Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Faza II – Depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Faza II – Depresja. Pokaż wszystkie posty

8 kwietnia 2018

Rozdział XII


To musiał być jakiś marny żart. Przynajmniej do takich wniosków zdołała dojść, kiedy nagle dotarło do niej, że została sama pośród tych wszystkich, całkowicie sobie obcych sobie ludzi. W panice powiodła wzrokiem dookoła, wciąż mając nadzieję, że jednak gdzieś w pobliżu dostrzeże Shadowa (być może nawet rozbawionego, chociaż rozsądek podpowiadał jej, że takie żarty zdecydowanie nie były w jego stylu), jednak szybko przekonała się, że to nie będzie takie proste.
Mimowolnie zadrżała, ogarnięta nagłym, narastającym z każdą kolejną sekundą chłodem. Słodki Jezu, zostawił ją tutaj! Co prawda to był zaledwie chwilowy stan, a przynajmniej tyle powiedział jej, powtarzając, że ma na niego poczekać, ale to niczego nie zmieniało. Nie, skoro wszystko w niej aż rwało się, by zacząć miotać się na wszystkie strony. Tkwiła w samym środku panującego dookoła chaosu, bardziej niż wcześniej świadoma czystego przerażenia, które ogarnęło ją z chwilą, w której znalazła się w tym miejscu.
O to ci chodzi? Chcesz, żebym zaczęła żałować, że kazałam ci się tutaj przyprowadzić, pomyślała w przypływie frustracji. Emocje wydawały się nienaturalnie wręcz intensywne, zwłaszcza w porównaniu z tym, czego doświadczała do tej pory. Miała wrażenie, że ostatnie dni albo nawet tygodnie spędziła w ochronnej, tłumiącej wszelakie emocje otoczce – zupełnie jakby śniła, stopniowo pogrążając się w letargu, bo ten był bezpieczny. Teraz to wszystko zniknęło, poniekąd na jej życzenie, bo przecież sama chciała mierzyć się z tym miejscem. Rwała się, by zobaczyć cywilizację, a wszystko tylko po to, by teraz pragnąć się wycofać – po prostu uciec i na powrót zaszyć w sypialni, gdzie przynajmniej czuła się bezpieczna.
Zabawne, ale chociaż znajdowała się w środku miasta, na dodatek w otoczeniu ludzi, nagle poczuła się jak w potrzasku. Wręcz dusiła się, mając wrażenie, że powietrze, którym oddychała, jest zdecydowanie zbyt ciężkie i gęste, a otaczająca ją ze wszystkich stron ludzka masa napiera nań ze wszystkich stron jednocześnie. Z opóźnieniem dotarło do nie, że bezmyślnie tkwiła w miejscu, blada i przerażona, niemalże panicznie rozglądając dookoła i jakby szukając drogi ucieczki. To nie było normalne, ale chociaż zdawała sobie z tego sprawę, w żaden sposób nie potrafiła nad tym uczuciem zapanować, świadoma wyłącznie narastającego z każdą kolejną sekundą pragnienia, żeby rzucić się do biegu i znaleźć jak najdalej. I tak miała wrażenie, że przechodnie nie zwracali na nią uwagi, całkowicie nieświadomi tego, co działo się w jej wnętrzu. Kto wie, może nawet do tego przywykli, zwłaszcza że atmosfera strachu i ciągłego napięcia była w tym miejscu wyczuwalna już od samego początku.
Właściwie nie zarejestrowała momentu, w którym jednak ruszyła się z miejsca. Chociaż wciąż korciło ją, żeby zacząć biec, ostatecznie po prostu ruszyła przed siebie, całą energię wkładając przede wszystkim w to, żeby utrzymać się na nogach. Poruszała się niemalże jak w transie, drżąca i niespokojna, czując się przy tym niemalże jak w tych wszystkich snach, kiedy mimo usilnego pragnienia ucieczki, człowiek był w stanie co najwyżej nieporadnie posuwać się naprzód.
Odetchnęła, kiedy znalazła się w mniej zatłoczonej części niewielkiego placu. Oddychała szybko i płytko, raz po raz wciągając do płuc chłodne powietrze. Panika nieznacznie ustąpiła i to wystarczyło, żeby Angel poczuła się lepiej, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Wciąż nieznacznie drżała, jednocześnie wodząc wzrokiem dookoła. Już nawet nie była kogo albo czego szukała, szczerze wątpiąc w to, by Shadow w jakiś cudowny sposób znikąd pojawił się u jej boku. Na to było zbyt wcześniej, a przynajmniej to podpowiadał jej rozsądek, w miarę jak próbowała przywyknąć do myśli, że jednak będzie musiała na niego poczekać.
Oczywiście, że zamierzała to zrobić. Nie miała wyboru, chociaż myśl, że mogłaby być uzależniona od tego mężczyzny nagle wydała jej się czymś wręcz odpychającym. Była na niego zła, w duchu raz po raz zadając sobie pytanie o to, dlaczego wciąż jej to zrobił – tak po prostu odszedł, zostawiając w sytuacji, która zdecydowanie nie była Angel na rękę. Do głowy raz po raz przychodziła jej jedna myśl: że chciał w ten sposób pokazać jej, że prośba o wspólne wyjście zdecydowanie nie należała do najrozsądniejszych pomysłów, a ona jednak powinna to sobie darować. Co prawda prawie natychmiast odrzuciła od siebie taką możliwość, ale mimo wszystko…
Chciała tego czy nie, już od dłuższego czasu nie potrafiła w pełni zaufać Shadowowi.
Jakimś cudem zdołała uspokoić oddech. Jej spojrzenie spoczęło na zajmującym centralne miejsce na placu kształcie, w którym ostatecznie rozpoznała fontannę. Kiedy instynktownie ruszyła w jej stronę, przekonała się, że ta najwyraźniej była nieczynna; woda nie płynęła, w zamian biernie stojąc w wyżłobionym w białym, wyniszczonym już zbiorniku. Z wahaniem przysiadła na brzegu, obojętna na bijący od kamienia chłód. Palce machinalnie zacisnęła na krawędzi, po czym z wolna obejrzała się przez ramię, chcąc raz jeszcze przyjrzeć się fontannie.
Woda wyglądała na mętną i najwyraźniej tkwiła w bezruchu już od dłuższego czasu, chociaż – ku zaskoczeniu Angel – wciąż nie zaczęła śmierdzieć. Z jakiegoś powodu wydało jej się to niewłaściwe, wręcz niepokojące, zresztą tak jak i to, że fontanna mogłaby nie działać. W tamtej chwili wiele by dała, żeby usłyszeć łagodny, kojący szum przelewanej wody, mieszający się z harmidrem typowym dla zmierzającego w najróżniejsze strony tłumu.
Spojrzenie dziewczyny z wolna przesunęło się wyżej, wprost na stojącego w samym środku zbiornika anioła. Postać wydawała się nią górować, milcząca i wyniosła, chociaż – co uświadomiła sobie po kilku kolejnych sekundach wahania – nie piękna. Wręcz przeciwnie. Było coś przerażającego w tej istocie, być może dlatego, że wyryte w kamieniu rysy twarzy zatarły się na tyle, by Angel miała trudność ze stwierdzeniem, czy anielska istota jest mężczyzną, czy może kobietą. Nawet długie włosy i szata nie sugerowały niczego konkretnego, bowiem sylwetka posągu nie była aż tak delikatna, by dziewczyna jednoznacznie doszła do wniosku, że anioł jednak mógł poszczycić się płcią piękną. W zasadzie z każdą kolejną sekundą utwierdzała się w przekonaniu, że miała przed sobą zniszczenie w czystej postaci, chociaż nie była pewna, czy taka myśl miała w sobie choć odrobinę sensu.
Również niepokojący okazał się fakt, że posąg trzymał w dłoniach miecz – co prawda skierowany ostrzem ku dołowi, ale jednak mający w sobie coś niepokojącego. Być może to układ ciała, a może wciąż wyczuwalna dookoła aura strachu, ale Angel z łatwością mogła wyobrazić sobie, że uzbrojony anioł nagle ożywa, a potem atakuje, jednym ruchem będąc w stanie pozbawić ją głowy.
Jedno było pewne: fontanna była dziwna i przerażająca zarazem. A jednak pomimo tego miała w sobie coś hipnotyzującego, wręcz przyciągającego, dzięki czemu znalazła się tak blisko. Siedziała na krawędzi, wpatrując się w zastygłą w kamieniu twarz tak długo, aż obraz zaczął rozmazywać jej się przed oczami. W efekcie dopiero po chwili zauważyła delikatne wyżłobienia, ciągnące się od oczu w dół twarzy i zrozumiała, że właśnie w ten sposób musiała działać fontanna: płaczący anioł z mieczem, być może ubolewający nad tym, co działo się w tym świecie.
– Przestał płakać już dawno temu.
Aż podskoczyła, słysząc tuż obok siebie spokojny, kobiecy głos. Natychmiast wyprostowała się niczym struna, jedynie cudem nie tracąc równowagi i nie zsuwając z murku do stojącej w fontannie wody. Dłonie jeszcze mocniej zacisnęła na krawędziach murku, po czym w pośpiechu przeniosła wzrok na stojącą tuż przed nią postać. Przez krótką chwilę poczuła się zawstydzona, prawie jak dziecko, które przyłapano na robieniu czegoś niewłaściwego, tym bardziej że nagle zwątpiła w to, czy w ogóle powinna siedzieć w tym miejscu.
A potem zamarła, przez kilka następnych sekund wpatrując się w stojącą tuż obok niej kobietę.
Była piękna. Angel zrozumiała to już w pierwszej chwili, mimowolnie dochodząc do wniosku, że dawno nie widziała aż tak harmonijnej, doskonałej twarzy. Dopiero później zarejestrowała fakt, że nieznajoma musiała być w jej wieku – młodziutka i drobna, jakby dopiero co weszła w dorosłość. Jasne, niemalże srebrzyste loki łagodnie opadały na szczupłe ramiona, sięgając wcięcia wąskiej talii. Angel była w stanie wypatrzeć wszystkie te szczegóły z zadziwiającą wręcz łatwością, zwłaszcza że stojąca tuż obok kobieta miała na sobie idealnie podkreślającą jej sylwetkę suknię barwy nocy. Nawet kolor materiału miał w sobie coś niezwykłego, głęboki i zmienny, a przynajmniej sprawiał takiego wrażenie, miejscami ujawniając granatowe refleksy, kiedy spojrzało się nań po odpowiednim kątem. Z drugiej strony, być może to po prostu było wywołanym nadmiarem bodźców złudzeniem albo kolejnym nietypowym wpływem atmosfery wiecznego zmierzchu.
Nieznajoma lekko przekrzywiła głowę. Nie patrzyła na Angel, w zamian z obojętnością przypatrując się anielskiej figurze. Nie odezwała się więcej, jej ton zresztą sugerował, że było jej wszystko jedno, czy doczeka się odpowiedzi, a tym bardziej doprowadzi do dłuższej rozmowy. Ona po prostu stała – wyniosła i obojętna, a przy tym niemniej onieśmielająca, co i górująca nad fontanną figura.
– Dlaczego? – wyrwał się Angel. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że jednak odważyła się zadać to pytanie, zwłaszcza że wydawało się najbardziej sensowne w obecnej sytuacji.
– Hm? – Kobieta wciąż na nią nie patrzyła, wciąż przypatrując się aniołowi. – A dlaczego miałby? Niektórzy już dawno zrozumieli, że nie ma co przejmować się tym światem… Są miejsca, o których po prostu należy zapomnieć.
Angel wzdrygnęła się, dziwnie zaniepokojona tymi słowami.
– Ale… – zaczęła, ale ostatecznie nie zdecydowała się dokończyć. W głowie miała pustkę, zresztą jakiekolwiek słowa okazały się zbędne, bowiem nieznajoma kobieta sama zdecydowała się podjąć temat.
– Nikt nie przejmuje się umarłymi – stwierdziła niemalże lodowatym tonem. Angel znów zadrżała, po czym zacisnęła dłonie w pięści, niemalże czując pieczenie po wewnętrznej stronie nadgarstków. Oczami wyobraźni znów widziała poważną twarz Shadowa, który delikatnie przesuwał palcami po jej skórze, krótkim gestem odpowiadając na jedno z wielu niezadanych przez nią pytań. – Miasto Potępionych… Miasto wiecznego zmierzchu. Prędzej czy później nie będzie już niczego. Nigdy więcej żadnego poranka. Tylko północ. – Kobieta zamilkła zaledwie na krótką chwilę. Jej pojrzenie wciąż unikało Angel, zapatrzone w figurę anioła tak, jakby mogła dostrzec w niej coś, co umykało wszystkim wokół. – Nikt nie przejmuje się umarłymi – powtórzyła – bo oni nie chcą, żeby się o nich troszczyć. Niektórzy pragną tego zapomnienia już za życia… Zatracają się w ciemności, bo tak jest bezpieczniej. A nie ma nic gorszego niż pragnąc wiecznej nocy i mimo to być zmuszonym trwać w nikłym, choć wciąż obecnym blasku życia, które się odrzuciło.
Tym razem nie dodała niczego więcej, bezceremonialnie odwracając się do Angel plecami. Poruszała się z gracją, której pozazdrościłby jej niejeden, wciąż onieśmielając samą tylko obecnością. Cokolwiek było w tej kobiecie, nie dało się tego zignorować, ona sama zaś potrafiła zamieszać w głowie kilkoma zaledwie słowami.
Angel tkwiła w bezruchu, niemalże spazmatycznie łapiąc oddech. Coś w słowach nieznajomej sprawiło, że poczuła się tak, jakby ktoś zdzielił ją obuchem po głowie. Czuła, że serce tłukło jej się w piersi, trzepocąc się tak rozpaczliwie, że chyba jedynie cudem nie połamało jej żeber. „Nigdy więcej żadnego poranka. Tylko północ” – słyszała nieustannie i z jakiegoś powodu tych kilka słów nie chciało dać jej spokoju. Po prostu wracały – raz po raz, niepokojące i brzmiące niczym groźba, która w każdej chwili mogła się ziścić. Gdyby do tego doszło…
Mocniej zacisnęła palce na krawędzi fontanny, obojętna na narastający z każdą kolejną sekundą ból. Spojrzenie utkwiła w plecach kobiety, mając ochotę powstrzymać ją przed odejściem – zadać dziesiątki pytań, których jak na ironię nawet nie potrafiła sprecyzować. Chciała z nią porozmawiać, ale była w stanie wyłącznie milczeć i walczyć ze strachem, który pojawił się równie niespodziewanie, co i tak niezwykła istota.
Przestraszony, dziecięcy krzyk rozległ się wkrótce po tym. Bez trudu przebijał się przez gwar zmierzającego w swoje strony tłumu, podczas gdy ci wszyscy ludzie w pośpiechu zmierzali w swoje strony. Angel natychmiast rozejrzała się dookoła, bez trudu wypatrując dziewczynkę. W pośpiechu poderwała się na równe nogi, co najmniej wytrącona z równowagi widokiem dziecka, kiedy to zostało tak po prostu popchnięte na ziemię przez znacznie wyższego od niej, rosłego mężczyznę.
Nikt nie zareagował. Nikt nawet się nie zatrzymał, a niektórzy z przechodniów wręcz przyśpieszyli, wyraźnie chcąc znaleźć się jak najdalej. Wrażenie było takie, jakby wszyscy wokół przywykli ją do podobnego widoku – co najwyżej ośmioletniego dziecka i potencjalnego oprawcy, wyglądającego na chętnego, żeby je skrzywdzić. Ta obojętność wydawała się wręcz nieprawdopodobna, prawie jak kiepski żart, chociaż zarazem – co poraziło Angel bardziej niż cokolwiek innego – jawiła się jako coś absolutnie właściwego.
Ten świat rządził się własnymi prawami, których wciąż nie poznała. Być może tak wyglądało jedno z nich.
– Nie… Nie, proszę! – usłyszała i to wystarczyło, żeby wyrwać ją z letargu. Dziewczynka była przerażona, patrząc na stojącego nad nią mężczyznę co najmniej tak, jakby wierzyła, że ten za moment ją zabije. – Ja nie chciałam!
– Nie chciałaś! Nigdy nie chcesz! – padło w odpowiedzi i coś w głosie mężczyzny sprawiło, że nawet Angel z miejsca zapragnęła zejść mu z oczu. Mimo wszystko nie ruszyła się z miejsca, zbytnio przerażona perspektywą tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby zostawiła to dziecko. – Raz na zawsze nauczę cię szacunku do cudzej własności, mała złodziejko!
Nie chciała wiedzieć, co oznaczały te słowa, a tym bardziej jak miałaby wyglądać ta „nauka”. Nie obchodziło jej nawet to, czy dziewczynka faktycznie coś ukradła, czy to była tylko wymówka, by móc ją skrzywdzić. Angel wiedziała jedynie tyle, że jeśli nie zareaguje, wydarzy się coś bardzo złego, a na to zdecydowanie nie zamierzała pozwolić. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek wcześniej doświadczyła aż tak silniej chęci, żeby ochronić kogokolwiek. W zasadzie od momentu, w którym znalazła się w tym świecie, mało co wzbudzało w niej aż tak silnie emocje – gwałtowniejsze nawet niż gniew, którym w pewnej chwili zapałała na samą myśl o tym, że Shadow mógłby ją okłamywać.
Nie zarejestrowała momentu, w którym nerwy wzięły nad nią górę, a ona zdecydowała się zareagować. Dotychczas stała jak sparaliżowana, tępo wpatrując się w rozgrywającą się na jej oczach scenę. Tym większego szoku doznała, kiedy nagle okazało się, że jak najbardziej jest w stanie coś zrobić – i że jednak ruszyła się z miejsca, pojmując to dopiero w chwili, w której wokół jej nadgarstka owinęła się czyjaś dłoń.
W roztargnieniu zamrugała, po czym obejrzała się na osobę, która ważyła się ją powstrzymać. Mimo wszystko zawahała się na widok pięknej, zimnej twarzy nieznajomej kobiety, zwłaszcza że ta wręcz porażała błękitem wpatrzony w twarz Angel oczu.
– Zaczekaj – rzuciła i zabrzmiało to bardziej jak rozkaz niż prośba. – Dokąd idziesz? – zapytała, a zastygła w bezruchu dziewczyna spojrzała na nią z niedowierzaniem.
– To chyba oczywiste, prawda? To dziecko…
Jasnowłosa kobieta zmarszczyła brwi.
– I uważasz, że to twoja sprawa? Chcesz zareagować? – dopytywała, chociaż to absolutnie nie był moment na takie rozważania.
Angel napięła mięśnie, świadoma wyłącznie narastającej z każdą kolejną sekundą frustracji. Czy to było jakiś marny żart? Nie miała pojęcia i choć coś w tonie nieznajomej dało jej do myślenia, ostatecznie doszła do wniosku, że nie chce się nad tym zastanawiać. Nie teraz.
Nie miała pojęcia, jak prezentował się wyraz jej twarzy, ale coś w spojrzeniu kobiety dało Angel do zrozumienia, że musiała wyglądać na co najmniej zdeterminowaną. Nie minęła sekunda, a przytrzymująca ją dłoń po prostu się wycofała, tym samym dając dziewczynie pełną swobodę. Wciąż miała wrażenie, że z perspektywy obserwującej ją nieznajomej (a może i wszystkich mieszkańców miasta) robiła coś… nietypowego; niewłaściwego wręcz. To była dziwna myśl, ale wydawała się wręcz zadziwiająco prawdziwa.
Bez znaczenia.
Jedynie do takiego wniosku potrafiła dojść, zanim wszelakie myśli uleciały z jej głowy, wyparte przez ból. Początkowo nie poczuła niczego, nieświadoma nawet tego, że zamarła w bezruchu, stając pomiędzy wciąż leżącą na ziemi dziewczynką a jej niedoszłym oprawcą. Dopiero po kilku następnych sekundach dotarło do niej, że coś jest nie tak – począwszy od przejmującego ciepła, muskającego jej policzek i ramię, kiedy instynktownie spróbowała się osłonić.
A potem ciepło przeszło w palenie tak silne, że aż zatoczyła się do tyłu, zaskoczona stopniowo przybierającym na sile bólem.
Uderzył ją słodki zapach krwi, chociaż ten dochodził do niej jakby z oddali. Mimo wszystko bez trudu rozpoznała tę woń, zupełnie jakby wcześniej już miała z nią do czynienia. Machinalnie uniosła dłoń do pulsującego miejsca na twarzy, krzywiąc się nieznacznie, kiedy naruszyła podrażnioną skórę. Widok krwi na palcach jej nie zaskoczył, chociaż w oszołomieniu wciąż nie była w stanie wytłumaczyć obecności posoki.
– Ty… – usłyszała i to wystarczyło, żeby wyrwać ją z oszołomienia.
Gdzieś za plecami usłyszała szloch dziecka, które osłoniła, ale praktycznie nie zwróciła na to uwagi. W zamian przeniosła wzrok na stojącego przed nią mężczyznę, a jej oczy rozszerzyły się w geście niedowierzania, kiedy dostrzegła trzymany przez niego bat. Przynajmniej sądziła, że to to –  długi i starannie spleciony, dzięki czemu rzemyk okazał się zaskakująco wręcz cienki.
Angel jedynie potrząsnęła głową, po czym raz jeszcze dotknęła krwawiącego policzka. Napięła mięśnie, gotowa przysiąc, że niewiele brakuje, żeby mężczyzna uderzył raz jeszcze, ten jednak wciąż tkwił w miejscu, przypatrując jej się tak uważnie, że aż poczuła się nieswojo. To było tak, jakby niedowierzał, że ktokolwiek odważyłby się stanąć przed nim a dziewczynką, co w jakiś pokrętny sposób wytrąciło Angel z równowagi bardziej niż cokolwiek innego.
Słodki Jezu, chodziło przecież o dziecko! Strach i oszołomienie z miejsca ustąpiły miejsca czystemu gniewowi, którego uczepiła się niemalże jak kotwicy, nagle mając ochotę skoczyć na tego faceta, wyrwać mu bicz i przetrzepać mu skórę bardziej, niż on sam by mógł, gdyby jednak pozwoliła mu zbliżyć się do małej. Nie obchodziło jej, że był od niej większy, silniejszy i że gdyby tylko chciał, pewnie nawet bez pomocy dodatkowej broni zdołałby porachować jej kości.
Przyłapała się na tym, że bezwiednie przesunęła się naprzód. Wiedziała, że nie powinna, a zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że powinna jak najszybciej wziąć się w garść i nie robić głupstw, ale to wcale nie było takie proste. Gdyby jeszcze do tego wszystkiego wiedziała, co tak naprawdę powinna zrobić i czego spodziewać się ze strony tego mężczyzny, wtedy…
– Ej, ty! – rozległo się gdzieś za jej plecami i to wystarczyło, żeby zmienić wszystko. Brzmienie zagniewanego, znajomego głosu sprawiło, że momentalnie poczuła się tak, jakby z ramion zdjęto jej jakoś olbrzymi ciężar, choć jeszcze chwilę wcześniej szczerze wątpiła, by było to w ogóle możliwe. – Podnieść nad nią rękę jeszcze raz, a przysięgam, że do domu będziesz musiał się czołgać – oznajmił lodowatym tonem Shadow i nawet bez odwracania się, Angel dobrze wiedziała, że szybko zmierzał w ich stronę.
Dzięki Bogu…, pomyślała mimochodem.
Minęła zaledwie chwila, zanim jej opiekun dosłownie zmaterializował się u jej boku. Wystarczył jeden rzut oka na jego twarz, by pojąć, że był wściekły. W zasadzie Angel ani razu nie widziała go aż tak zagniewanego, nie wspominając o tym, że kiedy nagle chwycił ją za ramię, przyciągając do siebie, zrobił to w zadziwiająco gwałtowny, wręcz zaborczy sposób.
Szmaragdowe oczy zabłysły gniewem.
Na placu zapadła wymowna, martwa cisza.
Rozdział miał się pojawić już w zeszłym miesiącu, ale zdrowie po prostu mi nie pozwoliło – pobyt w szpitalu skutecznie pokrzyżował mi plany, zresztą ta historia ma w sobie coś takiego, że chwilami nie potrafię do niej przysiąść. Ciężki klimat i specyfika tego opowiadania sprawiają, że piszę je co prawda z wielką przyjemnością, ale jednak powoli. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :)
Znów mieszam, ale to chyba dobrze. Uznajmy, że fazę drugą powinno się zakończyć z należytym przytupem. To, czy mi wyszło, pozostawiam Wam do oceny.
Na koniec zapraszam serdecznie na mój niedawno otwarty fan page na Facebooku – bo w końcu czemu nie? Znajdziecie mnie tutaj: KLIK.
Jak zwykle dziękuję za obecność i komentarze, i do napisania!

PS. Kto wychwycił nawiązanie do głównego cytatu z belki i szablonu? ;>

15 lutego 2018

Rozdział XI


Nie sądziła, że Shadow dotrzyma słowa. Przez kilka następnych godzin nie potrafiła znaleźć sobie zajęcia, mimowolnie zastanawiając nad tym, co jej powiedział i co miał przynieść kolejny dzień. Co prawda pojęcie „jutra” brzmiało abstrakcyjnie w miejscu, gdzie panował wieczny zmierzch, ale chyba powoli zaczynała do tego przywykać. Co więcej, potrzebowała przynajmniej kilku godzin regularnego snu, nawet jeśli początkowo zasypianie, kiedy na zewnątrz wciąż było jasno, przychodziło jej z trudem.
Nie pamiętała, by cokolwiek jej się śnił. W zasadzie z równym powodzeniem mogłaby po prostu stracić poczucie czasu – zamknąć na chwilę oczy, bo kiedy je otworzyła, przekonała się, że nie zmieniło się nic. Do sypialni wpadało znajome, czerwonawe światło, które tak niepokojąco kojarzyło jej się z kolorem świeżej krwi. Leżała nieruchomo, wsłuchując się we własny oddech i wszechogarniającą, jakże charakterystyczną dla tego domu ciszę.
Ile godzin minęło, odkąd wymogła na Shadowie obietnice zabrania jej do miasta? Czy już zdołał ją złamać, najpewniej wychodząc, kiedy spała? W zadziwiająco naturalny sposób przyszło jej do głowy, że byłby do tego zdolny. W zasadzie od samego początku podejrzewała, że jej słowa nie robią na nim wrażenia, a on po prostu wykorzysta okazję i…
– Śpisz, Angel?
W pierwszym odruchu zesztywniała, ułamek sekundy później zwracając się ku drzwiom. Zamrugała nieco nieprzytomnie, co najmniej zaskoczona i na swój sposób zażenowana widokiem Shadowa, który jak gdyby nigdy stał w progu, uważnie ją obserwując. Natychmiast usiadła na łóżku, prostując się i w roztargnieniu przeczesując włosy palcami. Wzrokiem z uwagą zmierzyła stojącego tuż przed nią mężczyznę, mimochodem zauważając, że na sobie miał długi do ziemi, ciemny płaszcz i uświadomiła sobie, że najwyraźniej był już gotowy, by ruszyć w drogę.
– Nie – rzuciła z opóźnieniem, w pośpiechu podrywając się na równe nogi. Wszelakie dotychczasowe wątpliwości momentalni zniknęły. – Mogłeś wcześniej dać mi znać. Zaraz będę gotowa, ale…
– Nie ma pośpiechu – stwierdził ze spokojem. – Dam ci tyle czasu, ile będziesz potrzebowała… O ile nie zmieniłaś zdania.
– Nie zmieniłam – niemalże warknęła, chcąc jednoznacznie zakończyć temat.
Skinął głową. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, zresztą tak jak i spojrzenie. W zasadzie wydawał się bardziej spokojny i zdystansowany niż kiedykolwiek wcześniej.
– W porządku. – Cokolwiek sobie myślał, zdecydował się zostawić wszelakie uwagi dla siebie. Na całe szczęście. – Byłoby dobrze, gdybyśmy jeszcze przed wyjściem ustalili sobie kilka zasad. Nie musisz brać pod uwagę tego, co mówię, ale pamiętaj, że chce, byś była bezpieczna.
Nie odpowiedziała od razu, myślami będąc gdzieś daleko. Wciąż słyszała niemalże te same zapewnienia, niejasne ostrzeżenia i deklaracje, których w żaden sposób nie potrafiła pojąć. Dotychczas cierpliwie to znosiła, zachowując się tak, jakby w rzeczywistości było jej wszystko jedno, ale coraz częściej do głosu dochodziły emocje, o których istnienie by się nie podejrzewała. Shadow przemilczał zbyt wiele spraw, by potrafiła ufać mu aż tak bezgranicznie, jak tego oczekiwał.
Zignorowała spojrzenie lśniących, szmaragdowych oczu, chociaż coś w wyrazie jego tęczówek niezmiennie sprawiało, że czuła się nieswojo. W milczeniu stanęła tuż przed nim, mimowolnie zastanawiając nad tym czy to, że nie przesunął się nawet o milimetr, blokując jej drogę na korytarz, było zamierzone.
– To dla mnie? – zapytała, chcąc przerwać przeciągającą się ciszę. Skinęła głową na czarny materiał, który Shadow przewiesił przez ramię, a na który zwróciła uwagę dopiero w chwili, w której znalazła się przy nim.
– Owszem. – Obrzucił ją przenikliwym spojrzeniem, wyraźnie czekając na jakąkolwiek reakcję. Ostatecznie po prostu westchnął, po czym chcąc nie chcąc mówił dalej: – Chcę, żebyś to ubrała. I, na litość boską, zasłoń twarz – dodał, a dziewczyna z niedowierzaniem potrząsnęła głową.
– Ale…
– Rozmawialiśmy o tym – przypomniał, a jego ton po raz pierwszy zdradził, że jednak miał do niej pretensje o to, że mu się sprzeciwiła. – O Bloodwell. Najważniejsze to nigdy nie rzucać się w oczy, więc…
– Zrozumiałam! – Uniosła obie ręce ku górze w poddańczym geście. – Daj mi to. Zejdę za pięć minut.
Mimo wszystko poczuła ulgę, kiedy pozwolił, by prześlizgnęła się tuż obok niego. Ruszyła w głąb korytarza, starając się powstrzymać odruch nerwowego oglądania się za siebie. Zawahała się dopiero w chwili, w której przechodziła tuż obok zamkniętych sypialni – w tym również tej, która tak bardzo przeraziła ją ostatnim razem.
Angel zawahała się, czując jak coś nieprzyjemnie ściska ją w gardle na samo wspomnienie. Chociaż pierwotnie chciała przejść obok pokoju obojętnie, nagły impuls sprawił, że jednak z wahaniem spojrzała na zamknięte drzwi. Serce jak na zawołanie zabiło jej szybciej, tym bardziej że z łatwością mogła sobie wyobrazić niewidzialną siłę, która po raz kolejny zaczyna łomotać w litte drewno, pragnąć wydostać się na zewnątrz – z tym, że nic podobnego nie miało miejsca. Na razie.
Z wolna wypuściła powietrze, uspokojona. Chciała ruszyć dalej, kiedy coś innego przykuło jej uwagę.
Właściwie sama nie była pewna, co zadecydowało o tym, że spojrzała na inne drzwi – czy też raczej pod nie, zupełnie jakby na brudnej podłodze miała znaleźć coś istotnego. Na krótką chwilę zamarła, jak urzeczona wpatrując się w czerwony punkt, w którym dopiero po chwili rozpoznała coś, co mogłaby podnieść. Zanim zastanowiła się nad tym, co i dlaczego robi, w pośpiechu przykucnęła, po czym podniosła częściowo wsunięty pod zamknięte drzwi, zadziwiająco świeży… płatek róży?
Potrzebowała chwili, by uprzytomnić sobie, że jej podejrzenia są słuszne. Ostrożnie obróciła znalezisko w palcach, starając się postępować jak najdelikatniej, by przypadkiem nie rozerwać cieniutkiej powierzchni. Dla pewności rozejrzała się dookoła, jakby oczekując, że znajdzie coś jeszcze – kolejne płatki albo nawet cały kwiat, który uzasadniłby jego obecność w tym miejscu. Sęk w tym, że w korytarzu nie znajdowało się nic więcej i to w jakiś pokrętny sposób wydało się Angel niepokojące.
Ostrożnie podniosła się, nerwowo zakładając ramiona na piersiach. W garści wciąż ściskała delikatny płatek, raz po raz zastanawiając się nad jego pochodzeniem. Był świeży – zupełnie jakby kwiat został zerwany co najwyżej kilka godzin wcześniej. To nie miało sensu, zwłaszcza że w całym domu nie widziała żadnych roślin, a Shadow zdecydowanie nie wyglądał jej na kogoś z zamiłowaniem do ogrodnictwa, ale…
Kolejny raz miała wrażenie, że nie są w tym domu sami – i ta świadomość wydała jej się wręcz przerażająca.
Zadrżała, w następnej chwili z niezwykłą delikatnością wsuwając płatek do kieszeni spodni. Z jakiegoś powodu czuła, że powinna go zatrzymać – po prostu chronić – nawet jeśli pozornie takie myślnie wydawało się całkowicie pozbawione sensu. Kolejny raz wyczuwała coś, czego nie pojmowała i być może tak naprawdę nie chciała zrozumieć. Coś było nie tak, a ona czuła to coraz wyraźniej, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebując odpowiedzi. Wiedziała, że po raz kolejny mogła wziąć w obroty Shadowa, próbując wymóc na nim podanie jakichkolwiek sensownych faktów, ale niemalże na wstępie odrzuciła od siebie taką możliwość. Może i w niektórych kwestiach była w błędzie, zwłaszcza kiedy w grę wchodziły jego intencje, ale… w tamtej chwili wątpiła, żeby powiedział jej prawdę.
Z tą myślą odwróciła się, a potem w końcu w pośpiechu odeszła.
~*~
Jak przez mgłę pamiętała swoją pierwszą i jedyną podróż przez las. Wtedy również krok w krok podążała za Shadowem, niespokojnie wodząc wzrokiem dookoła i czują się tak, jakby ktoś przez cały czas ich obserwował. Zwłaszcza po wszystkich tych dniach, które spędziła w domu, żyjąc w przekonaniu, że między drzewami kryje się coś niebezpiecznego, czuła się niemalże osaczona, podświadomie wypatrując czyjejkolwiek obecności. Oczywiście szybko przekonała się, że to bez sensu, a ona najpewniej zaczyna popadać w paranoję, ale nie miała odwagi, by wprost przyznać się do takiego stanu rzeczy.
Cisza miała w sobie coś niepokojącego. Kilka razy z wahaniem spoglądała na Shadowa, pragnąc zacząć jakąkolwiek rozmowę, ale za każdym razem rezygnowała, rozproszona pustką w głowie. Nie wiedziała, o czym mogliby rozmawiać. To była dziwna sytuacja, zwłaszcza że w kieszeni wciąż miała znaleziony w korytarzu płatek róży, ale z oczywistych względów nie potrafiła zmusić się do rozpoczęcia tematu. Być może była niesprawiedliwa, skoro z góry zakładała, że spotka się z kolejnymi wymijającymi odpowiedziami i kłamstwami, ale starała się o tym nie myśleć.
Nawet w otoczeniu drzew światło miało w sobie coś nienaturalnego. Krwista czerwień wydawała się być wszędzie, wydłużając cienie i sprawiając, że Angel czuła się naprawdę nieswojo. Długa do ziemi, czarna peleryna, którą miała na sobie, jedynie potęgowała to wrażenie, raz po raz plącząc jej się pod nogami albo zahaczając o niżej położone gałęzie drzew czy krzewów. W efekcie dziewczyna czuła się tak, jakby raz po raz w jej stronę sięgały próbujące pochwycić ją, wyciągnięte ramiona.
– Jak daleko ciągnie się ten las? – zapytała pod wpływem impulsu.
Nie była pewna, jak długo szli, zwłaszcza że niezmieniająca się pora dnia sprawiała, że czas wydawał się stać w miejscu. Jej głos zabrzmiał wręcz nienaturalnie w panującej ciszy, a Angel mimowolnie powiodła wzrokiem dookoła, chcąc upewnić się, czy przypadkiem nie zwróciła uwagi kogoś, kogo nie powinna.
– Hm? – Shadow spojrzał na nią bez większego zainteresowania. – Jesteśmy już niedaleko. Wiem, że łatwo się tutaj zgubić – dodał mimochodem, jakby chcąc podkreślić, że powinna się cieszyć z jego obecności.
Nie miała pojęcia, skąd to wiedział. Początkowo nawet próbowała zapamiętać drogę, szukając jakichś charakterystycznych punktów, które – tylko ewentualnie – mogłyby jej się przydać później, ale nic takiego nie dostrzegła. Podróż przez las wydawała się długa, monotonna i pozbawiona jakiejkolwiek prawidłowości. Po prostu szli, stopniowo zagłębiając się w gęstwinę, co samo w sobie okazało się niepokojącym doświadczeniem. W pamięci wciąż miała te wszystkie ostrzeżenia o tym, że powinna trzymać się jak najdalej od lasu. Teraz powoli zaczynała pojmować dlaczego, nie tyle z obawy przed nagłym napotkaniem jakiejś niepokojącej istoty (przez cały ten czas nie zauważyła niczego – nawet samotnego ptaka, o innej żywej duszy nie wspominając), ale perspektywie wiecznego błądzenia pomiędzy niemalże bliźniaczo do siebie podobnymi drzewami. Nigdzie nie potrafiła dostrzec żadnej ścieżki, samotnego kamienia, a tym bardziej utwardzonej drogi, która miałaby szansę prowadzić do cywilizacji.
Była zdana na niego – i to po raz kolejny.
Ta myśl ją poraziła, wracając o wiele częściej, niż mogłaby sobie tego życzyć. Miała wrażenie, że tkwi w swego rodzaju błędnym kole, z jednej strony pragnąć zacząć radzić sobie w pojedynkę, ale z drugiej musząc niezmiennie zwracać się do osoby, która wzbudzała w niej tak wiele wątpliwości. Chciała tego czy też nie, najwyraźniej wciąż pozostawała od Shadowa uzależniona.
– Mam do załatwienia kilka spraw – oznajmił nagle mężczyzna. Mówił spokojnie, chociaż na nią nie patrzył, skupiając się na bliżej nieokreślonym punkcie przestrzeni. – Z jednej strony dobrze by było, żebyś nigdzie się nie oddalała, aczkolwiek… jest miejsce, w które powinienem pójść samemu. Mogę na ciebie liczyć, Angel?
Prawie na niego wpadła, kiedy nagle zatrzymał się, bezceremonialnie zwracając w jej stronę. Nie po raz pierwszy wręcz poraził ją błysk w lśniących, intensywnie zielonych oczach. Szmaragdowe tęczówki dosłownie przenikały ją na wskroś, podczas gdy dłonie Shadowa jak gdyby nigdy nic zacisnęły się na jej ramionach.
– Nie rozumiem… – wykrztusiła z siebie z opóźnieniem. – W czym problem, żebym poszła z tobą?
– Nie bądź problematyczna. Też nie chciałabyś, żebym kontrolował każdy twój ruch – zauważył przytomnie.
Brzmiał na zniecierpliwionego, nie pierwszy raz zachowując się tak, jakby miał coś na sumieniu. Nie mówił jej wszystkiego i to wydawało się aż nazbyt oczywiste.
Zupełnie jakbyś już teraz nie kontrolował wszystkiego, co robię…
– Wiec jak? – zniecierpliwił się Shadow. – Mogę na ciebie liczyć? Sama chciałaś ze mną iść, więc przynajmniej nie działajmy sobie wzajemnie na nerwy.
– Jak sobie chcesz – mruknęła w odpowiedzi.
Spojrzał na nią z powątpiewaniem, po czym cicho westchnął.
– Gdyby było tak, jak faktycznie chcę, nie musiałbym się teraz o ciebie bać – stwierdził, a jego głos znacznie złagodniał. Angel z miejsca odniosła wrażenie, że ma przed sobą kogoś, kto faktycznie się o nią martwił. Co więcej, nagle poczuła się tak, jakby to wszystko było jej winą, co samo w sobie wydawało się przecież bez sensu. – Nieważne. Po prostu byłbym wdzięczny, gdybyś przez jakiś kwadrans poczekała na mnie na rynku. W tłumie i bez zwracania na siebie uwagi.
– To znaczy… zakrywając twarz? – upewniła się, dla pewności naciągając kaptur szaty bardziej na głowę.
Shadow podejrzliwie zmrużył oczy.
– Przede wszystkim.
Jego słowa sprawiły, że zaczęła poważnie zastanawiać się nad tym, czy wspólne wyjście faktycznie było takim dobrym pomysłem. Miała dość samotności i tego domu, ale z drugiej strony… Wiedząc o Bloodwell i widząc jak Shadow robi wszystko, byleby ją chronić, zaczynała mieć wątpliwości. Co takiego czekało w mieście, skoro zachowywał się w ten sposób? Dlaczego zaczynała mieć wrażenie, że pojawiając się w jakimkolwiek towarzystwie, popełniała jakaś niewyobrażalną zbrodnię, aż prosząc się o to, żeby wpakować się w kłopoty…?
Zacisnęła usta, powstrzymując się od skomentowania sytuacji w jakikolwiek sposób. Miała wrażenie, że gdyby nagle poprosiła o możliwość powrotu, Shadow może nawet zrezygnowałby z planów wyjścia, byleby osobiście odprowadzić ją do domu. Oczywiście z tego nie skorzystała, w duchu stanowczo nakazując sobie wziąć się w garść, to jednak wcale nie było aż takie proste. Wątpliwości towarzyszyły jej niemalże na każdym kroku, dręcząc bardziej niż cokolwiek innego, co z miejsca zaczęło doprowadzać Angel do szału.
Poczuła nieopisaną wręcz ulgę, kiedy nagle coś w otoczeniu uległo zmianie. Różnica była gwałtowna i tak wyraźna, że nawet pogrążona we własnych myślach, nie byłaby w stanie jej przegapić. Wyprostowała się, gotowa przysiąc, że drzewa z wolna się rozstępują, a ona jest w stanie dostrzec pierwsze zabudowania, świadczące o obecności jakiejkolwiek cywilizacji.
Kiedy chwilę później nierówna, pokryta igliwiem droga ustąpiła miejsca brukowi, Angel poczuła się naprawdę oszołomiona.
Zamrugała nieco nieprzytomnie, nie pierwszy raz mając wrażenie, że śniła. Zdążyła przywyknąć do wnętrza ciemnego domu Shadowa, a także monotonnego lasu, przez co widok licznych kamieniczek całkowicie wytrącił ją z równowagi. Przez dłuższą chwilę nie potrafiła wręcz opisać tego, jak się czuła, wręcz zaskoczona tym, że tak nagle znalazła się w mieście. Prawda była taka, że do samego końca wątpiła w to, czy jej opiekun faktycznie prowadził ją tam, gdzie obiecał. W pewnym momencie była gotowa wręcz przysiąc, że specjalnie krążyli po gęstwinie bez większego celu, a Shadow tylko czekał na moment, w którym jednak stwierdziłaby, że ma tego wszystkiego dość.
Właściwie sama nie była pewna, czego tak naprawdę spodziewała się po tym miejscu. W gruncie rzeczy nie planowała niczego, skupiona przede wszystkim na myśli o tym, że gdzieś za drzewami mogłoby toczyć się życie. Przebywając z Shadowem, czuła się tak, jakby zostali ostatnimi ludźmi, co niezmiennie wydawało jej się równie irracjonalne, co i przede wszystkim przerażające. Potrzebowała odmiany, towarzystwa i poczucia, że w tym dziwnym, pustym świecie, trwającym w blasku wiecznego zmierzchu, istniało cokolwiek więcej. Tym bardziej powinna poczuć ulgę, kiedy w końcu przekonała się, że wzmianki o mieście były czymś więcej, niż tylko czczym gadaniem Shadowa, a jednak…
To wszystko nie powinno być tak.
Machinalnie otoczyła się ramionami, dziwnie zaniepokojona. Nerwowym ruchem poprawiła pelerynę, czując silną potrzebę, żeby upewnić się, że ta faktycznie starannie okrywała jej sylwetkę. W tamtej chwili pragnęła stać się niemalże duchem – kimś, kogo nie widać i kto nie miał szans przyciągnąć czyjegokolwiek spojrzenia. Wzrok wbiła w brukowaną uliczkę, próbując odpędzić nieprzyjemne wrażenie, że kostka pod jej stopami wyglądała tak, jakby zbroczona była krwią. Podejrzewała, że w blasku niekończącego się zachodu wszystko takie było, ale ten efekt i tak wydał jej się… niepokojący.
Miasto wyglądało zupełnie inaczej, niż mogłaby się spodziewać. Być może wciąż była w szoku, wynikłym z nagłej zmiany otoczenia, kiedy to bez żadnego ostrzeżenia wyszła z pustego lasu wprost na jedną z ulic, ale to wydawało się najmniej istotne. Czuła się onieśmielona górującymi nad nią, szarymi budynkami i… nienaturalnej wręcz ciszy, która panowała dookoła. Potrzebowała kilku sekund, by uprzytomnić sobie, że to właśnie ten spokój poraził ją najbardziej, sprawiając, że z miejsca zapragnęła się wycofać, a przynajmniej jakimś cudem stać się niewidzialną.
– Chodźmy – usłyszała naglący szept Shadowa.
Natychmiast ruszyła za nim chyba jedynie z obawy przed tym, że nagle zostanie sama. Dla pewności raz jeszcze powiodła wzrokiem dookoła, dyskretni zerkając na to, co działo się na ulicy. To nie tak, że poza nimi w pobliżu nie znajdowała się żywa dusza – wręcz przeciwnie. W zasadzie gdyby okolica okazała się równie opustoszała, co i las, przyjęłaby to z całkowitym spokojem, uznając za coś w pełni naturalnego. Nie dało się tego jednak powiedzieć o tym, co finalnie zastała, a co okazało się gorsze od miasta duchów.
Widziała przechodniów. Zmierzali w swoje strony, wszyscy milczący i sprawiający wrażenie przestraszonych. Co więcej, każdy z nich – dokładnie jak ona i Shadow – nosił się na czarno, przypominając raczej sunący w swoją stronę cień, aniżeli żywą istotę. Nieważne czy kobieta, mężczyzna, czy może dziecko. W zasadzie czasem nie była w stanie stwierdzić, kogo mijała, mimochodem zauważając, że większość starała się zasłaniać twarze. Nikt nie rozmawiał ani się nie śmiał – nawet ci, którzy wyraźnie poruszali się w grupkach. Nie słyszała jakże charakterystycznego dla większych zbiorowisk gwaru – tylko nienaturalną ciszę, przerywaną co najwyżej oddechami, szelestem materiału albo sporadycznymi szeptami. To wyglądało równie zadziwiająco, co i przerażająco, Angel zaś odniosła wrażenie, że każda z obecnych w mieście osób jak najszybciej pragnęła je opuścić. Każdy zmierzał w swoją stronę, wyraźnie skupiony na tym, by jak najszybciej załatwić jakaś niecierpiącą zwłoki sprawę, która zmusiła go do opuszczenia bezpiecznego domu. Wyjść, dotrzeć do celu, a po wszystkim wrócić – tylko tyle, a jednak z jakiegoś powodu ten proces zaczął jawić się dziewczynie jako coś, co można było przyrównać niemalże do sporty ekstremalnego.
Spojrzała na Shadowa, starając się nie spuszczać go z oczu. On jeden poruszał się inaczej, bardziej pewnie, a przynajmniej takie odniosła wrażenie. Na pewno nie wyglądał na przerażonego, czego nie dało się powiedzieć o niej, zwłaszcza że wciąż nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać po tym miejscu.
– Zaczekaj tutaj, tak jak mi obiecałaś – polecił nagle, a serce omal nie wyrwało się Angel z piersi, kiedy przypomniała sobie, że przecież zapowiadał, że na moment zostaw ją samą.
– Shadow… – zaczęła przesadnie piskliwym głosem. Nawet nie była w stanie dokończyć, świadoma co najwyżej nieprzyjemnego ucisku w gardle, który skutecznie uniemożliwił jej dodanie czegokolwiek więcej.
Och, co właściwie mogłaby mu powiedzieć? Że miał rację, na wszystkie sposoby zniechęcając ją do tego, żeby mu towarzyszyła? Żeby z nią został? Że jednak nie chciała tutaj być, wbrew temu wszystkiemu, co twierdziła wcześniej. To wszystko brzmiało równie żałośnie, zresztą sprowadzało się do jednego: było za późno.
– Po prostu się stąd nie ruszaj, Angel. Wrócę tak szybko, jak tylko będzie to możliwe – zniecierpliwił się Shadow, tymi kilkoma słowami ucinając jakiekolwiek dyskusje.
A potem po prostu odszedł, znikając w tłumie tak błyskawicznie, że nawet nie zdążyła zareagować. Zostawił ją, nie zamierzając czekać na żadne wymówki, pytania albo uwagi. Ona sama mogła co najwyżej tkwić w miejscu, otoczona ludźmi-cieniami, ciszą i z wrażeniem, że na własne życzenie znalazła się w najbardziej niebezpiecznym miejscu, jakie tylko mogłaby sobie wyobrazić.
Kwestia kolejnej dłuższej przerwy… Bez komentarza. Liczy się to, że post w końcu jest, a ja jestem z niego zadowolona. Co prawda całość idzie mi jak krew z nosa, ale nie uważam, by było to złe – ta historia jest ciężka, trudna i przytłaczająca, a ja mogłabym zepsuć tak wiele…
Niemniej nie wyobrażam sobie, że miałabym nie wstawić rozdziału akurat dzisiaj. Moi drodzy, właśnie wypadają pierwsze urodziny „Blank Dream”! :3 Nawet nie wiem kiedy to zleciało, ale jak zwykle przy takich okazjach czuję się jak dumna matka. Oby w tym roku udało mi się zabrnąć o wiele dalej, zwłaszcza że dzisiejszy wpis jest wstępem do czego, czego wyczekiwałam od samego początku tej historii.
Dziękuję za cierpliwość, obecność i to, że nie macie mnie dość. Z dedykacją i wielkim dziękuję dla wszystkich, którzy czytają. Przypominam, że historia dostępna jest również na Wattpadzie [KLIK], jeśli to komuś ułatwi sprawę.

Z mojej strony to tyle, więc do napisania!

31 grudnia 2017

Rozdział X

Angel westchnęła cicho. Miała wrażenie, że cały czas przerabiali ten sam scenariusz – gubiła się, bała i szukała odpowiedzi, kiedy zaś wybuchała na tyle, by zacząć zadawać pytania, pojawiał się Shadow ze swoimi lakonicznymi odpowiedziami. To nie był pierwszy raz, gdy mężczyzna tak po prostu kazał jej się uspokoić, chcąc nie chcąc zdradzając kolejne szczegóły na temat miejsca, w którym się znajdowała. Próbowała to zrozumieć, jednocześnie zastanawiając nad tym, jak wiele razy mieli jeszcze powtarzać ten sam schemat, zanim jej opiekuna zacznie zachowywać się tak, jakby miał do czynienia z nieporadnym, niedoświadczonym dzieckiem.
Usiadła, po czym wyprostowała się niczym struna, próbując sprawiać wrażenie jak najbardziej pewnej siebie. Chciała chociaż ten jeden raz przejąć kontrolę nad sytuacją, chociaż to wydawało się co najmniej trudne, skoro to ona oczekiwała wyjaśnień. Co więcej, jakaś cząstka Angel najzwyczajniej w świecie wątpiła w to, co działo się wokół niej – a już zwłaszcza sens drążenia tematów, które wyraźnie nie były Shadowowi na rękę. Może niepotrzebnie traciła czas, podczas gdy powinna po prostu mu zaufać, dokładne tak, jak robiła za każdym razem. Nie sądziła, by kiedykolwiek interesowała się polityką, a jeśli ta, która rządziła się tym miejscem, mogła okazać się dla niej zagrożeniem, tym rozsądniejsze wydawało się to, że powinna trzymać się od sprawy z daleka.
Zacisnęła usta, niemalże zmuszając do odrzucenia niechcianych myśli. Dłonie dyskretnie zacisnęła w pięści i to na tyle mocno, by wbić sobie paznokcie w skórę. Ból w niewielkim stopniu pozwolił Angel się otrząsnąć i w końcu nad sobą zapanować, choć nawet to nie było w stanie uchronić jej przed działaniem spojrzenia onieśmielających, szmaragdowych tęczówek.
– Ten świat… Nie muszę mówić ci, że jest inny, prawda? – odezwał się cicho Shadow. Jak zwykle brzmiał na opanowanego, z przesadną wręcz dokładnością dobierając kolejne słowa. – Możesz niczego nie pamiętać, ale nawet ty czujesz, że jest tu inaczej.
– Trudno, żebym nie zauważyła – mruknęła, samą siebie zaskakując tym, że była w stanie się odezwać. Co więcej, jakimś cudem trzymała nerwy na wodzy, a to również nie było dla Angel proste. – Za oknem mamy wieczny zmierzch. Nie uwierzę, że to naturalne – dodała, a Shadow w zamyśleniu skinął głową.
Pomińmy ciebie… I ten dom, pomyślała, ale nie miała odwagi wypowiedzieć tych kilku słów na głos. Do tej pory nie była pewna, czego doświadczyła, stojąc przed drzwiami pokoju na piętrze. Zresztą to i tak nie miało znaczenia, skoro chciała skoncentrować się na odpowiedziach. Wiedziała, że poruszając zbyt wiele kwestii i zbytnio się emocjonując, jedynie dawała Shadowowi argumenty, by wykręcić się od rozmowy, a tego nie chciała.
– Jest tego więcej – usłyszała i aż wzdrygnęła się, dziwnie zaniepokojona jego słowami. – Nie zawsze tak było, oczywiście, ale… Dziś już trudno powiedzieć, jak było kiedyś. Te zmiany sięgają tak daleko, że już dawno stały się czymś absolutnie normalnym, przynajmniej dla tego miejsca.
– Nie rozumiem – obruszyła się.
Shadow zmrużył oczy, wyraźnie niezadowolony z tego, że mogłaby mu przerywać. Natychmiast zamilkła, po prostu tępo się w niego wpatrując i czekając na wyjaśnienia. Nie zamierzała przepraszać albo tłumaczyć się z cierpliwości, tym bardziej że od bardzo dawna aż tak intensywnie nie czuła potrzeby, by dowiedzieć się czegoś więcej. Coś w tym uczuciu ją niepokoiło, ale jednocześnie sprawiało, że nade wszystko pragnęła trzymać się targających nią w tamtej chwili emocji. Wcześniej dodatkowo napędzał ją gniew, jednak odkąd ten zaczął ustępować, Angel zaczęła obawiać się, że dużo prościej przyjdzie jej odpuścić albo przystać na coś, czego wcale tak naprawdę nie chciała.
– Wspomniałem ci o Bloodwell… I wszystko tak naprawdę sprowadza się od niej. – Zamilkł, by zebrać myśli. – Jakby ci to wytłumaczyć…
– Po ludzku – zniecierpliwiła się. – Przestań zachowywać się tak, jakbym była za głupia, by to wszystko zrozumieć.
Shadow uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony jej reakcją.
– Nie twierdzę tak – zreflektował się pośpiesznie. – Wręcz przeciwnie. Po prostu… – Wzruszył ramionami. – Ale jak sobie życzysz – zadecydował w końcu. – W takim razie wyobraź sobie kogoś, kogo trudno określić mianem człowieka, choć bez wątpienia tak wygląda. Kogoś… na swój sposób doskonałego pod względem fizycznym. Kobietę piękną i pociągającą, ale… – Shadow zamilkł, po czym zaśmiał się cicho. Ten dźwięk sam w sobie wydawał się mieć coś niepokojącego, zwłaszcza że mężczyzna nie wyglądał na ani odrobinę rozbawionego. – Istnieje pojęcie „lodowatego piękna”. Potrafisz to sobie wyobrazić, Angel?
Milczała, pomimo zadanego pytania niezdolna do udzielenia jakiejkolwiek odpowiedzi. Bardzo miała ochotę potwierdzić, choćby to miało sprowadzać się do zwykłego skinienia głową, ale i na to nie potrafiła się zdobyć. Miała problem z tym, by wysilić wyobraźnię i zwizualizować sobie to, o czym mówił Shadow. W pewnym sensie nie tyle potrafiła tego dokonać, co po prostu nie chciała, choć z uporem nie dopuszczała do siebie tej myśli. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że aż za dobrze rozumiała, co sugerował jej mężczyzna – i że właśnie w tym leżał największy problem, a wspomniana przez niego Bloodwell miała w sobie coś, czego Angel zdecydowanie nie chciała pamiętać.
Shadow milczał przez kilka następnych sekund, być może czekając na odpowiedź. Ostatecznie w zamyśleniu skinął głową, zupełnie jakby spodziewał się, że finalnie i tak nie doczeka się żadnej sensownej reakcji.
– Jestem tutaj… bardzo długo – podjął ze spokojem. Miała ochotę przerwać i zapytać go, jaki okres krył się pod tym pojęciem, ale i tym razem nie odważyła się odezwać. – Pamiętam pojawienie się Bloodwell i historie, które już wtedy opowiadano na jej temat. Przywykło się rozpowiadać historię, jakby została stworzona z myślą o doskonałości. Całe to fizyczne piękno, którego pozazdrościłaby jej niejedna kobieta… Z tym, że przy tworzeniu Bloodwell zapomniano o dość istotnej rzeczy.
– O czym? – zapytała, chociaż wcale nie była pewna, czy poznanie odpowiedzi jest tym, czego naprawdę chciała. Z drugiej strony, może po prostu już wtedy podejrzewała, co usłyszy.
Shadow uśmiechnął się chłodno.
– Serca – stwierdził, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. – Lodowate piękno. Doskonała na zewnątrz, zepsuta w środku.
– Ludzie z założenia nie są doskonali – zaoponowała machinalnie Angel. – Zdarzają się ci, od których lepiej trzymać się z daleka, ale…
– Już teraz zaczynasz się gubić w tym, co ci mówię, moja droga – przerwał jej natychmiast. – Powiedziałem ci na początku, byś wyobraziła sobie kogoś o ludzkich kształtach. I na tym kończy się jakikolwiek związek Bloodwell z człowiek.
– To nie ma sensu.
Kolejny uśmiech – tym razem na swój sposób zaczepny, zupełnie jakby Shadow chciał ją zdenerwować. Z drugiej strony, bardzo wiele z tego, co mówił, skuteczni wzbudzało w Angel wątpliwości, niezmiennie mieszając w głowie.
– W tym świecie? – zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. – Ma.
Angel ze świstem wypuściła powietrze, coraz bardziej podenerwowana. Chciała wyjaśnień, ale zdecydowanie nie spodziewała się czegoś takiego. W zasadzie nie pierwszy raz po rozmowie z Shadowem miała więcej wątpliwości, aniżeli sensownych odpowiedzi, co jedynie zniechęcało ją do tego, by drążyć dalej. Jakby nie patrzeć, wycofanie się przyszłoby jej z łatwością, zwłaszcza że taki stan rzeczy wydawał się być mężczyźnie na rękę. Słuchając o tym, o czym dotychczas nie miała pojęcia, nie była aż tak zaskoczona tym, że unikał rozmowy.
– Więc czym jest… ten świat? – zaryzykowała w końcu. – Powiedz mi, skoro tutaj jestem. Mówisz, że chcesz mnie chronić, ale… jak mam sobie tutaj poradzić, jeśli nie zrozumiem, gdzie leży problem i czego się obawiać?
– Słuchając się mnie – stwierdził takim tonem, jakby tłumaczył jej coś najoczywistszego na świecie. – Czy do tej pory spotkało cię coś złego, Angel? Ktokolwiek zranił cię, odkąd jesteś ze mną?
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, dochodząc do wniosku, że pozwolenie sobie na taki obrót spraw nie przyniesie niczego. Jasne, mogła przyznać mu rację, ale co z tego? Jakby nie patrzeć, odkąd była z nim, nie spotkali nikogo innego. W takim wypadku w istocie ciężko było, by ktokolwiek obcy ją skrzywdził, prawda?
Na pewno?, pomyślała mimochodem, wciąż podenerwowana. A co jeśli jednak ktoś tutaj jest…?
Odrzuciła od siebie tę myśl, nie chcąc znów koncentrować się na pokoju na piętrze. To mogła zostawić na inną okazję, zwłaszcza że rozważanie niechcianych kwestii od samego początku przychodziło jej aż nazbyt łatwo.
– Opowiedz mi więcej o Bloodwell – powiedziała, zmuszając się do tego, by pociągnąć rozmowę dalej. Dręczyło ją zbyt wiele niewiadomych, by ot tak zrezygnowała z poznania szczegółów. – Powiedzmy, że… nie jest człowiekiem. Co tak naprawdę to oznacza, skoro twierdzisz, że wygląda jak każdy z nas?
– Zrozumiałabyś, gdybyś ją zobaczyła.
Jedynie wywróciła oczami w odpowiedzi na te słowa.
– Chcesz mi ją pokazać? Nie? – rzuciła z irytacją. Była w na tyle podłym nastroju, by złośliwości przyszły jej w absolutnie naturalny sposób. Zabawne, ale czuła się z tym… zaskakująco dobrze. Co więcej, pierwszy raz od dawna doświadczała czegoś więcej, niż tylko ciągłego zniechęcenia. – Tak sądziłam. Więc spróbuj mi wyjaśnić w inny sposób.
Shadow spojrzał na nią w dziwny, bliżej nieokreślony sposób. Miała wrażenie, że pierwszy raz od dawna zdołała go zaskoczyć, zachowując się w sposób, którego najpewniej nie zdołał przewidzieć. Nie miała pewności czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie, ale to nie miało znaczenia. W zamian liczyło się przede wszystkim to, że poczuła swego rodzaju satysfakcję, wręcz marząc o tym, by ten stan utrzymał się jak najdłużej. Chciała pokazać mu, że wcale nie była aż tak słaba i nieporadna, jak mogło się do tej pory wydawać.
W tamtej chwili naprawdę niewiele brakowało, by uwierzyła, że jest to możliwe.
– Bloodwell skrzywdziła wiele osób. Jest okrutna, zimna i obojętna… Pozbawiona serca, co już ci powiedziałem. – Shadow w pośpiechu wyrzucał z siebie kolejne słowa. To brzmiało tak, jakby chciał jak najszybciej ukrócić temat, poirytowany tym, że w ogóle musiał tłumaczyć takie rzeczy. – Robił rzeczy, o których nie chcesz słyszeć, Angel. Co więcej, gdyby dowiedziała się o tobie… Nie byłoby dobrze i to zwłaszcza, że jesteś ze mną.
Dziewczyna jedynie potrząsnęła głową, wciąż niedowierzając temu, co jej sugerował. Z jakiegoś powodu to nie perspektywa śmierci wcale nie wzbudzała w niej niepokoju, brzmiąc jako coś tak nierealnego i odległego, że po prostu nie mogłoby mieć miejsca. Co prawda z miejsca pomyślała o sposobie, w jaki Shadow sugestywnie przesuwał po jej nadgarstkach, tym samym w jasny sposób dając Angel do zrozumienia, że w przeszłości zrobiła coś niedopuszczalnego, ale i o tym nie chciała w tamtej chwili myśleć.
– Czym aż do tego stopnia jej podpadłeś, że tylko przez wzgląd na ciebie mogłaby chcieć mnie zabić? – zapytała, zanim zdążyła choćby zastanowić się nad doborem słów.
O dziwo, Shadow jedynie się roześmiał.
– Zabić? – Spojrzał na nią tymi swoimi lśniącymi, szmaragdowymi oczami. Uśmiechał się, ale to zdecydowanie nie był przyjazny, pocieszający gest. – Och, Angel…
Tych kilka słów wystarczyło, by pojęła, że w grę najpewniej wchodziło coś o wiele gorszego. Serce na moment zabiło jej szybciej, Angel zaś nawet nie próbowała pytać o to, co tak naprawdę miał na myśli jej rozmówca. Miała wrażenie, że ta jedna kwestia przynajmniej tymczasowo powinna zostać przemilczana, zwłaszcza że jakoś nie miała wątpliwości co do tego, iż istniały rzeczy dużo gorsze od śmierci.
– To wciąż nie ma sensu – powiedziała w zamian, tępo wpatrując się w przestrzeń. – Ludzie bardzo często bywają okrutni. Potrafią… krzywdzić, a jednak wciąż są ludźmi, więc…
– Po prostu zaufaj mi w tej jednej kwestii. – Tym razem Shadow przerwał jej w sposób jednoznacznie sugerujący, że dalsze drążenie tematu nie ma sensu. – Nawet najokrutniejszy człowiek ma w sobie choćby cień człowieczeństwa. Ale ta kobieta… Jest niczym lód, Angel. A lód nie czuje, nie doświadcza, nie przyznaje się do błędu… Jest piękny, tak jak ona, ale nie ma w sobie niczego, co mogłabyś przyporządkować istocie ludzkiej.
Nie dodał niczego więcej, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że temat został ostatecznie zakończony. Angel również miała poczucie, że tak jest, aż nazbyt świadoma, że przynajmniej tym razem nie powie jej niczego więcej. Aż za dobrze znała zarówno tę wymowną ciszę, jaki spojrzenie, którym obdarował ją, zanim przeniósł wzrok gdzieś dalej – i choć wciąż nie pojmowała wszystkiego,, miała poczucie, że i tak dowiedziała się o wiele więcej, niż mogłaby sobie tego życzyć.
Problem z nadmiarem informacji zawsze polegał na tym, że kiedy już wiedziała, nie potrafiła ot tak odciąć się od faktów. Mogła udawać obojętność i to, że tak naprawdę było jej wszystko jedno, ale to tak nie działało. W efekcie nawet gdyby chciała, nie potrafiła ot tak oznajmić Shadowowi, że ufa mu w pełni, a temat miasta, Bloodwell i tego, że gdzieś w pobliżu być może toczyło się względnie normalne życie, był jej obojętny. Co prawda w jakimś stopniu perspektywa dalszego krycia się w tym wielkim domu i udawania, że żadne problemy jej nie dotyczyły, brzmiała kusząco, ale…
– Tak czy inaczej, chcę iść z tobą – oznajmiła ze stoickim spokojem. Samą siebie zaskoczyła tym, że potrafiła brzmieć aż do tego stopnia pewnie, zwłaszcza że w rzeczywistości w głowie miała tylko i wyłącznie mętlik. – Chcę zobaczyć miasto i to, co się tam dzieje. A potem sama zadecyduję, co w związku z tym zrobię – dodała, jak gdyby nigdy nic kierując się ku wyjściu. Nawet nie spojrzała na Shadowa, zbytnio obawiając się tego, jak mogłaby się poczuć pod jego spojrzeniem. – Zabierz mnie ze sobą, kiedy będziesz wychodzić albo przysięgam, że wyjdę i będę szukać drogi na własną rękę. Przecież i tak dałeś mi do zrozumienia, że w każdej chwili mogę odejść, więc powinno być ci wszystko jedno.
Nie odwróciła się, choć przez moment miała na to ochotę. Czuła, że mężczyzna na nią patrzy, dosłownie taksując wzrokiem, ale i to udało jej się zignorować. W tamtej chwili chciała już tylko jak najszybciej zniknąć mu z oczu, chociaż zarazem obawiała się tego, jakie konsekwencje mogły pociągnąć za sobą wypowiedziane przez nią słowa. Jakby nie patrzeć, Shadow od samego początku powtarzał, że jej tu nie trzyma – mogła odejść w każdej chwili, co niejako sugerowało, że wszystkie miłe gesty z jego strony pozostawały wyłącznie wyrazem uprzejmości. To nie oznaczało, że jakkolwiek mu na niej zależało, a skoro tak…
– Jak sobie życzysz – usłyszała i to sprawiło, że aż przystanęła, zwłaszcza że nie tego się po nim spodziewała. – Dam ci znać, kiedy będę wychodził. Twoja sprawa, co z tym zrobisz… I czy potraktujesz moje wskazówki poważnie – dodał, kolejny raz przyprawiając dziewczynę o dreszcze.
Sądziła, że poczuje się pewniej, kiedy w końcu znajdzie się sama, ale nic podobnego nie miało miejsca. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że drży, przez dłuższą chwilę tkwiąc w miejscu i próbując się uspokoić. Ostatecznie zaczęła niespokojnie krążyć wzdłuż korytarza, w duchu modląc się o to, by Shadowowi nie przyszło do głowy za nią podążyć. Nie chciała, żeby dowiedział się, jak bardzo ta rozmowa wytrąciła ją z równowagi. Co prawda nic nie wskazywało na to, by zamierzał zmienić zdanie, zwłaszcza że Angel czuła się na tyle zdesperowana, by spełnić swoje groźby co do samodzielnej wyprawy przez las – i to zwłaszcza teraz, kiedy wiedziała, że gdzieś w pobliżu znajdowało się coś więcej – ale i tak nie chciała okazywać przed mężczyzną słabości. Choć przez krótką chwilę czuła, że ma szansę przejąć kontrolę nad sytuacją, więc tym bardziej nie zamierzała pozwolić sobie na to, by wszystko popsuć.
Nogi same powiodły ją do biblioteki. Starannie zamknęła za sobą drzwi, po czym ciężko opadła na jeden z foteli w kąciku czytelniczym. Twarz na krótką chwilę ukryła w dłoniach, energicznie pocierając skronie i raz po raz powtarzając sobie, że powinna się uspokoić. Już było w porządku, prawda? Co więcej, postawiła na swoim, a to nie zdarzało jej się często. W gruncie rzeczy od chwili przebudzenia robiła wszystko to, czego oczekiwał od niej Shadow. Po raz pierwszy powiedziała mu, czego tak naprawdę chciała, całkowicie ignorując to, co jej sugerował, a to bez wątpienia o czymś świadczyło. Z drugiej strony, może w rzeczywistości problem od samego początku leżał po jej stronie – tym, że pozwalała sobą kierować, niemalże bezkrytycznie przyjmując wszystko to, co jej opiekun miał do powiedzenia. W którymś momencie naprawdę zaczęła traktować Shadowa jak osobę decyzyjną, a to przecież nie powinno tak wyglądać, zdecydowanie wykraczając poza wdzięczność, którą dotychczas próbowała zasłaniać się przed samą sobą.
Prawda była taka, że się bała. Najzwyczajniej w świecie nie miała odwagi mierzyć się z miejscem, którego nie rozumiała i które do tej pory pozostawało dla niej tajemnicą. Oddanie kontroli Shadowowi było proste i nieświadomie przez cały ten czas się do tego dostosowywała. Pozwalała, by prowadził ją za rączkę, jednocześnie irytując się, że zachowywał się tak, jakby miał do czynienia z dzieckiem. Nie pojmowała tego, a jednak myśląc o wszystkim, co się wydarzyło, widziała wyłącznie kolejne błędy, które popełniała, niejako odmawiając tego, by żyć na własny rachunek. Mogła złościć się na Shadowa za to, że przez większość czasu milczał i niejako trzymał ją pod kluczem, ale najwyraźniej to nie było tak… Przynajmniej teoretycznie.
Nie miała pewności, co tak naprawdę kierowało mężczyzną, w pamięci wciąż mając te wszystkie razy, kiedy powtarzał, że próbuje ją chronić. Mogła ignorować jego słowa, nade wszystko chcąc, żeby zabrał ją do miasta i choć na chwilę pozwolił wyrwać się z tego domu, ale… to przecież wcale nie było takie proste. W pamięci mimo wszystko wciąż tłukły jej się jego słowa na temat Bloodwell – niczym kawałki jakiejś większej całości, których przynajmniej tymczasowo nie potrafiła dopasować do siebie. Zignorowanie tego, że mogłaby być zagrożona, bez wątpienia okazałoby się największym z błędów, które mogłaby popełnić, ale z drugiej strony…
Och, nie potrafiła ot tak odmówić sobie wyjścia. Zbyt długo tkwiła w tym pustym, ciemnym domu, by dalej w tym trwać, skoro pojawiła się jakakolwiek inna perspektywa. Przecież nie zamierzała w podskokach popędzić do Bloodwell czy kogokolwiek innego, tym bardziej że tak naprawdę znała wyłącznie Shadowa. Jak długo był po jej stronie, podświadomie zwracała się ku niemu, traktując niemalże jak gwarant bezpieczeństwa – i to nawet pomimo tego, że wzbudzał w niej aż tak wiele wątpliwości. Czegokolwiek by nie powiedziała, dobrze wiedziała, że ostatecznie i tak ulegnie temu mężczyźnie, choćby to miało sprowadzać się do spacerku do miasta za rączkę.
Nie myśl o tym, nakazała sobie stanowczo. W tym świecie istnieje coś więcej… Miasto, ludzie – życie, uświadomiła sobie, w końcu pozwalając sobie na nazwanie rzeczy po imieniu. Sama myśl o tym wystarczyła, by serce zabiło jej szybciej, tym razem nie ze strachu, ale narastającego z każdą kolejną sekundą podekscytowania. To okazało się miłą odmianą po ciągłym napięciu, którego doświadczała na niemalże każdym kroku, a które po przebytej rozmowie z niewiadomych przyczyn w końcu zelżało.
Czuła, że w końcu coś się zmieniło – i że wspólne wyjście do tajemniczego miasta mogło okazać się przełomem, którego od dłuższego czasu tak bardzo potrzebowała. Niejako już nim był, bo od dawna nie czuła się aż do tego stopnia pobudzona.
Pierwszy raz od chwili przebudzenia Angel wyraźnie czuła, że ma okazję wyrwać się wypełniającej ją pustce i to wydawało się właściwe.
Wiedziałam, że coś musi pojawić się jeszcze w tym roku i udało się. Rozdział X, tak na zamknięcie 2017 – niedoskonałego i dla mnie pełnego zawirować, zwłaszcza w kwestii twórczości, ale… Cóż, to teraz nie ma znaczenia, bo wierzę, że wraz z nowym rokiem będzie tylko lepiej.
Dla Adny i Nieznajomej, bo jesteście po prostu niezastąpione. Dziękuję też wszystkim, którzy są i byli, bo to dla Was wciąż chcę tutaj wracać. Szczęśliwego nowego roku, kochani! Oby przyniósł to, co najlepsze :3
Do napisania!

1 października 2017

Rozdział IX

– Czego ja chcę…
Zrobiła krok naprzód, coraz bardziej podenerwowana. Przez krótką chwilę miała ochotę rzucić się na Shadowa z pięściami, a potem porządnie mu przyłożyć, w nadziei na to, że dzięki temu da mu do zrozumienia, jak wielki popełnił błąd. Z niedowierzaniem potrząsnęła głową, wciąż mając nadzieję, że po prostu sobie z niej żartował, ale podświadomie czuła, że to nie tak. On naprawdę nie widział powodu, by podzielić się z nią tak istotną informacją jak to, że gdzieś w okolicy znajdowało się życie.
– Angel… Nie patrz się na mnie w ten sposób, proszę – rzucił z wyraźną irytacją. Zamrugała nieco nieprzytomnie, kiedy przerwał ciszę. Zaraz po tym zastygła, napotkawszy przenikliwe spojrzenie pary lśniących, intensywnie zielonych oczu. – Szczerze mówiąc, zaczynam się niepokoić.
– I słusznie! – jęknęła, nie mogąc się powstrzymać. – Mam ochotę cię zabić, wiesz?
Uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony.
– Czemóż to?
Zaśmiała się w pozbawiony wesołości, nieco histeryczny sposób. Zdecydowanie musiał sobie z niej żartować.
– Jeszcze śmiesz pytać? – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Miasto. Gdzieś tam jest miasto, a ja dowiaduję się o tym dopiero dzisiaj!
– Nie pytałaś – powtórzył z cierpliwością, która drażniła ją bardziej niż cokolwiek innego.
– To nie jest wymówka! – wybuchła, coraz bardziej poirytowana. Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem czuła aż tak intensywnego, jak wypełniający ją w tamtej chwili gniew. – Byłam tutaj przez tyle czasu, a jednak ty… – Urwała, po czym z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – Nie rozumiem. Robisz to specjalnie? Ukrywasz coś przede mną czy…?
– Wyciągasz zdecydowanie zbyt daleko idące wnioski.
Zamilkła, przez dłuższą chwilę tkwiąc w bezruchu i po prostu bezmyślnie wpatrując się w stojącego przed nią mężczyznę. Wydawała się spokojny, zresztą tak jak i na co dzień, zupełnie jakby to, co działo się wokół niego, w gruncie rzeczy nie miało dla niego znaczenia. Z drugiej strony, być może to był rodzaj maski, którą przybierał i za którą kryło się coś więcej. Nie miała pewności, jaka jest prawda, ale coś w tej drugiej myśli skutecznie ją zaniepokoiło. Już wcześniej kilkukrotnie zastanawiała się nad intencjami Shadowa, ale dopiero w tamtej chwili naszły ją aż tak silne wątpliwości.
– W porządku – powiedziała w końcu. Z wolna wypuściła powietrze, próbując się uspokoić. Skoro on nad sobą panował, musiała pokusić się o to samo, by mieć szansę się z nim porozumieć. Ostatnim, czego potrzebowała, było to, żeby akurat teraz się wycofał. – Więc jak? Wyjaśnij mi.
Shadow westchnął, po czym w dość wymownym geście wzniósł oczy ku górze. Po wyrazie jego twarzy trudno było stwierdzić, co takiego w tamtej chwili sobie myślał. Gdyby miała zgadywać, powiedziałaby, że ta rozmowa go nużyła, chociaż to wydawało się niedorzeczne. Jakby nie patrzeć, sam zaczął, z kolei Angel zdecydowanie miała prawo zadawać pytania.
– To… skomplikowane – usłyszała. Parsknęła śmiechem, znów bliska tego, żeby zacząć na niego krzyczeć. Och, doprawdy?! – Jak wspomniałem, do tej pory nie pytałaś, chociaż nie zabraniałem ci tego. Co się zmieniło.
– Ja tylko… – zaczęła i zaraz urwała, onieśmielona spojrzeniem, którym ją obdarował.
Dlaczego nie pytała? Pomijając to, że przez większość czasu przebywała sama, w istocie nie istniał żaden powód, dla którego miałaby wstrzymywać się od zadawania pytań. Myśląc o tym wstecz, Angel uświadomiła sobie, że prawdziwy problem leżał w niej – i tym, że być może nie chciała pytać, w zamian najzwyczajniej w świecie się izolując. To nie była do końca świadoma decyzja, ale jednak podjęta przez nią, nawet jeśli wcześniej nie zarejestrowała momentu, w którym stanęła przed jakimkolwiek wyborem. Jasne, mogła obwiniać Shadowa o bierne podejście, ale to nie zmieniało faktu, że wszystko tak naprawdę zależało od niej.
Jej rozmówca milczał, wciąż obserwując ją w ten jakże charakterystyczny dla siebie, przenikliwy sposób. W tamtej chwili miała ochotę zmusić go do tego, żeby się odezwał – zrobił cokolwiek, byleby przerwać tę przeciągającą się, jakże frustrującą ciszę. Ostatecznie nie zrobiła niczego, stojąc i bezmyślnie wpatrując się w znajomą twarz.
– Ja… – zaczęła raz jeszcze. Kąciki ust Shadowa drgnęły, finalnie układając się w coś na kształt zachęcającego uśmiechu. – Pytam teraz – powiedziała w końcu.
– Ciekawa wymówka – stwierdził w zamyśleniu mężczyzna, wciąż ją obserwując. – W porządku. Tak więc owszem, jest tutaj miasto.
Czekała, aż doda cokolwiek jeszcze, ale nic podobnego nie miało miejsca. Po prostu milczał, zupełnie jakby podejrzewał, że to jedno zdanie wystarczy, by ją usatysfakcjonować.
– Gdzie? – wyrzuciła z siebie na wydechu. – Idziesz tam? Zabierz mnie ze sobą!
Spojrzała na niego w naglący, niemalże błagalny sposób, nawet nie biorąc pod uwagę tego, że mógłby odmówić. Nie zamierzała na to pozwolić – nie tak po prostu, skoro już wiedziała, że… gdzieś tam kryło się coś więcej. Potrzebowała tego; tej świadomości i poczucia, że ten świat – choć dziwny i wciąż nierealny – miał jej do zaoferowania… Och, w zasadzie cokolwiek!
Tym razem doczekała się reakcji ze strony Shadowa. Zauważyła, że drgnął, po czym wyprostował się niczym struna, wyraźnie czymś poruszony. Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, przez krótką chwilę była gotowa wręcz przysiąc, że coś w jego zielonych oczach przygasło. Przeszedł ją dreszcz, zaraz też instynktownie cofnęła się o krok, niespokojnie obserwując swojego towarzysza. Być może wciąż czuła się niepewnie po tym, czego doświadczyła na piętrze, ale z jakiegoś powodu naprawdę zaczynała się obawiać.
– Nie wiesz, o co mnie prosisz.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, niepewna jak powinna rozumieć te słowa. Oddychała szybko i płytko, wciąż czekając, niezależnie od tego, co miała usłyszeć. W duchu odliczała kolejne sekundy, gotowa przysiąc, że jeśli Shadow i tym razem zamierzał zwlekać z odpowiedzią, prędzej dostałaby szału, aniżeli przystała na taki stan rzeczy. W tamtej chwili potrzebowała odpowiedzi i zamierzała je otrzymać.
– Więc mi wyjaśnij! – zaproponowała, próbując brzmieć równie pewnie, co i na początku. Nie chciała pokazać, że się boi, mając wrażenie, że gdyby sobie na to pozwoliła, Shadow bez trudu zdołałby ją zbyć. – D0piero co sam zarzuciłeś mi, że nie zadaję pytań, a jednak teraz… Chyba że tobie jest to na rękę – dodała, gotowa przysiąc, że trafiła tym stwierdzeniem w sedno.
– Szczerze mówiąc… – Shadow westchnął, po czym wzruszył ramionami. – Nie. To tak naprawdę nie jest moją sprawą. A przynajmniej nie powinno być.
– Co takiego?
Kolejny raz wręcz poraziło ją spojrzenie szmaragdowych tęczówek.
– Ty i to, czy będziesz w stanie tutaj przeżyć – oznajmił z rozbrajającą wręcz szczerością. – Miasto to nie jest miejsce dla ciebie, Angel. Nie, kiedy jesteś taka rozbita.
– O czym ty mówisz? – zniecierpliwiła się. – Mam rozumieć, że jednak ukrywałeś to przede mną? Jakim prawem, skoro tak bardzo upierasz się, że za mało interesuję się tym, co dzieje się dookoła?
– Przeczysz sama sobie, wiesz? – zauważył cicho Shadow. – Trudno mówić o ukrywaniu czegokolwiek, skoro właśnie rozmawiamy na temat miasta. Zapytałaś, więc dostałaś odpowiedź.
– Tak, bo przypadkiem powiedziałeś o dwa słowa za dużo.
– To twoja interpretacja.
Tym razem jęknęła, już nawet nie próbując się powstrzymywać. Oddychała szybko i płytko, czując się przy tym trochę tak, jakby właśnie przebiegła maraton. Wciąż wpatrywała się w Shadowa, próbując pojąć jego tok rozumowania i przynajmniej spróbować uporządkować to, co nim kierowało. Sęk w tym, że przynajmniej tymczasowo nie miało to dla niej sensu. W gruncie rzeczy Shadow od samego początku wydawał się go nie mieć.
– Przestań… robić ze mnie wariatkę – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Musiała zamrugać, by powstrzymać cisnące jej się do oczu łzy. Och, jeszcze tego potrzebowała – poryczeć się, jak ostatnia kretynka! Machinalnie objęła się ramionami, energicznie je pocierając, żeby się rozgrzać i czymkolwiek zająć ręce. Obraz raz po raz rozmazywał jej się przed oczami, ale zmusiła się do zachowania spokoju i tego, żeby przynajmniej próbować udawać kogoś, kto nie czuje się tak, jakby w każdej chwili mógł rozpaść się na kawałki. Czuła, że Shadow nie był ją szczery i chociaż podejrzewała to od samego początku, z jakiegoś powodu dowód na prawdziwość tego stanu rzeczy sprawił, że poczuła się jeszcze gorzej. Mogła udawać, że on i jego zachowanie nie mają żadnego znaczenia, ale to było tylko i wyłącznie kłamstwem – wierutnym, niewłaściwy i zaskakująco wręcz bolesnym.
Usłyszała przeciągłe westchnienie, nic jednak nie wskazywało na to, by Shadow w choć niewielkim stopniu żałował tego, co robił. Wręcz przeciwnie – kiedy na nią spojrzał, poczuła się niemalże jak nieporadne dziecko, które tak naprawdę nie rozumiało tego, co działo się dookoła. Cóż, nic dziwnego, skoro z uporem odmawiał jej wprowadzenia w świat, w którym jakby nie patrzeć oboje musieli żyć.
– Nie robię z ciebie wariatki – powiedział w końcu, starannie dobierając słowa. – Wciąż mnie oskarżasz, chociaż w niczym nie zawiniłem. To nie jest uczciwe, Angel.
Tym razem milczała zdecydowanie dłużej niż do tej pory, wręcz porażona jego słowami – a już zwłaszcza tym, że miał rację. Nie chciała tego przyznać, ale czyż nie tak wyglądała rzeczywistość? Mogła go atakować i tracić czas na wściekanie się o pytania, które nigdy nie padły, choć to ona powinna je zadać, ale… jaki to miało sens? Już i tak nie mogła zmienić tego, co się wydarzyło, niezależnie od tego, co faktycznie czuła.
Znów cofnęła się o krok, próbując zapanować nad drżeniem i ustać na nogach. Miała mętlik w głowie, z kolei niepewność jedynie pogarszała sytuację, jednocześnie zaczynając doprowadzać Angel do szaleństwa. Sama już nie wiedziała, co powinna myśleć albo w co wierzyć, to jednak okazało się zaledwie początkiem problemów. Wciąż nie miała pojęcia, w jaki sposób interpretować słowa Shadowa, nie wspominając o wciąż dręczącym ją temacie miasta i tym, że bardzo chciała się tam znaleźć.
– W porządku. – Z wolna wypuściła powietrze, próbując się uspokoić. – Może masz rację. Może to moja wina… – Zamilkła, po cichu licząc na to, że doczeka się protestu z jego strony, jednak nic podobnego ni miało miejsca. – Ale teraz nie chowam się w pokoju i chcę wiedzieć. Czy to złe?
– Nie – mruknął, ale – co wydało jej się istotne – z uporem unikał spoglądania w jej stronę. – Nie powinno…
– Nie powinno? – powtórzyła, nie kryjąc dezorientacji. – O co ci chodzi? Zaczynam dochodzić do wniosku, że nie chcesz mi pomagać – wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
– Gdyby tak było, do tej pory błąkałabyś się w ciemnościach – oznajmił tonem, który momentalnie przyprawił Angel o dreszcze. Chociaż Shadow wciąż panował nad emocjami w stopniu, którego zaczynała mu zazdrościć, w tamtej chwili brzmiał na bardzo zdenerwowanego. – Albo byłabyś martwa… Chociaż tym drugim być się nie przejęła, prawda?
Drgnęła, machinalnie zaciskając palce wokół lewego nadgarstka. Na gładkiej skórze nie wyczuła niczego niewłaściwego, ale to nie miało znaczenia. Nie, skoro rozumiała i…
Dość!
– Przez te wszystkie dni niczego od ciebie nie oczekiwałem, Angel. Niczego – oznajmił cicho Shadow. Tym razem zabrzmiał spokojniej, jednak to nie powstrzymało dziewczyny od drżenia. Nie, skoro w jego głosie wyraźnie słyszała coś, co ją niepokoiło – i to najdelikatniej rzecz ujmując. – Wpuściłem cię do swojego domu. Dałem schronienie i wszystko, czego potrzebujesz… Zabrałem cię stamtąd. – Zamilkł, dając jej kilka następnych sekund na przyswojenie sobie tych słów. – Jak śmiesz po tym wszystkim mówić mi, że nie chcę ci pomagać?
Jedynie potrząsnęła głową, co najmniej oszołomiona jego wypowiedzią. W tamtej chwili z równym powodzeniem mógłby ją spoliczkować – pewnie nawet nie zauważyłaby różnicy. Wzięła kilka niepewnych, drżących wdechów, próbując doprowadzić się do porządku. Pod powiekami wciąż czuła pieczenie, ale z jakiegoś powodu nie płakała, zbytnio wytrącona z równowagi, by pozwolić sobie chociaż na tyle. W zamian mogła po prostu stać, drżeć i rozszerzonymi do granic możliwości oczyma wpatrywać się w Shadowa.
Te zielone oczy… Już wcześniej ją oczarowały, ale wtedy nawet nie przypuszczała, że mogłyby być aż do tego stopnia niepokojące. W tamtej chwili przeszywały ją, wydając się sięgać aż do samej duszy i jedynie podsycać już i tak oszałamiające ją emocje. Tego wszystkiego było za dużo, przez co Angel z miejsca zatęskniła za spokojem, który miała w pokoju. Wiedziała, że to tchórzostwo, ale chyba zdążyła się do tego przyzwyczaić – do swego rodzaju ucieczki, którą gwarantowało jej leżenie na łóżku z kolejną książką, którą zabrała z biblioteki.
– Ja… przepraszam… – powiedziała tak cicho, że ledwo mogła zrozumieć samą siebie.
Shadow drgnął, wciąż spoglądając w jej stronę.
– Słucham?
– Przepraszam – powtórzyła bardziej dobitnie, by mieć pewność, że dobrze ją usłyszy. Być może powinna mieć mu za złe to, że zmusił ją do powiedzenia tego dwukrotnie, ale w tamtej chwili czuła, że wszystko jej jedno. – Wybacz, że się w tym gubię. Ja… Tak. Nie powinnam była – przyznała z wahaniem. – Możliwe, że mnie poniosło, ale to chyba normalne, że ja… Wciąż niczego nie wiem i…
– Więc pytaj – przerwał w niemalże łagodny sposób Shadow. Wciąż miała wrażenie, że jego spojrzenie jest ostrzejsze niż zazwyczaj, to jednak nie miało dla niej znaczenia.  – Zrób to, skoro musisz, ale błagam, nigdy więcej nie waż się twierdzić, że nie chciałem ci pomóc.
Nie odpowiedziała, przez kilka następnych sekund milcząc i próbując wyrównać oddech. Z wolna spuściła wzrok, z dwojga złego woląc wpatrywać się w podłogę, chociaż nawet to nie pozwoliło jej zapomnieć, że Shadow nie odrywał od niej wzroku. Wiedziała, że wciąż stał dosłownie na wyciągnięcie ręki od niej, najpewniej wciąż spoglądając nań w ten jakże irytujący, wręcz osądzający sposób. Nie chciała się tym przejmować, przez krótką chwilę chcąc wmówić sobie, że nie istniał powód, dla którego miałaby przejmować się jego opinią, ale… to byłoby niczym więcej, aniżeli wierutne kłamstwo. Oczywiście, że to, co sobie myślał, było ważne. Miał rację, twierdząc, że to on wyprowadził ją z ciemności, czymkolwiek było miejsce, w którym błądziła, zanim się pojawił. Chciała czy też nie, zawdzięczała mu naprawdę wiele, łącznie z tym, że ją przygarnął. Jasne, że nie musiała tutaj zostawać, ale jaki inny wybór miała w sytuacji, w której przebywała w świecie, którego wciąż nie rozumiała? Poza Shadowem nie znała nikogo innego, a to w znacznym stopniu komplikowało sytuację.
Wyczuła ruch, więc poderwała głowę, obawiając się, że jej rozmówca jednak stracił cierpliwość i zamierzał odejść. Natychmiast otworzyła usta, gotowa poniżyć się przed nim na tyle, by poprosić, żeby został, to jednak okazało się zbędne. W zamian zamarła, kiedy Shadow jak gdyby nigdy nic podszedł bliżej i chwycił ją za rękę. Początkowo nie była w stanie zinterpretować tego gestu, wciąż doszukując się w wyrazie jego twarzy jakichkolwiek oznak zdenerwowania, jednak nie dostrzegała niczego, co mogłaby uznać choćby za przejaw irytacji. Znów wydawał się spokojny i nic ponadto, dokładnie jak za każdym razem, kiedy miała z nim do czynienia.
– Już, już… Nie gniewam się na ciebie – stwierdził cicho, jakby czytając jej w myślach. – Wierzę, że masz prawo do frustracji, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się na górze.
Zacisnęła usta, po czym z wolna skinęła głową. Wolała ograniczyć się tylko do tego, wręcz zmuszając się do milczenia i zachowania spokoju. Jakaś jej cząstka chciała uniknąć płaszczenia się przed nim, zwłaszcza że podświadomie czuła, że wina jak zwykle leżała gdzieś po środku, ale nie miała dość odwagi, by wprost to okazać. Milczenie wydawało się bezpieczniejsze, przynajmniej tak długo, jak unikali właściwego, najbardziej intrygującego ją tematu.
– Więc… – Jej głos zabrzmiał dziwnie, kiedy w końcu zdecydowała się odezwać. Odchrząknęła, żeby oczyścić gardło i dopiero potem spróbowała raz jeszcze: – Opowiedz mi o mieście. I o tym, dlaczego wolałbyś, żebym nie pytała. Co oznacza, że… jestem rozbita.
Shadow westchnął, ale nie próbował się wycofywać. W zamian po prostu spojrzał na Angel w niemalże zmęczony, udręczony sposób.
– Oboje wiemy, co mam na myśli. Wystarczy spojrzeć na to, jak się zachowujesz – stwierdził ze spokojem. – Nie mam na myśli nic złego, moja droga. Po prostu jesteś… bardzo niespójna.
– Nie pytam o to, żebyś mnie oceniał – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
– Zdaję sobie z tego sprawę. Co jednak mam poradzić na to, że twój stan jest niejako… kluczowy, jeśli chcesz pojąć to, o czym zamierzam ci opowiedzieć? – Zamilkł, być może szukając najodpowiedniejszych słów do dalszych wyjaśnień. – Ty… Twoja dusza. Czy wierzysz w istnienie duszy Angel?
Zamrugała, nie kryjąc zaskoczenia. Nie o to pytała, a przynajmniej nie sądziła, że zejdą na temat, który kojarzył jej się ni mniej, ni więcej, ale z jakimś filozoficznym bełkotem. Co miało być dalej? Zaraz zamierzał zapytać o jej stosunek do Boga czy może znak zodiaku, bo układ gwiazd również mógł okazać się istotny w działaniu tego świata? Nie żeby sądziła, że przy wiecznym zachodzie z któregokolwiek miejsca istniała możliwość oglądania ciał niebieskich, a tym bardziej by pamiętała tak mało istotne fakty, ale…
– Przejdź do rzeczy – poprosiła, siląc się na cierpliwość. Nie chciała pozwolić sobie na kolejny wybuch.
– Jak sobie życzysz. Uznajmy więc, że odpowiedź na moje pytanie brzmi: „tak” – zasugerował, chociaż to było co najmniej naciąganą teorią. – Dusze są… naprawdę różne. Teoretycznie każda z nich początkowo jest czysta, a wszystko zależy od podjętych wyborów, ale… Cóż, z czasem okazuje się, które decyzje były dobre, a które nie. Duszę można skazić, czasem nawet rozbić, zwłaszcza kiedy wydarzy się coś bardzo złego. W końcu łatwo naruszyć niewinność, a skoro tak…
– Wybacz, że tak ci przerywam – zaczęła, zanim zdążyła ugryźć się w język – ale… co ty pierdolisz?
Shadow jedynie potrząsnął głową. Nie wyglądał na sfrustrowanego, ale przede wszystko bardzo, ale to bardzo zmartwionego, zupełnie jakby swoimi słowami jedynie potwierdziła coś, co go dręczyło.
– Jesteś bardzo słabą i rozbitą duszyczką, prawda Angel? Tak łatwą do zmanipulowania, gdybyś trafiła na kogoś, kogo nie powinnaś… – Westchnął przeciągle, po czym wzruszył ramionami. – Wierz mi bądź nie, ale w tym świecie nie czeka cię nic dobrego. Nie, skoro jesteś taka. A ja… Cóż, nie jestem najlepszym opiekunem na świecie – dodał, jedynie podsycając jej wątpliwości.
– Nie rozumiem…
Skinął głową, najwyraźniej się tego spodziewając. Na jego ustach pojawił się nieco wymuszony, niemalże cyniczny uśmieszek.
– Niebezpiecznym byłoby dla ciebie pokazywać się ze mną. Widzisz… Nie jestem tutaj szczególne mile widziany – przyznał z wyraźną niechęcią. – Wolę trzymać się na uboczu. A dusza taka jak ty zdecydowanie zwracałaby na siebie uwagę. Nie chciałbym, żeby z powodu… kilku moich błędów spotkało cię coś niedobrego. Wiesz, nigdy nie byłem osobą, która przepadała za jakąkolwiek odpowiedzialnością, ale skoro zabrałem cię ze sobą, czuję, że powinienem cię chronić.
– Chwileczkę, bo chyba wciąż nie rozumiem – przyznała, nawet nie próbując ukrywać oszołomienia. W głowie wciąż analizowała jego słowa, próbując doszukać się w nich jakiegokolwiek sensu. – Mam kłopoty, kiedy jestem z tobą, ale jednocześnie przy tobie jestem najbezpieczniejsza? No i niby dlaczego ktokolwiek miałby oczekiwać ode mnie zapłaty za jakieś twoje błędy? To nie ma…
– Ten świat jest inny. Zrozum to w końcu, bo inaczej nawet ja cię nie ochronię – przerwał szorstko Shadow. – Tutaj nikt nie będzie prowadził cię za rączkę, Angel. A już zwłaszcza w mieście… Lepiej, żeby Bloodwell nie dowiedziała się o tobie tak długo, jak tylko to będzie możliwe, bo inaczej…
Angel jęknęła, czując, że powoli znów zaczyna tracić cierpliwość.
– Kim, do cholery, jest Bloodwell?! – przerwała, bezceremonialnie wchodząc mu w słowo.
Sądziła, że Shadow kolejny raz będzie chciał uniknąć odpowiedzi, ale nic podobnego nie miało miejsca. W zamian tylko westchnął, po czym spojrzał jej w oczy.
– Siadaj. Czeka nas dłuższa pogadanka.
Cóż za piękna godzina, żeby wrzucić rozdział! Skończyłam i jestem z niego zadowolona, więc pozwolę sobie nie tłumaczyć się z tego, dlaczego to zabrało mi aż tyle czasu. Powiedzmy, że ostatnio zaangażowałam się w coś innego, co zresztą można zauważyć, śledząc mojego bloga autorskiego. Jak coś, to serdecznie zapraszam: KLIK. Dodam jeszcze, że „Blank Dream” można teraz znaleźć również na Wattpadzie. Co prawda wzbraniałam się długo przed tą decyzją, ale wiem, że niektórym może ułatwić to czytanie, więc proszę: KLIK.
Pięknie dziękuję tym, którzy czekali. Dziękuję też za wszystkie miłe słowa, komentarze i wyświetlenia, bo to sprawia, że wiem, że zawsze mogę tutaj wrócić. Dla mnie to dosłownie wszystko.
Z mojej strony to tyle i do napisania!