramionami, bez trudu dostrzegając konsternację w jej spojrzeniu. – Masz tylko moje zapewnienia. Zwykłe słowo, że nie zamierzam zrobić ci krzywdy… Ale to byłoby z mojej strony stratą czasu, nie uważasz, Angel?
– Nie rozumiem…
Wywrócił oczami.
– Jasne, że nie. Wszystko w moim czasie, moja droga – zapewnił pośpiesznie. Nie miała nawet pewności, czy mogła uznać te słowa za choć po części wiążącą obietnicę. – Aczkolwiek gdybym chciał dla ciebie źle, nie przyprowadziłbym cię tutaj. Śmierć zresztą trochę mijałaby się z celem… To znaczy biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich znalazłaś się w tym miejscu – dodał po chwili zastanowienia.
– Jakie znowu okoliczności?! – zniecierpliwiła się, ostatecznie tracąc cierpliwość.
Samą siebie zaskoczyła tym, że jednak zdecydowała się podnieść głos. Wciąż zaciskające się wokół talerza, przez krótką chwilę mając wrażenie, że niewiele brakuje, żeby upuściła naczynie albo rozniosła je na kawałeczki. W pośpiechu odstawiła je z powrotem na stolik, nie chcąc ryzykować, chociaż tak naprawdę było jej wszystko jedno. Miała dość niedopowiedzeń, zresztą coś w słowach Shadowa sprawiło, że poczuła się co najmniej zaniepokojona – wręcz przerażona, choć nie miała pojęcia skąd brało się to uczucie.
Nie rozumiała również, dlaczego tak nagle wypełnił ją gniew. Gwałtownie poderwała się na równe nogi, chyba jedynie cudem nie przewracając dzielącego ją od mężczyzny stolika. Shadow nawet nie drgnął, spokojnie siedząc w fotelu i obserwując ją tak intensywnie, że aż poczuła się nieswojo. Machinalnie napięła mięśnie, przez krótką chwilę mając ochotę go uderzyć, chociaż nie sądziła, że będzie do tego zdolna. Oddychała szybko i płytko, zaciskając dłonie w pięści tak mocno, że aż poczuła ból. Z opóźnieniem dotarło do niej również to, że wbiła sobie paznokcie w skórę, upuszczając krwi. To nie miało znaczenia – ból, który zwłaszcza w nerwach uznała za pozbawioną sensu niedogodność. Krążąca w żyłach adrenalina pobudziła ją wystarczająco, by poczuła się zdolna przebiec nawet maraton, gdyby zaszła taka potrzeba. Jakby tego było mało, czuła się naprawdę zła, wręcz rozżalona, zupełnie jakby Shadow zrobił coś, za co naprawdę powinna potraktować go w taki sposób. Nie próbowała doszukiwać się we własnym zachowaniu sensu, ale coś w takim postępowaniu wzbudziło w Angel wątpliwości, zresztą tak jak i wrażenie, że tak naprawdę powinna wiedzieć, co miał na myśli mężczyzna, wypowiadając kolejne, tylko pozornie niejasne dla niej słowa.
Prawda była taka, że się bała – i że jakaś jej cząstka nie chciała wiedzieć, ale…
– Byłabyś taka dobra i usiadła, Angel? – Głos Shadowa zabrzmiał spokojnie, wręcz nienaturalnie cichy i opanowany. Otworzyła i zaraz zamknęła usta, przez krótką chwilę wytrącona jego zachowaniem z równowagi. – I przestań się krzywdzić, proszę. Nie w mojej gestii leży to, żeby czerpać przyjemność z tego, że upuszczasz sobie krwi.
Mówił o tym tak, jakby w rzeczywistości komentował aktualną pogodę albo coś równie nieistotnego. Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, sama niepewna, w jaki sposób powinna zareagować na te słowa. Mężczyzna raz po raz wzbudzał w niej emocje, których nie rozumiała i które wydawały się przysłaniać wszystko inne. Czuła się przy nim taka zagubiona, a jakby tego było mało, Shadow w mniej lub bardziej świadomy sposób mieszał jej w głowie, sprawiając, że ledwo była w stanie nadążyć nie tylko za jego słowami, ale przede wszystkim targającymi nią emocjami. Miała wrażenie, że wpada ze skrajności w skrajność, w jednej chwili gotowa walczyć o prawdę, a w następnej tak bardzo zniechęcona, że marzyła już tylko o powrocie na górę, zwinięciu się na łóżku pod przykryciem i zapadnięciu w sen.
Nie była pewna jak długo stała naprzeciwko niego, dosłownie taksując mężczyznę wzrokiem. Shadow siedział niewzruszony, obserwując ją z niemniejszym zainteresowaniem, co na dłuższą metę okazało się co najmniej irytujące. Chciała, by w końcu coś zrobił – porozmawiał z nią szczerze, zamiast traktować w taki sposób… To znaczy trochę jak dziecko, które i tak nie miało prawa niczego zrozumieć. Pragnęła, żeby w końcu powiedział to, co nade wszystko chciała wiedzieć – i to niezależnie od tego, czy zarazem obawiała się prawdy. Musiała zapanować nad mętlikiem w głowie, a on jej tego nie ułatwiał, chociaż…
Och, niczego już nie rozumiała!
