czwartek, 15 lutego 2018

Rozdział XI


Nie sądziła, że Shadow dotrzyma słowa. Przez kilka następnych godzin nie potrafiła znaleźć sobie zajęcia, mimowolnie zastanawiając nad tym, co jej powiedział i co miał przynieść kolejny dzień. Co prawda pojęcie „jutra” brzmiało abstrakcyjnie w miejscu, gdzie panował wieczny zmierzch, ale chyba powoli zaczynała do tego przywykać. Co więcej, potrzebowała przynajmniej kilku godzin regularnego snu, nawet jeśli początkowo zasypianie, kiedy na zewnątrz wciąż było jasno, przychodziło jej z trudem.
Nie pamiętała, by cokolwiek jej się śnił. W zasadzie z równym powodzeniem mogłaby po prostu stracić poczucie czasu – zamknąć na chwilę oczy, bo kiedy je otworzyła, przekonała się, że nie zmieniło się nic. Do sypialni wpadało znajome, czerwonawe światło, które tak niepokojąco kojarzyło jej się z kolorem świeżej krwi. Leżała nieruchomo, wsłuchując się we własny oddech i wszechogarniającą, jakże charakterystyczną dla tego domu ciszę.
Ile godzin minęło, odkąd wymogła na Shadowie obietnice zabrania jej do miasta? Czy już zdołał ją złamać, najpewniej wychodząc, kiedy spała? W zadziwiająco naturalny sposób przyszło jej do głowy, że byłby do tego zdolny. W zasadzie od samego początku podejrzewała, że jej słowa nie robią na nim wrażenia, a on po prostu wykorzysta okazję i…
– Śpisz, Angel?
W pierwszym odruchu zesztywniała, ułamek sekundy później zwracając się ku drzwiom. Zamrugała nieco nieprzytomnie, co najmniej zaskoczona i na swój sposób zażenowana widokiem Shadowa, który jak gdyby nigdy stał w progu, uważnie ją obserwując. Natychmiast usiadła na łóżku, prostując się i w roztargnieniu przeczesując włosy palcami. Wzrokiem z uwagą zmierzyła stojącego tuż przed nią mężczyznę, mimochodem zauważając, że na sobie miał długi do ziemi, ciemny płaszcz i uświadomiła sobie, że najwyraźniej był już gotowy, by ruszyć w drogę.
– Nie – rzuciła z opóźnieniem, w pośpiechu podrywając się na równe nogi. Wszelakie dotychczasowe wątpliwości momentalni zniknęły. – Mogłeś wcześniej dać mi znać. Zaraz będę gotowa, ale…
– Nie ma pośpiechu – stwierdził ze spokojem. – Dam ci tyle czasu, ile będziesz potrzebowała… O ile nie zmieniłaś zdania.
– Nie zmieniłam – niemalże warknęła, chcąc jednoznacznie zakończyć temat.
Skinął głową. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, zresztą tak jak i spojrzenie. W zasadzie wydawał się bardziej spokojny i zdystansowany niż kiedykolwiek wcześniej.
– W porządku. – Cokolwiek sobie myślał, zdecydował się zostawić wszelakie uwagi dla siebie. Na całe szczęście. – Byłoby dobrze, gdybyśmy jeszcze przed wyjściem ustalili sobie kilka zasad. Nie musisz brać pod uwagę tego, co mówię, ale pamiętaj, że chce, byś była bezpieczna.
Nie odpowiedziała od razu, myślami będąc gdzieś daleko. Wciąż słyszała niemalże te same zapewnienia, niejasne ostrzeżenia i deklaracje, których w żaden sposób nie potrafiła pojąć. Dotychczas cierpliwie to znosiła, zachowując się tak, jakby w rzeczywistości było jej wszystko jedno, ale coraz częściej do głosu dochodziły emocje, o których istnienie by się nie podejrzewała. Shadow przemilczał zbyt wiele spraw, by potrafiła ufać mu aż tak bezgranicznie, jak tego oczekiwał.
Zignorowała spojrzenie lśniących, szmaragdowych oczu, chociaż coś w wyrazie jego tęczówek niezmiennie sprawiało, że czuła się nieswojo. W milczeniu stanęła tuż przed nim, mimowolnie zastanawiając nad tym czy to, że nie przesunął się nawet o milimetr, blokując jej drogę na korytarz, było zamierzone.
– To dla mnie? – zapytała, chcąc przerwać przeciągającą się ciszę. Skinęła głową na czarny materiał, który Shadow przewiesił przez ramię, a na który zwróciła uwagę dopiero w chwili, w której znalazła się przy nim.
– Owszem. – Obrzucił ją przenikliwym spojrzeniem, wyraźnie czekając na jakąkolwiek reakcję. Ostatecznie po prostu westchnął, po czym chcąc nie chcąc mówił dalej: – Chcę, żebyś to ubrała. I, na litość boską, zasłoń twarz – dodał, a dziewczyna z niedowierzaniem potrząsnęła głową.
– Ale…
– Rozmawialiśmy o tym – przypomniał, a jego ton po raz pierwszy zdradził, że jednak miał do niej pretensje o to, że mu się sprzeciwiła. – O Bloodwell. Najważniejsze to nigdy nie rzucać się w oczy, więc…
– Zrozumiałam! – Uniosła obie ręce ku górze w poddańczym geście. – Daj mi to. Zejdę za pięć minut.
Mimo wszystko poczuła ulgę, kiedy pozwolił, by prześlizgnęła się tuż obok niego. Ruszyła w głąb korytarza, starając się powstrzymać odruch nerwowego oglądania się za siebie. Zawahała się dopiero w chwili, w której przechodziła tuż obok zamkniętych sypialni – w tym również tej, która tak bardzo przeraziła ją ostatnim razem.
Angel zawahała się, czując jak coś nieprzyjemnie ściska ją w gardle na samo wspomnienie. Chociaż pierwotnie chciała przejść obok pokoju obojętnie, nagły impuls sprawił, że jednak z wahaniem spojrzała na zamknięte drzwi. Serce jak na zawołanie zabiło jej szybciej, tym bardziej że z łatwością mogła sobie wyobrazić niewidzialną siłę, która po raz kolejny zaczyna łomotać w litte drewno, pragnąć wydostać się na zewnątrz – z tym, że nic podobnego nie miało miejsca. Na razie.
Z wolna wypuściła powietrze, uspokojona. Chciała ruszyć dalej, kiedy coś innego przykuło jej uwagę.
Właściwie sama nie była pewna, co zadecydowało o tym, że spojrzała na inne drzwi – czy też raczej pod nie, zupełnie jakby na brudnej podłodze miała znaleźć coś istotnego. Na krótką chwilę zamarła, jak urzeczona wpatrując się w czerwony punkt, w którym dopiero po chwili rozpoznała coś, co mogłaby podnieść. Zanim zastanowiła się nad tym, co i dlaczego robi, w pośpiechu przykucnęła, po czym podniosła częściowo wsunięty pod zamknięte drzwi, zadziwiająco świeży… płatek róży?
Potrzebowała chwili, by uprzytomnić sobie, że jej podejrzenia są słuszne. Ostrożnie obróciła znalezisko w palcach, starając się postępować jak najdelikatniej, by przypadkiem nie rozerwać cieniutkiej powierzchni. Dla pewności rozejrzała się dookoła, jakby oczekując, że znajdzie coś jeszcze – kolejne płatki albo nawet cały kwiat, który uzasadniłby jego obecność w tym miejscu. Sęk w tym, że w korytarzu nie znajdowało się nic więcej i to w jakiś pokrętny sposób wydało się Angel niepokojące.
Ostrożnie podniosła się, nerwowo zakładając ramiona na piersiach. W garści wciąż ściskała delikatny płatek, raz po raz zastanawiając się nad jego pochodzeniem. Był świeży – zupełnie jakby kwiat został zerwany co najwyżej kilka godzin wcześniej. To nie miało sensu, zwłaszcza że w całym domu nie widziała żadnych roślin, a Shadow zdecydowanie nie wyglądał jej na kogoś z zamiłowaniem do ogrodnictwa, ale…
Kolejny raz miała wrażenie, że nie są w tym domu sami – i ta świadomość wydała jej się wręcz przerażająca.
Zadrżała, w następnej chwili z niezwykłą delikatnością wsuwając płatek do kieszeni spodni. Z jakiegoś powodu czuła, że powinna go zatrzymać – po prostu chronić – nawet jeśli pozornie takie myślnie wydawało się całkowicie pozbawione sensu. Kolejny raz wyczuwała coś, czego nie pojmowała i być może tak naprawdę nie chciała zrozumieć. Coś było nie tak, a ona czuła to coraz wyraźniej, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebując odpowiedzi. Wiedziała, że po raz kolejny mogła wziąć w obroty Shadowa, próbując wymóc na nim podanie jakichkolwiek sensownych faktów, ale niemalże na wstępie odrzuciła od siebie taką możliwość. Może i w niektórych kwestiach była w błędzie, zwłaszcza kiedy w grę wchodziły jego intencje, ale… w tamtej chwili wątpiła, żeby powiedział jej prawdę.
Z tą myślą odwróciła się, a potem w końcu w pośpiechu odeszła.
~*~
Jak przez mgłę pamiętała swoją pierwszą i jedyną podróż przez las. Wtedy również krok w krok podążała za Shadowem, niespokojnie wodząc wzrokiem dookoła i czują się tak, jakby ktoś przez cały czas ich obserwował. Zwłaszcza po wszystkich tych dniach, które spędziła w domu, żyjąc w przekonaniu, że między drzewami kryje się coś niebezpiecznego, czuła się niemalże osaczona, podświadomie wypatrując czyjejkolwiek obecności. Oczywiście szybko przekonała się, że to bez sensu, a ona najpewniej zaczyna popadać w paranoję, ale nie miała odwagi, by wprost przyznać się do takiego stanu rzeczy.
Cisza miała w sobie coś niepokojącego. Kilka razy z wahaniem spoglądała na Shadowa, pragnąc zacząć jakąkolwiek rozmowę, ale za każdym razem rezygnowała, rozproszona pustką w głowie. Nie wiedziała, o czym mogliby rozmawiać. To była dziwna sytuacja, zwłaszcza że w kieszeni wciąż miała znaleziony w korytarzu płatek róży, ale z oczywistych względów nie potrafiła zmusić się do rozpoczęcia tematu. Być może była niesprawiedliwa, skoro z góry zakładała, że spotka się z kolejnymi wymijającymi odpowiedziami i kłamstwami, ale starała się o tym nie myśleć.
Nawet w otoczeniu drzew światło miało w sobie coś nienaturalnego. Krwista czerwień wydawała się być wszędzie, wydłużając cienie i sprawiając, że Angel czuła się naprawdę nieswojo. Długa do ziemi, czarna peleryna, którą miała na sobie, jedynie potęgowała to wrażenie, raz po raz plącząc jej się pod nogami albo zahaczając o niżej położone gałęzie drzew czy krzewów. W efekcie dziewczyna czuła się tak, jakby raz po raz w jej stronę sięgały próbujące pochwycić ją, wyciągnięte ramiona.
– Jak daleko ciągnie się ten las? – zapytała pod wpływem impulsu.
Nie była pewna, jak długo szli, zwłaszcza że niezmieniająca się pora dnia sprawiała, że czas wydawał się stać w miejscu. Jej głos zabrzmiał wręcz nienaturalnie w panującej ciszy, a Angel mimowolnie powiodła wzrokiem dookoła, chcąc upewnić się, czy przypadkiem nie zwróciła uwagi kogoś, kogo nie powinna.
– Hm? – Shadow spojrzał na nią bez większego zainteresowania. – Jesteśmy już niedaleko. Wiem, że łatwo się tutaj zgubić – dodał mimochodem, jakby chcąc podkreślić, że powinna się cieszyć z jego obecności.
Nie miała pojęcia, skąd to wiedział. Początkowo nawet próbowała zapamiętać drogę, szukając jakichś charakterystycznych punktów, które – tylko ewentualnie – mogłyby jej się przydać później, ale nic takiego nie dostrzegła. Podróż przez las wydawała się długa, monotonna i pozbawiona jakiejkolwiek prawidłowości. Po prostu szli, stopniowo zagłębiając się w gęstwinę, co samo w sobie okazało się niepokojącym doświadczeniem. W pamięci wciąż miała te wszystkie ostrzeżenia o tym, że powinna trzymać się jak najdalej od lasu. Teraz powoli zaczynała pojmować dlaczego, nie tyle z obawy przed nagłym napotkaniem jakiejś niepokojącej istoty (przez cały ten czas nie zauważyła niczego – nawet samotnego ptaka, o innej żywej duszy nie wspominając), ale perspektywie wiecznego błądzenia pomiędzy niemalże bliźniaczo do siebie podobnymi drzewami. Nigdzie nie potrafiła dostrzec żadnej ścieżki, samotnego kamienia, a tym bardziej utwardzonej drogi, która miałaby szansę prowadzić do cywilizacji.
Była zdana na niego – i to po raz kolejny.
Ta myśl ją poraziła, wracając o wiele częściej, niż mogłaby sobie tego życzyć. Miała wrażenie, że tkwi w swego rodzaju błędnym kole, z jednej strony pragnąć zacząć radzić sobie w pojedynkę, ale z drugiej musząc niezmiennie zwracać się do osoby, która wzbudzała w niej tak wiele wątpliwości. Chciała tego czy też nie, najwyraźniej wciąż pozostawała od Shadowa uzależniona.
– Mam do załatwienia kilka spraw – oznajmił nagle mężczyzna. Mówił spokojnie, chociaż na nią nie patrzył, skupiając się na bliżej nieokreślonym punkcie przestrzeni. – Z jednej strony dobrze by było, żebyś nigdzie się nie oddalała, aczkolwiek… jest miejsce, w które powinienem pójść samemu. Mogę na ciebie liczyć, Angel?
Prawie na niego wpadła, kiedy nagle zatrzymał się, bezceremonialnie zwracając w jej stronę. Nie po raz pierwszy wręcz poraził ją błysk w lśniących, intensywnie zielonych oczach. Szmaragdowe tęczówki dosłownie przenikały ją na wskroś, podczas gdy dłonie Shadowa jak gdyby nigdy nic zacisnęły się na jej ramionach.
– Nie rozumiem… – wykrztusiła z siebie z opóźnieniem. – W czym problem, żebym poszła z tobą?
– Nie bądź problematyczna. Też nie chciałabyś, żebym kontrolował każdy twój ruch – zauważył przytomnie.
Brzmiał na zniecierpliwionego, nie pierwszy raz zachowując się tak, jakby miał coś na sumieniu. Nie mówił jej wszystkiego i to wydawało się aż nazbyt oczywiste.
Zupełnie jakbyś już teraz nie kontrolował wszystkiego, co robię…
– Wiec jak? – zniecierpliwił się Shadow. – Mogę na ciebie liczyć? Sama chciałaś ze mną iść, więc przynajmniej nie działajmy sobie wzajemnie na nerwy.
– Jak sobie chcesz – mruknęła w odpowiedzi.
Spojrzał na nią z powątpiewaniem, po czym cicho westchnął.
– Gdyby było tak, jak faktycznie chcę, nie musiałbym się teraz o ciebie bać – stwierdził, a jego głos znacznie złagodniał. Angel z miejsca odniosła wrażenie, że ma przed sobą kogoś, kto faktycznie się o nią martwił. Co więcej, nagle poczuła się tak, jakby to wszystko było jej winą, co samo w sobie wydawało się przecież bez sensu. – Nieważne. Po prostu byłbym wdzięczny, gdybyś przez jakiś kwadrans poczekała na mnie na rynku. W tłumie i bez zwracania na siebie uwagi.
– To znaczy… zakrywając twarz? – upewniła się, dla pewności naciągając kaptur szaty bardziej na głowę.
Shadow podejrzliwie zmrużył oczy.
– Przede wszystkim.
Jego słowa sprawiły, że zaczęła poważnie zastanawiać się nad tym, czy wspólne wyjście faktycznie było takim dobrym pomysłem. Miała dość samotności i tego domu, ale z drugiej strony… Wiedząc o Bloodwell i widząc jak Shadow robi wszystko, byleby ją chronić, zaczynała mieć wątpliwości. Co takiego czekało w mieście, skoro zachowywał się w ten sposób? Dlaczego zaczynała mieć wrażenie, że pojawiając się w jakimkolwiek towarzystwie, popełniała jakaś niewyobrażalną zbrodnię, aż prosząc się o to, żeby wpakować się w kłopoty…?
Zacisnęła usta, powstrzymując się od skomentowania sytuacji w jakikolwiek sposób. Miała wrażenie, że gdyby nagle poprosiła o możliwość powrotu, Shadow może nawet zrezygnowałby z planów wyjścia, byleby osobiście odprowadzić ją do domu. Oczywiście z tego nie skorzystała, w duchu stanowczo nakazując sobie wziąć się w garść, to jednak wcale nie było aż takie proste. Wątpliwości towarzyszyły jej niemalże na każdym kroku, dręcząc bardziej niż cokolwiek innego, co z miejsca zaczęło doprowadzać Angel do szału.
Poczuła nieopisaną wręcz ulgę, kiedy nagle coś w otoczeniu uległo zmianie. Różnica była gwałtowna i tak wyraźna, że nawet pogrążona we własnych myślach, nie byłaby w stanie jej przegapić. Wyprostowała się, gotowa przysiąc, że drzewa z wolna się rozstępują, a ona jest w stanie dostrzec pierwsze zabudowania, świadczące o obecności jakiejkolwiek cywilizacji.
Kiedy chwilę później nierówna, pokryta igliwiem droga ustąpiła miejsca brukowi, Angel poczuła się naprawdę oszołomiona.
Zamrugała nieco nieprzytomnie, nie pierwszy raz mając wrażenie, że śniła. Zdążyła przywyknąć do wnętrza ciemnego domu Shadowa, a także monotonnego lasu, przez co widok licznych kamieniczek całkowicie wytrącił ją z równowagi. Przez dłuższą chwilę nie potrafiła wręcz opisać tego, jak się czuła, wręcz zaskoczona tym, że tak nagle znalazła się w mieście. Prawda była taka, że do samego końca wątpiła w to, czy jej opiekun faktycznie prowadził ją tam, gdzie obiecał. W pewnym momencie była gotowa wręcz przysiąc, że specjalnie krążyli po gęstwinie bez większego celu, a Shadow tylko czekał na moment, w którym jednak stwierdziłaby, że ma tego wszystkiego dość.
Właściwie sama nie była pewna, czego tak naprawdę spodziewała się po tym miejscu. W gruncie rzeczy nie planowała niczego, skupiona przede wszystkim na myśli o tym, że gdzieś za drzewami mogłoby toczyć się życie. Przebywając z Shadowem, czuła się tak, jakby zostali ostatnimi ludźmi, co niezmiennie wydawało jej się równie irracjonalne, co i przede wszystkim przerażające. Potrzebowała odmiany, towarzystwa i poczucia, że w tym dziwnym, pustym świecie, trwającym w blasku wiecznego zmierzchu, istniało cokolwiek więcej. Tym bardziej powinna poczuć ulgę, kiedy w końcu przekonała się, że wzmianki o mieście były czymś więcej, niż tylko czczym gadaniem Shadowa, a jednak…
To wszystko nie powinno być tak.
Machinalnie otoczyła się ramionami, dziwnie zaniepokojona. Nerwowym ruchem poprawiła pelerynę, czując silną potrzebę, żeby upewnić się, że ta faktycznie starannie okrywała jej sylwetkę. W tamtej chwili pragnęła stać się niemalże duchem – kimś, kogo nie widać i kto nie miał szans przyciągnąć czyjegokolwiek spojrzenia. Wzrok wbiła w brukowaną uliczkę, próbując odpędzić nieprzyjemne wrażenie, że kostka pod jej stopami wyglądała tak, jakby zbroczona była krwią. Podejrzewała, że w blasku niekończącego się zachodu wszystko takie było, ale ten efekt i tak wydał jej się… niepokojący.
Miasto wyglądało zupełnie inaczej, niż mogłaby się spodziewać. Być może wciąż była w szoku, wynikłym z nagłej zmiany otoczenia, kiedy to bez żadnego ostrzeżenia wyszła z pustego lasu wprost na jedną z ulic, ale to wydawało się najmniej istotne. Czuła się onieśmielona górującymi nad nią, szarymi budynkami i… nienaturalnej wręcz ciszy, która panowała dookoła. Potrzebowała kilku sekund, by uprzytomnić sobie, że to właśnie ten spokój poraził ją najbardziej, sprawiając, że z miejsca zapragnęła się wycofać, a przynajmniej jakimś cudem stać się niewidzialną.
– Chodźmy – usłyszała naglący szept Shadowa.
Natychmiast ruszyła za nim chyba jedynie z obawy przed tym, że nagle zostanie sama. Dla pewności raz jeszcze powiodła wzrokiem dookoła, dyskretni zerkając na to, co działo się na ulicy. To nie tak, że poza nimi w pobliżu nie znajdowała się żywa dusza – wręcz przeciwnie. W zasadzie gdyby okolica okazała się równie opustoszała, co i las, przyjęłaby to z całkowitym spokojem, uznając za coś w pełni naturalnego. Nie dało się tego jednak powiedzieć o tym, co finalnie zastała, a co okazało się gorsze od miasta duchów.
Widziała przechodniów. Zmierzali w swoje strony, wszyscy milczący i sprawiający wrażenie przestraszonych. Co więcej, każdy z nich – dokładnie jak ona i Shadow – nosił się na czarno, przypominając raczej sunący w swoją stronę cień, aniżeli żywą istotę. Nieważne czy kobieta, mężczyzna, czy może dziecko. W zasadzie czasem nie była w stanie stwierdzić, kogo mijała, mimochodem zauważając, że większość starała się zasłaniać twarze. Nikt nie rozmawiał ani się nie śmiał – nawet ci, którzy wyraźnie poruszali się w grupkach. Nie słyszała jakże charakterystycznego dla większych zbiorowisk gwaru – tylko nienaturalną ciszę, przerywaną co najwyżej oddechami, szelestem materiału albo sporadycznymi szeptami. To wyglądało równie zadziwiająco, co i przerażająco, Angel zaś odniosła wrażenie, że każda z obecnych w mieście osób jak najszybciej pragnęła je opuścić. Każdy zmierzał w swoją stronę, wyraźnie skupiony na tym, by jak najszybciej załatwić jakaś niecierpiącą zwłoki sprawę, która zmusiła go do opuszczenia bezpiecznego domu. Wyjść, dotrzeć do celu, a po wszystkim wrócić – tylko tyle, a jednak z jakiegoś powodu ten proces zaczął jawić się dziewczynie jako coś, co można było przyrównać niemalże do sporty ekstremalnego.
Spojrzała na Shadowa, starając się nie spuszczać go z oczu. On jeden poruszał się inaczej, bardziej pewnie, a przynajmniej takie odniosła wrażenie. Na pewno nie wyglądał na przerażonego, czego nie dało się powiedzieć o niej, zwłaszcza że wciąż nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać po tym miejscu.
– Zaczekaj tutaj, tak jak mi obiecałaś – polecił nagle, a serce omal nie wyrwało się Angel z piersi, kiedy przypomniała sobie, że przecież zapowiadał, że na moment zostaw ją samą.
– Shadow… – zaczęła przesadnie piskliwym głosem. Nawet nie była w stanie dokończyć, świadoma co najwyżej nieprzyjemnego ucisku w gardle, który skutecznie uniemożliwił jej dodanie czegokolwiek więcej.
Och, co właściwie mogłaby mu powiedzieć? Że miał rację, na wszystkie sposoby zniechęcając ją do tego, żeby mu towarzyszyła? Żeby z nią został? Że jednak nie chciała tutaj być, wbrew temu wszystkiemu, co twierdziła wcześniej. To wszystko brzmiało równie żałośnie, zresztą sprowadzało się do jednego: było za późno.
– Po prostu się stąd nie ruszaj, Angel. Wrócę tak szybko, jak tylko będzie to możliwe – zniecierpliwił się Shadow, tymi kilkoma słowami ucinając jakiekolwiek dyskusje.
A potem po prostu odszedł, znikając w tłumie tak błyskawicznie, że nawet nie zdążyła zareagować. Zostawił ją, nie zamierzając czekać na żadne wymówki, pytania albo uwagi. Ona sama mogła co najwyżej tkwić w miejscu, otoczona ludźmi-cieniami, ciszą i z wrażeniem, że na własne życzenie znalazła się w najbardziej niebezpiecznym miejscu, jakie tylko mogłaby sobie wyobrazić.
Kwestia kolejnej dłuższej przerwy… Bez komentarza. Liczy się to, że post w końcu jest, a ja jestem z niego zadowolona. Co prawda całość idzie mi jak krew z nosa, ale nie uważam, by było to złe – ta historia jest ciężka, trudna i przytłaczająca, a ja mogłabym zepsuć tak wiele…
Niemniej nie wyobrażam sobie, że miałabym nie wstawić rozdziału akurat dzisiaj. Moi drodzy, właśnie wypadają pierwsze urodziny „Blank Dream”! :3 Nawet nie wiem kiedy to zleciało, ale jak zwykle przy takich okazjach czuję się jak dumna matka. Oby w tym roku udało mi się zabrnąć o wiele dalej, zwłaszcza że dzisiejszy wpis jest wstępem do czego, czego wyczekiwałam od samego początku tej historii.
Dziękuję za cierpliwość, obecność i to, że nie macie mnie dość. Z dedykacją i wielkim dziękuję dla wszystkich, którzy czytają. Przypominam, że historia dostępna jest również na Wattpadzie [KLIK], jeśli to komuś ułatwi sprawę.

Z mojej strony to tyle, więc do napisania!

2 komentarze:

  1. Pierwsza moja myśl? Czy Shadow nie może zamontować rolet? Albo niech jej chociaż zasłony założy na okna...
    Myśl druga? Shadow jest fanem Matrixa...
    Drzwi są przejściami do innych wymiarów – tak, teraz właśnie tego się będę trzymać... albo czekaj! Może po prostu przejściami, ale do różnych części świata. No wiesz, otwierasz drzwi, wchodzisz i boom! Jesteś w... w... w... Bhutan.

    Las... Lubię las. Szczególnie późnym latem, ale jak jest ciepło. Słońce wpada między drzewami, tworząc strumienie, które czasami przypominają lśniące ścieżki. I gdy tak chodzę (zazwyczaj na grzyby), zaczyna pracować moja wyobraźnia. I to na najwyższych obrotach. Zwykły szelest wydaje się być czyimś skradaniem, odgłos jakiegoś niewinnego ptaszyska przypomina ryk bestii, a wszystkie cholerne gałązki chcą powyrywać mi włosy i pociąć skórę... Tak, uwielbiam las. ^^
    Miasto przerażająco wspaniałe. Wszyscy się boją i to bez dwóch zdań, a domyślam się, że chodzi o Boodwell. Czyżby na tym rynku miało się coś wydarzyć? Nie chce mi się wierzyć, że Shadow zostawił Angel samą, wróci i nic się nie stanie. No po prostu nie ma bata, że tak będzie!. Czekam z niecierpliwością na kolejny wpis, bo chociaż historia jest ciężka, ponura i raczej kojarzy mi się z czernią, strachem i smutkiem, to jest mi najbliższa. Dziwię się, że to mówię, ale chyba nawet bliższa niż Carlos...:X

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry!
    Piszę do Ciebie w związku z pojawiającymi się ostatnio u nas zmianami. Mianowicie, jak pewnie już zauważyłaś, pracujemy nad ulepszeniem Katalogowo. Przyszedł czas również na kategorie – Twoje opowiadanie do tej pory znajdowało się w zakładce Thrillery i horrory, która zmieniła nazwę na Thrillery. Została dodatkowo utworzona podkategoria Fantastyka / Horrory. Jeśli więc chcesz, by Twoje opowiadanie znalazło się w w/w Horrorach, daj nam znać w zakładce Poprawki, pytania, sugestie. Nie chcemy niczego ruszać bez Twojej zgody. :)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Ayame
    Katalogowo
    PS. Bardzo przepraszam, jeśli uznasz tę wiadomość za spam lub poczujesz się nią w jakikolwiek sposób urażona.

    OdpowiedzUsuń