Chwilę jeszcze mierzyli się wzrokiem, zanim ostatecznie dała za wygraną. Z jękiem opadła na kanapę, po czym ukryła twarz w dłoniach, nie chcąc żeby zauważył cisnące jej się do oczu łzy. Była na siebie zła za to, że tak po prostu odpuściła, kolejny raz w ciągu zaledwie kilkunastu godzin mu ustępując. Robiła to raz po raz i była tego świadoma, zresztą tak jak i tego, że bardzo ryzykowała. Niemalże na każdym kroku prosiła się o to, żeby wydarzyło się coś niedobrego – czy to bez zastanowienia podając mu rękę, kiedy znalazł ją w ciemnościach, czy też później, wciąż za nim idąc i pozwalając, żeby ostatecznie przyprowadził ją do tego miejsca. Teraz z kolei posłusznie siedziała i nawet próbowała coś zjeść, chociaż rozsądek podpowiadał jej, że powinna być rozsądna – i że w tym miejscu tak naprawdę nikomu nie można było ufać.
– Och, Angel, już wszystko dobrze – zapewnił cicho Shadow. Łagodność jego głosu wciąż go zadziwiała, tak jak i to, że był w stanie z łatwością zadziałać na nią w jakże kojący sposób. Nie chciała tego, próbując walczyć z wpływem, który na nią miał, a jednak nie była w stanie. Po prostu… nie potrafiła. – To naturalne, że jesteś zagubiona.
– Nie musisz mi mówić, w jaki sposób się czuję – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
– Nie zamierzam – padło w odpowiedzi. Na dłuższą chwilę zamilkł, aż zaczęła wątpić w to, czy zamierzał kontynuować rozmowę. – Zjedz coś jeszcze, dobrze?
Aż poderwała głowę, w następnej sekundzie obrzucając Shadowa co najmniej niedowierzającym spojrzeniem. Gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc, ale tym razem przynajmniej nie zaczęła krzyczeć.
– Jeśli uważasz, że możesz mnie w ten sposób zwodzić… – zaczęła, ale nie miała okazji dokończyć.
Zamilkła, kiedy tym razem to Shadow zdecydował ruszyć się z miejsca. Na krótką chwilę zamarła, gdy mężczyzna bez pośpiechu okrążył stolik, by w następnej sekundzie przykucnąć tuż naprzeciwko niej. Nie zaprotestowała, kiedy jak gdyby nigdy nic ujął obie jej dłonie, spoglądając na ślady krwi i ślady po paznokciach. Sama również przyjrzała się poranionej skórze, niespokojnie obserwując jak jego kciuk z wolna przesuwa się coraz wyżej, ostatecznie lądując na wnętrzu nadgarstka. Miała wrażenie, że Shadow obserwował biegnące pod bladą skórą żyły, zupełnie jakby spodziewał się dostrzec tam coś co najmniej niepokojącego.
Mimowolnie zadrżała, kiedy potarł skórę w tamtym miejscu. Chociaż w jego dotyku nie było niczego niewłaściwego, Angel zesztywniała, po czym w pośpiechu spróbowała się odsunąć, stanowczo wyrywając ręce z jego uścisku. Przycisnęła je do piersi, dziwnie roztrzęsiona, choć to przecież wydawało się pozbawione sensu. Samym tylko dotykiem nikt nie był w stanie skrzywdzić, poza tym nie sądziła, żeby akurat Shadow miał to na myśli, a jednak…
– Boli? – zapytał niemalże zatroskanym tonem. Co najmniej zaskoczona jego słowami, zaprzeczyła ruchem głowy. Dlaczego miałoby? – Moja biedna Angel…
– Nie rozumiem – wyszeptała tak cicho, że ledwo była w stanie zrozumieć samą siebie.
Shadow jedynie westchnął.
– Nie pamiętasz niczego… I może lepiej, ale i tak chciałbym cię zrozumieć – przyznał, ostrożnie dobierając słowa. Miała wrażenie, że jego szept łagodnie owija się wokół niej, w równym stopniu kojący, co i przyprawiający o dreszcze. – Gdybyś tylko mogła mi powiedzieć, co takiego popchnęło cię aż tak daleko, Angel…
Wpatrywała się w niego w milczeniu, coraz bardziej zagubiona. Z jakiegoś powodu zrobiło jej się zimno, chociaż wciąż nie rozumiała dlaczego. To przecież nie miało sensu, ale…
A potem Shadow odezwał się ponownie i zrozumiała, że jednak mogło być gorzej.
– W tym miejscu słońce nigdy nie zmienia pozycji. Nigdy nie doczekamy się świtu – powiedział łagodnie – bo w tym świecie nie ma prawa go być. Słońce nigdy nie wstaje dla umarłych, Angel… A już zwłaszcza dla takich, którzy własnoręcznie odebrali sobie życie – dokończył i zawahał się na moment. – Tak jak ty.
Tak jak ty…, powtórzyła w myślach.
A potem już tylko siedziała i patrzyła, niezdolna zdobyć się na żadną reakcję.
Tak jak ty…
Tak… Ja już nawet nie będę się usprawiedliwiać. Przełom kwietnia i maja to zawsze gorszy okres dla mojej weny, czego nie rozumiem i już nawet nie próbuję pojąć. Tak czy inaczej, piątka w końcu jest i chyba nawet mi się podoba, chociaż ocenę jak zawsze pozostawiam Wam.
Dziękuję za komentarze, obecność i cierpliwość :D Nic nie obiecuję, ale po cichu liczę, że gorszy okres niedługo zniknie i będzie mi się pisało lżej, tym bardziej, że mam dość pomysłów na historię Angel. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie…
Dzisiejszy rozdział sponsorowało cudowne Draconian na które ostatnio mam wenę. Tak więc zostawiam Was z rozdziałem i do napisania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz