Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Faza III – Targowanie się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Faza III – Targowanie się. Pokaż wszystkie posty

16 września 2018

Rozdział XVIII


Angel zamarła, pozwalając sobie na to, by znów opaść na ziemię. Prawie tego nie zauważyła, zbyt oszołomiona, by zwrócić uwagę na cokolwiek prócz miejsca, które miała przed sobą. Z jakiegoś powodu serce zabiło jej szybciej, trzepocąc się tak gwałtownie, że ledwo była w stanie złapać dech. Rozszerzonymi oczami wpatrywała się przed siebie, początkowo wciąż niepewna, a w końcu przyjmując do wiadomości to, gdzie była.
Jak przez mgłę pamiętała drogę przez las w dniu, w którym poznała Shadowa. Pomijając to, że koniec końców i tak straciła przytomność, gdzieś w pamięci miała godziny błąkania w ciemnościach i momentu, w którym mężczyzna wyprowadził ją z podziemi, w zamian sprawiając, że oboje wylądowali w samym środku lasu. Nie chciała wracać do tych wspomnień, uznając je za nieistotne, zresztą jak i wszystkie te dni obojętności, które spędziła w domu. Do tej pory miały w sobie coś niepokojącego, przez co chciała wyprzeć je z pamięci, nawet jeśli na pierwszy  rzut oka nie działo się w nich nic, co mogłoby wywołać niepokój.
Tylko obojętność. Bezpieczna pustka, która…
Zacisnęła dłonie w pięści, z premedytacją wbijając paznokcie w skórę. Zabolało, choć na moment pozwalając Angel oczyścić umysł. Ból był prawdziwy i żywy, co uprzytomniło jej, że zdecydowanie nie śniła, a tym bardziej nie wspominała. To miejsce było prawdziwe, a przy tym nienaturalnie spokojne, zdecydowanie nie wyglądając jak coś, czego powinna się obawiać. Nawet z odległości widziała pierwsze z kamiennych stopni – znikające w ciemnościach, ale jednak obecne. Po prostu tam były, wpasowując się w gęstwinę tak idealnie, jakby ich istnienie było czymś w pełni normalnym i oczywistym, w najmniejszym stopniu niezwiązanym z działalnością człowieka.
Z opóźnieniem uprzytomniła sobie, że w którymś momencie wstrzymała oddech. Wypuściła go ze świstem, po czym w końcu przymusiła do ruchu. Nie podniosła się od razu, w zamian przysiadając na ziemi i wciąż z uwagą przypatrując znikającym w ziemi schodach. Obserwując to miejsce pomyślała, że wyglądały jak zejście do piwnicy. Czegoś podobnego mogłaby się spodziewać w jakimkolwiek budynku, z tym tylko, że nigdzie w pobliżu nie widziała najmniejszych śladów jakiejś dawno zapomnianej, zniszczonej budowli.
Nieznacznie pokręciła głową, próbując opędzić się od niechcianych myśli. W głowie miała pustkę, choć to równie dobrze mogło wiązać się z wciąż odczuwanym przez Angel zmęczeniem. Próbując przymusić się do jakiejkolwiek sensownej reakcji, w końcu dźwignęła się na nogi, próbując ignorować fakt, że mięśnie nieznacznie jej zadrżały, gotowe w każdej chwili odmówić posłuszeństwa. Skrzywiła się, machinalnie dotykając boku, kiedy znów poczuła nieprzyjemne kłucie. Nie była pewna, jak długo przyszło jej biec, ale to już nie miało znaczenia.
To, że niekoniecznie chciała dotrzeć akurat tutaj, tym bardziej.
Strach, który towarzyszył jej przez cały ten czas, po prostu zniknął, teraz jawiąc się Angel jako odległe wspomnienie. Prawie jak koszmar, który zdążył zatrzeć się w pamięci, po fakcie okazując czymś absolutnie niestrasznym. Nawet krwista aura wiecznego zmierzchu przestała wydawać jej się aż tak niepokojąca. Niczego tutaj nie ma. Tylko ruiny i martwa cisza, pomyślała, przez moment naprawdę gotowa w to uwierzyć.
Mogła odwrócić się na pięcie i odejść, wracając do poszukiwań miasta, ale nie zrobiła tego. W zamian – poruszając się bardzo ostrożnie, prawie jak w transie – zrobiła kilka niepewnych kroków naprzód. Zachwiała się nieznacznie, ale tym razem niewiele potrzebowała, żeby odzyskać równowagę. W jednej chwili wszystko wróciło do normy, a Angel poczuła się spokojna i stabilna, w pełni związana z tym, co działo się wokół niej.
Kiedy podeszła bliżej, zaczęła dostrzegać, że na pozornie pustym polu faktycznie mogła kiedyś znajdować się budowla. Trawa rosła gęsto i wysoko, co prawda częściowo zeschnięta, ale wciąż wystarczająco żywa, by trzymać się w pionie. Raz po raz muskała łyki dziewczyny, a miejscami wydając się sięgać niemalże do pasa. Dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się, Angel zdołała dostrzec resztki fundamentów – zatartych, wyniszczonych przez czas i pochłoniętych przez naturę.
Jedynie schody w dół nie były w żaden sposób osłonięte. Zawahała się na ten widok, z miejsca orientując się, że taki stan zdecydowanie nie był czymś w pełni naturalnym. Wyglądało to tak, jakby nawet natura chciała trzymać się z daleka od tego jednego punktu. Wejście czerniło się, a biegnące w dół schody wydawały się wręcz zachęcać do podążenia w pustkę. Coś w tej myśli powinno ją zaniepokoić, a jednak wcale nie poczuła się nieswojo, spokojnie i niemalże z obojętnością wpatrując w widoczne stopnie.
Ta ciemność… Wcześniej ją przerażała, ale na dłuższą metę wydawała się niezwykle kojąca. Zwłaszcza w świecie, który wydawał się zawieszony między wieczną nocą a dniem, zaznanie któregokolwiek z tych stanów w pełni wydawało się czymś co najmniej kuszącym. Angel znów zacisnęła dłonie w pięści, po czym zaraz rozprostowała je, nerwowo poruszając palcami. Przystanęła przy samym skraju schodów, spoglądając w dół i mimo wszystko nie będąc w stanie zrobić pierwszego kroku. Nie po to tutaj przyszła, zresztą dalsze błądzenie w mroku zdecydowanie nie brzmiało jak rozwiązanie wszelakich problemów, ale z drugiej strony…
Od tego się zaczęło, prawda?, uprzytomniła sobie. Bezwiednie potarła nadgarstki w miejscach, w których Shadow w jakże sugestywny sposób przesunął palcami, chcąc uświadomić jej, co zrobiła. Więc co tam robiłam?
Może o to chodziło. Może przez cały ten czas powinna wrócić do miejsca, które…
– Nie robiłabym tego na twoim miejscu.
Wyprostowała się niczym struna, niemalże jak rażona prądem. Z trudem powstrzymała zaskoczony okrzyk, jednocześnie odwracając tak gwałtownie, że aż pociemniało jej przed oczami. Zachwiała się, dla złapania równowagi machinalnie robiąc krok w tył – z tym, że jej stopa natrafiła wyłącznie na pustkę. Zdążyła tylko pomyśleć, że spadnie i zamknąć oczy, zamierając w wyczekiwaniu na upadek, jednak nic podobnego nie miało miejsca.
Czyjeś palce bezceremonialnie zacisnęły się na jej nadgarstku. Gwałtowne szarpnięcie w przeciwnym kierunku sprawiło, że jak długa znów wylądowała na ziemi, tuż przy prowadzących w ciemność schodach. Na dłuższą chwilę zamarła w bezruchu, wciąż zaciskając powieki i skupiając się przede wszystkim na załapaniu oddechu. Czuła, że się poobijała, ale ból nagle stał się sprawą drugorzędną, zwłaszcza gdy uprzytomniła sobie, co mogłoby się stać, gdyby nie pomocą dłoń, która…
Pomocna dłoń.
Otworzyła oczy. Pierwszym, co zauważyła, był skraj długiej do ziemi, intensywnie czarnej sukni, znajdujący się dosłownie na wyciągnięcie ręki. Materiał muskał ziemię u stóp jego właścicielki, ale w tak delikatny sposób, że Angel w pierwszym odruchu pomyślała, że stojąca tuż przed nią postać równie dobrze mogłaby unosić się w powietrzu.
Natychmiast poderwała głowę.
A potem zamarła, by w następnej sekundzie poderwać się tak gwałtownie, jak tylko było to możliwe. Kiedy nie zdołała stanąć na nogi, instynktownie odsunęła się po ziemi, wciąż na siedząco, chcąc znaleźć się jak najdalej od stojącej tuż przed nią istoty.
Nigdy wcześniej nie widziała czegoś takiego. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak kobieta, co sugerowała zarówno sylwetka, jak i długa do ziemi suknia czy długie do pasa włosy. W normalnym wypadku mogłaby uchodzić za zwykłego człowieka, ale Angel mimo usilnych starań nie była w stanie udawać, że naprawdę miała przed sobą śmiertelnika. Ta myśl ją przerażała, wydając się nienaturalna, ale równie nieprawdziwe wydawało się lodowate piękno Bloodwell.
O kobiecie w sukni nie była w stanie jednoznacznie powiedzieć, czy ta w jakimkolwiek stopniu mogła być uznana za urodziwą. Nie, skoro przypominała cień – czarny kształt, jedynie za sprawą sylwetki przypominający człowieka. Nie tylko suknia, ale również jej skóra była pozbawiona kolorów. Przez to Angel nie była w stanie doszukać się ani wyraźnego zarysu ust, ani nosa czy rysów twarzy. Jedynie czerń – nienaturalna i sprawiająca wrażenie chętnej, by pochłonąć wszelakie oznaki światła, prawie jak czarna dziura.
Nawet jej oczy były dziwne, całkowicie ciemne, przez co odróżnienie białek od źrenic okazało się niemożliwe. A jednak dziewczyna doskonale wiedziała, że nieznajoma spoglądała bezpośrednio na nią. Stała spokojnie, obojętna i wyprana z jakichkolwiek emocji. Po prostu wpatrywała się w Angel, co prawda nad nią górując, ale w żaden sposób nie sugerując zachowaniem tego, że mogłaby chcieć ją skrzywdzić. Nie wyglądała na zaskoczoną czy choćby urażoną tym, w jaki sposób została potraktowana, jakby to, że inni instynktownie starali się przed nią uciec, było dla niej najzupełniej naturalne.
Angel tkwiła w bezruchu, niemalże spazmatycznie łapiąc oddech. Miała wrażenie, że minęła cała wieczność, zanim lęk ustąpił, a emocje opadły, pozwalając jej odetchnąć. Nie rozluźniła się, wciąż nieufna, ale zdołała wyprostować i spojrzeć na stojącą przed nią kobietę w bardziej świadomy, spokojniejszy sposób. Raz jeszcze z uwaga zmierzyła istotę wzrokiem, mimochodem zauważając, że dla odmiany jej włosy były całkowicie białe – nie siwe czy srebrzyste, ale pozbawione kolorów. Ona cała taka była: po prostu bezbarwna.
Nie, to nie tak, uświadomiła sobie Angel, wciąż oszołomiona. W głowie wciąż miała przede wszystkim mętlik. Wygląda jak… w negatywie.
Zamrugała nieco nieprzytomnie, zaskoczona trafnością tego wniosku. Co prawda to wydawało się co najmniej nienaturalne, ale im dłużej nad tym myślała, tym sensowniejsze jej się wydawało. Odwrócone kolory – czerń i biel w odwrotnych proporcjach. Nigdy wcześniej nie spotkała się z czymś takim, ale kiedy pierwszy szok minął, a emocje zaczęły opadać, zaczęła żałować swojej gwałtownej reakcji.
Spróbowała się podnieść, wciąż uważnie obserwując kobietę przed sobą. Nawet nie drgnęła, spokojna i obojętna, w żaden sposób nie sugerując, że miała ochotę się na Angel rzucić. Dlaczego by miała? Pomogła mi!, warknęła na siebie w duchu, przez dłuższą chwilę świadoma wyłącznie narastających wyrzutów sumienia. Poczuła, że palą ją policzki, więc w pośpiechu uciekła wzrokiem w bok, w końcu przestając się wgapiać w milczącą nieznajomą.
– D-dziękuję – wykrztusiła z trudem.
Głos nieznacznie jej zadrżał, tak cicho, że ledwo mogła samą siebie zrozumieć. Coś ścisnęło ją w gardle, więc przełknęła, próbując oczyścić gardło. Czuła, że kobieta wciąż ją obserwowała, ale nie miała odwagi choćby na nią spojrzeć. Nie ufała sobie na tyle, by pozwolić sobie choćby zerknąć.
Cisza. Żadnej odpowiedzi, choćby prychnięcia albo czegokolwiek, co zasugerowałoby, że nieznajoma w ogóle ją usłyszała. Angel poruszyła się niespokojnie, coraz bardziej speszona. Miała ochotę odwrócić się na pięcie i uciec, gotowa przysiąc, że nawet gdyby się do tego posunęła, istota w żaden sposób by na to nie zareagowała.
Nerwowo przygryzła dolną wargę, krzywiąc się, gdy w ustach poczuła metaliczny posmak krwi. Nie mogła sobie na to pozwolić.
– Powiedziałam… – zaczęła z wahaniem, tym razem usiłując mówić głośniej.
Nie miała okazji, żeby dokończyć.
– Słyszałam.
Głos nieznajomej brzmiał najzupełniej normalnie, pomijając pobrzmiewającą w nim obojętność. Co więcej, to był ten sam, który usłyszała, zanim prawie zleciała ze schodów. Chociaż mogła się tego spodziewać, w jednej chwili poczuła się jeszcze bardziej zdezorientowana.
Mimo obaw, z wolna uniosła głowę. Mimowolnie spięła się, wciąż zszokowana innością stojącej przed nią istoty. Nie ruszyła się nawet o milimetr, nadal tkwiąc w tym samym miejscu i obojętnie spoglądając przed siebie. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, a przynajmniej Angel nie była w stanie niczego z niej wyczytać, wciąż wytrącona z równowagi zarówno nienaturalnymi kolorami, jak i niepokojącym wyglądem intensywnie czarnych oczu.
Milczała, gorączkowo zastanawiając nad tym, co powinna zrobić. Zaczęła niespokojnie kołysać się to w przód, to znów w tył, przez krótką chwilę mając ochotę zacząć niespokojnie krążyć. Stanie w miejscu w jednej chwili przeistoczyło się w wyzwanie równie trudne, co i próba ignorowania nieludzkiego wyglądu nieznajomej kobiety.
– Kim jesteś? – zapytała wprost.
To było pierwsze pytanie, które przyszło jej na myśli. Z jakiegoś powodu nie potrafiła tak po prostu odejść, chociaż czuła, że by mogła. Sęk w tym, że nie chciała. W gruncie rzeczy sama nie była pewna, co takiego powinna czuć, o własnych pragnieniach nie wspominając. Coś przyciągnęło ją do tego miejsca, z kolei teraz miała przed sobą kogoś, kto z równym powodzeniem mógłby okazać się wytworem jej wyobraźni. Właśnie wtedy w głowie Angel pojawiła się myśl, że miała przed sobą kogoś, kto tak naprawdę nie istniał. Możliwe, że po długich godzinach błądzenia po lesie, w końcu zmęczenie i nadmiar emocji zrobiły swoje, popychając ją na sam skraj szaleństwa.
Kolejny raz odpowiedziała jej cisza. Nieznajoma tylko wpatrywała się w nią pustym wzrokiem, wciąż obojętna. Stała w całkowitym bezruchu, pomijając unoszenie i opadanie klatki piersiowej w rytm oddechu. Coś w tym widoku sprawiło, że Angel poczuła się odrobinę pewniej, przynajmniej mając dowód na to, że kobieta musiała być żywa.
– To ty wcześniej podążałaś za mną w lesie? – drążyła, nie będąc w stanie znieść przeciągającego się milczenia. Niepewnie zrobiła krok naprzód, nieznacznie skracając dzielącą ją od nieznajomej odległość. – Czy ty…?
– Nie.
Angel stłumiła sfrustrowany jęk. To nie była żadna odpowiedź, a przynajmniej nie taka, jakiej mogłaby oczekiwać. W jednej chwili lęk ustąpił miejsca irytacji, dodatkowo potęgowanej lakonicznością kolejnych odpowiedzi. Przez krótką chwilę miała ochotę do kobiety podejść i porządnie nią potrząsnąć, prosząc przy tym o to, żeby przestała z nią igrać.
Gwałtownie zaczerpnęła powietrza, próbując wyrównać oddech i jakkolwiek się uspokoić. Przez myśl przeszło jej, że pytania, które zadawała, mogły najzwyczajniej w świecie nie mieć sensu. Czy tak było? Nie potrafiła tego stwierdzić. Pamiętała za to męski głos, który wciąż majaczył gdzieś w jej głowie. Łagodny szept, który czegoś od niej oczekiwał i…
W pośpiechu odrzuciła od siebie niechciane myśli, chcąc skoncentrować się na tym, co działo się wokół niej.
– Więc kim jesteś? – zaczęła raz jeszcze – Dlaczego mi nie odpowiadasz?!
Samą siebie zaskoczyła tym, że podniosła głos. Natychmiast zacisnęła usta, ponownie milknąc. Z obawą spojrzała na kobietę przed sobą, oczekując, że ta w końcu zdobędzie się na jakąkolwiek reakcję, jednak nic podobnego nie miało miejsca.
Angel jęknęła, tym razem aż wzdrygając się przez nadmiar emocji.
– Przestań! – wyrwało jej się.
Brwi nieznajomej powędrowały ku górze. Wyraz twarzy nie zmienił się, a może to ona nie była w stanie dostrzec niczego w nieludzkiej twarzy i spojrzeniu pary intensywnie czarnych oczu.
– To nie jest istotne – oznajmiła w końcu kobieta. Kolejny raz wydała się Angel obojętna, wręcz znudzona.
– Kim jesteś? – zniecierpliwiła się.
Istota wzruszyła ramionami.
– Nikim.
Mniej więcej wtedy Angel doszła do wniosku, że na domiar złego jednak trafi ją szlag. Tym razem gniew był o wiele bardziej wyrazisty i silniejszy, niż gdy Shadow wytrącił ją z równowagi, tak po prostu stwierdzając, że gdzieś w okolicy znajdowało się miasto.
– Co tutaj robisz? – nie dawała za wygraną. Zrobiła krok naprzód, mimo obaw spoglądając swojej rozmówczyni prosto w oczy.
– Nic wartego uwagi.
– Więc dlaczego mi pomogłaś? – obruszyła się, chociaż czuła, że ta rozmowa prowadziła donikąd. – To miejsce…
– Również nie jest warte uwagi – przerwała kobiet. Na dłuższą chwilę zamilkła, jakby się nad czymś wahając. Jej spojrzenie wciąż było skupione na Angel. – Na dole niczego nie ma.
– Skąd mogę wiedzieć, skoro nie pozwalasz mi sprawdzić.
Nie odpowiedziała. W zamian ledwo zauważalnie potrząsnęła głową.
– Na dole niczego nie ma – powtórzyła z uporem. – Na tym świecie niczego nie ma – dodała łagodnie.
Coś w tych słowach sprawiło, że włoski na ramionach i karku Angel jak na zawołanie uniosły się ku górze. Momentalnie zrobiło jej się zimno, zaraz też zapragnęła wycofać się, zaniepokojona tym, jak blisko tej kobiety się znalazła.
– Posłuchaj… – Przełknęła z trudem. Ucisk w gardle przybrał na sile. – Muszę dotrzeć do miasta. Jest ktoś, kogo chcę znaleźć.
– Więc idź – odpowiedziała bez wahania kobieta. – Skoro masz cel, dlaczego tkwisz tutaj?
Angel puściła jej pytanie mimo uszu. Nie miała pojęcia, co myśleć o słowa i zachowaniu kobiety, ale czuła się tak, jakby za moment miała dostać przez nią szału. Jakby tego było mało, uprzytomniła sobie, że taki stan na swój sposób jej odpowiadał. Wydawał się dobry, a przy tym o wiele bardziej prawdziwy niż wszystko inne. Była zła i naprawdę to czuła, choć jeden raz nie mając wrażenia, że wszelakie bodźce dochodziły do niej jakby zza grubej szyby. Co ważniejsze, w końcu przestała się bać – choćby i na chwilę, ale na dobry początek musiało wystarczyć.
Raz jeszcze zmierzyła nieznajomą wzrokiem. Ta obojętność raz po raz wytrącała ją z równowagi, bynajmniej nie dlatego, że zachowanie kobiety było irytujące.
Najgorsze w tym wszystkim wydało się Angel to, że przez całe tygodnie zachowywała się podobnie.
– Kim… jesteś? – zaryzykowała, chociaż nagle zwątpiła w to, czy chciała poznać odpowiedź.
Istota drgnęła, jakby wyczuła zmianę w jej postawie i tonie. Angel była gotowa przysiąc, że przez jej twarzy przemknął cień, chociaż trudno było to jednoznacznie stwierdzić.
– Może nikim – stwierdziła beznamiętnym tonem. – A może negatywem.
W tamtej chwili serce podeszło dziewczynie aż do gardła. Podobna myśl przyszła jej do głowy, ale niemożliwym było, żeby ta istota mogła ją poznać. Przynajmniej w tamtej chwili nie chciała przyjąć takiej możliwości do świadomości.
To się nie dzieje. Nie jest możliwe…
Tkwiły naprzeciwko siebie, uważnie mierząc się wzrokiem. Cała pewność siebie, którą przez moment czuła Angel, zniknęła równie nagle, co wcześniej się pojawiła.
Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, na ustach nieznajomej pojawił się blady uśmiech.
– Szukałaś miasta, więc idź. Nie wątpię, że Bloodwell na ciebie czeka – powiedziała, jak gdyby nigdy nic przerywając milczenie. – To – wymownie zerknęła na schody – nie jest miejsce, w którym chcesz się znaleźć.
W pierwszym odruchu miała ochotę zaprotestować albo zacząć wypytywać, ale nie zrobiła tego. Dla pewności odsunęła się od schodów, z obawą spoglądając w ziejącą ciemność, w którą prowadziły.
– Znasz Bloodwell? – zapytała w zamian.
– Znam lepiej niż ona mnie – oznajmiła istota, ale bez większego przekonania. – A może i nie?
Angel zacisnęła usta.
– A kogoś imieniem Shadow? – odezwała się ponownie, chociaż kolejne słowa z trudem przechodziły jej przez usta. Z obawą powiodła wzrokiem dookoła, niemalże spodziewając się dostrzec gdzieś w pobliżu postać w czarnej pelerynie i o lśniących, intensywnie zielonych oczach. – Słyszałaś o nim?
– Nie sądzę, żebym powiedziała ci więcej, niż sama w tej chwili wiesz.
A skąd, do cholery, możesz wiedzieć, co takiego wiem?!
Nie doczekała się odpowiedzi. Samej sobie nie potrafiła odpowiedzieć czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie.
– To nie jest… – zaczęła, ale zaraz urwała, widząc jak kobieta odwraca się na pięcie, bezszelestnie oddalając w swoją stronę. W tamtej chwili aż nadto przypominała Angel ducha. – Poczekaj! Porozmawiaj ze mną, bo…
– Nie jestem kimś, z kim mogłabyś się targować – odparł obojętnym tonem negatyw. – Ze mnie już i tak nie pozostało nic. Z tego świata również… A może? – Nagle zatrzymała się, wciąż zwrócona do Angel plecami. Lekko wzruszyła ramionami, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. – Ten świat jest pusty i to od dawien dawna. Nie wierzę w to, by dało się coś z tym zrobić, nieważne jak bardzo Bloodwell by tego chciała.
– Ale…
– Ja już skończyłam – ucięła kobieta. Do jej głosu po raz pierwszy wkradła się stanowczość. – Nie zawracajcie sobie mną głowy. Wystarczy, byś spojrzała na niebo – dodała, dla pokreślenia swoich słów unosząc głowę. – Każdy impas kiedyś się kończy. A wtedy… Przecież prędzej czy później i tak w końcu nadejdzie północ, prawda?
Wraz z tymi słowami, nie czekając nawet na odpowiedź albo jakąkolwiek reakcję ze strony Angel, po prostu odeszła.
Hm… Po prostu to tutaj zostawię, okej? :D Nie pytajcie o wyjaśnienia, bo nie chcę nic obiecywać. Ale na spekulacje zawsze jestem gotowa, więc śmiało – zwłaszcza że dopiero teraz pojawił się cały komplet postaci. Czy tym coś rozjaśniłam? Szczerze wątpię, ale za to ładnie (w moim przekonaniu) zamknęłam fazę trzecią. „Targowanie się” dobiegło końca.
Dziękuję za obecność i komentarze, to bardzo motywuje. ^^ Na razie Was z tym zostawiam i do napisania!

13 sierpnia 2018

Rozdział XVII


Zdławiony szloch wyrwał się z jej gardła. Początkowo próbowała się powstrzymywać, zupełnie jakby w każdej chwili ktoś mógł ją usłyszeć i stać się świadkiem tej słabości, ale z czasem zrozumiała, że to bez sensu. Las był opustoszały – martwy jak i ona, chociaż z uporem odsuwała od siebie tę myśl. Oszukiwała samą siebie, odmawiając połączenia w sensowną całość tego, co już na samym wstępie powiedział jej Shadow.
Potarła wewnętrzną część nadgarstków, gotowa przysiąc, że skóra w tamtym miejscu nieprzyjemnie mrowi. Napięła i zaraz rozluźniła miejsce, próbując w ten sposób pozbyć się niechcianego odczucia, ale to nie zniknęło. W zamian poczuła się tak, jakby ktoś wstrzyknął jej do krwiobiegu gorącą wodę. Skrzywiła się, świadoma wyłącznie przybierającego na sile pulsowania, które w krótkim czasie zaczęła odczuwać nie tylko w nadgarstkach, ale całych przedramionach.
Angel zamrugała, próbując odzyskać ostrość widzenia. Oddychała szybko i płytko, walcząc z przybierającą na sile słabością. Nagle uprzytomniła sobie, że balansowała gdzieś na granicy jawy i snu, bliska tego, by stracić przytomność. Z jękiem wplotła palce we włosy, lekko szarpiąc za poplątane loki. Obraz znów się zamazał, ale tym razem nie była pewna czy to wina słabości, czy wciąż napływających do oczu łez. Niczego już nie wiedziała, zagubiona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. W ułamku sekundy zapragnęła krzyczeć – zrobić cokolwiek, byleby przerwać napierającą ze wszystkich stron ciszę. Miałą wrażenie, że w innym wypadku zwariuje, o ile już teraz nie była szalona. Możliwe, że właśnie tak było, zwłaszcza że normalna osoba nigdy nie próbowałaby odebrać sobie życia.
– Shadow…
Tym razem już właściwie poruszyła ustami. Nie było go i choć w ostatnim czasie samą bliskością napawał ją przerażeniem, wszystko wydawało się lepsze od samotnego tkwienia w samym środku opustoszałego lasu. Czuła się samotna, przerażona i tak bardzo pusta, że to wręcz bolało. Gdyby miała wybierać, wolałaby mierzyć się z rozgniewanym, milczący Shadowem – nawet tym, którego widziała na placu miasta, kiedy to dotarło do niej, że mężczyzna mógłby okazać się zdolny kogoś skrzywdzić.
Nawet gdyby znów się na nią złościł, trwając tuż obok w ciszy i sprawiając chętnego, by tak po prostu odejść…
Miała wrażenie, że się dusi. Z jękiem ukryła twarz w dłoniach, drżąc i już nawet nie próbując powstrzymywać szlochu. Płacz nie pomagał, ale w tamtej chwili Angel było wszystko jedno, zresztą dźwięk własnego głosu wydał jej się na swój sposób kojący. Nie miało znaczenia, czy w ten sposób mogła zwrócić na siebie uwagę czegoś, co kryło się między drzewami. Shadow sugerował, że w gęstwinie mogło kryć się coś, czego nie chciała spotkać, ale to również nie było ważne. Jeśli groziło jej niebezpieczeństwo, to trudno – zwłaszcza że wylądowała w tym miejscu na własne życzenie.
Ale tu nic nie ma. Ten świat jest pusty, martwy… Ja jestem martwa.
Zadrżała w odpowiedzi na własne słowa. Przerażały ją, choć nie tak jak świadomość, że mogłyby być prawdziwe. W gruncie rzeczy jakaś jej cząstka wiedziała, że właśnie w ten sposób prezentowała się rzeczywistość. Przez cały ten czas trwała w iluzji, uciekając przed prawdą i kryjąc się za obojętnością, ale to a dłuższa metę prowadziło donikąd.
A jednak z jakiegoś powodu nie dowierzała. Czy byłaby w stanie zrobić… coś takiego? Machinalnie powiodła koniuszkiem palca po wciąż wrażliwej skórze nadgarstków. Przez myśl przeszło jej, że dla najlepszego efektu wypadałoby pociągnąć ostrzem po całej długości, nie tylko od lewej do prawej. Gdzieś chyba to słyszała, a może wyczytała, zwłaszcza że zawsze ciągnęło ją do książek. Zresztą kto miałby jej powiedzieć, w szczególności coś takiego? Po co rozmawiać z kimś tak bardzo pustym w środku, tak samotnym…
Nie, nie, nie, nie, nie…
Mocniej szarpnęła za włosy, obojętna na ból. Znów poczuła rozchodzące się po ciele ciepło, jednak tym razem wydało jej się mniej uciążliwe – wręcz przyjemne, chociaż to wydawało się z jakiegoś powodu nienaturalne. Skuliła się, zaciskając powieki i niemalże dotykając policzkiem usłanej liśćmi i suchymi gałązkami ziemi. Przez moment była świadoma wyłącznie zapachu gleby i otaczających ją drzew, choć i ta mieszkanka jawiła się jako dziwnie odległa i jakby nierzeczywista. To wszystko takie było – cały ten świat, zawieszony gdzieś w pustce i martwy pod każdym możliwych względem.
Ucisk w gardle przybrał na sile, nie pozwalając jej złapać tchu. Już nie płakała, w zamian spazmatycznie chwytając powietrze i próbując zachować przytomność. Czuła, że niewiele brakowało, by jednak zapadła się w pustkę – że wystarczył jeden nieostrożny krok. Musiała po prostu odpuścić, a jednak z jakiegoś powodu nie potrafiła się na to zdobyć. Choć perspektywa zamknięcia oczu i odcięcia od wszystkiego, co działo się w jej wnętrzu, wydawała się nader kusząca, coś ją w niej przerażało. Gdyby miała ot tak to zakończyć, wtedy wydarzyłoby się coś bardzo, ale to bardzo złego. Była tego pewna, a już na pewno nie miała odwagi, by sprawdzać co.
Wbiła palce w ziemię, lekko ją rozgrzebując. Miała wrażenie, że jej ciało waży tonę, lgnąc ku dołowi. Zupełnie jakby zapadała się coraz niżej i niżej, podczas gdy całe ciało samoistnie rozluźniało się, poddając wszechogarniającej słabości. Co więcej, była pewna, że już kiedyś tego doświadczyła, choć nie miała pojęcia kiedy i z jakich okolicznościach. To zresztą nie brzmiało jak coś, co mogłoby mieć większe znaczenie. Wiedziała jedynie, że dryfowała, a skoro tak…
Ciepła woda. Palenie w nadgarstkach. Uczucie odprężenia. Przez krótką chwilę była w stanie skupić się tylko i wyłącznie na tym.
Gdzieś w jej umyśle zaczął powstawać znajomy obraz – efekt łączenia ze sobą poszczególnych faktów – a jednak wciąż nie potrafiła skupić się na tyle, by dojrzeć całość. Może tak naprawdę nie chciała, instynktownie wciąż odpychając od siebie to, o czym wiedziała, że mogłoby okazać się prawdą. Poszczególne obrazy i myśli mieszały się ze sobą, przypominając niezrozumiały bełkot, nie zaś coś, co miałaby szansę zrozumieć. Zresztą nie chciała próbować. Była zbyt zmęczona i zdezorientowana, by sobie na to pozwolić.
Słabość przybrała na sile, ale tym razem Angel nie próbowała z nią walczyć. Ten stan wcale nie był aż taki zły. W gruncie rzeczy była gotowa przysiąc, że już kiedyś tego doświadczyła. Co prawda to równie dobrze mogło okazać się wyłącznie wytworem jej wyobraźni, ale to już jej nie obchodziło. Przez krótką chwilę  nic się nie liczyło, ale to wydawało się jak najbardziej właściwe. Nie miała nic przeciwko, skoro dzięki temu czuła się dobrze.
Właśnie tego chcesz? Dlaczego za każdym razem wracasz do punktu wyjścia, An…?
Z jakiegoś powodu nie potrafiła dokończyć tej myśli. Co więcej, z jakiegoś powodu zwątpiła w to, czy ta w ogóle należała do niej. Była odległa i obca, jakby ktoś siedział tuż obok niej, szepcąc wprost do ucha. Przez moment miała wręcz ochotę roześmiać się histerycznie, porażona taką perspektywą. Jeśli to nie było idealnym dowodem na to, że jednak zwariowała, co w takim razie potwierdzało ten stan?
Jakby to miało znaczenie…
– Angel, proszę – doszło ją jakby z oddali, ale równie dobrze mogła sobie wyobrazić ten głos.
A jednak wydawał się znajomy, jak i wszystko to, czego doświadczyła wcześniej. Pragnęła się go uczepić, prawie jak kotwicy, która miałaby szansę doprowadzić ją do wyjścia. To było tak, jakby znaleźć światło po długich godzinach błądzenia w mroku – choćby małą iskierkę, bo i tak bez wątpienia wyróżniałaby się na tle wszechogarniających ciemności.
Prawie jak wtedy, gdy Shadow znalazł ją w podziemiach i wyprowadził na zewnątrz…
– Nie mogę… – szepnęła tak cicho, że ledwo mogła samą siebie zrozumieć. Mimo wszystko nawet w ten sposób słowa zabrzmiały nienaturalnie w panującej ciszy. – Proszę…
Nie miała pojęcia do kogo i w jakim celu się zwracała. Nie rozumiała niczego, wciąż balansując gdzieś na granicy jawy i snu. Z wysiłkiem przymusiła się do zaciśnięcia dłoni w pięść, paznokciami jeszcze bardziej rozgrzebując ziemię. Walczyła ze słabością i samą sobą, nagle czując potrzebę, by podnieść się i ruszyć dalej, to jednak nadal wydawało się Angel czystą abstrakcją. Błądziła już tyle czasu, że na myśl o kolejnych godzinach robiło jej się słabo.
Mocniej zacisnęła powieki. Przed wyjściem z domu, była zdecydowana. Chciała dotrzeć do miasta, odnaleźć Bloodwell i w końcu zrozumieć, a jednak kiedy przyszło co do czego…
Utraciła coś. Coś bardzo ważnego, o co powinna dbać.
Utraciła coś, co…
Nagle zrozumiała.
Nadzieja, która przez jakiś czas jej towarzyszyła, zniknęła równie nagle, co się pojawiła – i to w tym wszystkim bolało Angel najbardziej.
Wtuliła policzek w ziemię, zrezygnowana. To nie tak. To nie powinno być tak, pomyślała, ale nie potrafiła wykrzesać z siebie choćby odrobiny pewności siebie, a tym bardziej uwierzyć we własne słowa. Zresztą była taka bardzo zmęczona, że nawet zebranie myśli jawiło jej się jako coś niemożliwego do realizacji.
– Chcę tylko odpocząć… Tylko chwilę odpocząć – wykrztusiła z trudem i tym razem jej głos zabrzmiał niemalże błagalnie. Zupełnie jakby ktoś słuchał… – Obiecuję, że spróbuję jeszcze raz, ale… muszę odpocząć.
A potem wszystko w końcu zniknęło i dookoła była już wyłącznie pustka.
Kiedy znów otworzyła oczy, dookoła panował spokój. Wciąż leżała na ziemi, czując zapach gleby i nieprzyjemny sposób, w jaki drobne gałązki i igły drzew wbijały jej się w skórę. Przez chwilę trwała w bezruchu, nasłuchując i próbując zrozumieć, co się stało. Przez krótką chwilę mętlik w głowie utrudniał zrozumienie, ale po chwili przysłaniająca jej umysł mgiełka zniknęła i wszystko stało się jasne.
Poderwała się gwałtownie, wspierając na rękach, by po chwili z trudem stanąć na nogi. W pierwszym odruchu zachwiała się i dla pewności chwyciła kory najbliższego drzewa, żeby nie upaść. Wciąż czuła się dziwnie roztrzęsiona, ale przynajmniej zmęczenie minęło. Już nie czuła strachu, a tym bardziej potrzeby, żeby płakać. Obiecałam, przeszło przez myśl. Uczepiła się tego krótkiego słowa, zupełnie jakby tylko ono czyniło jasnym wszystko, co działo się wokół niej. To nic, że jak przez mgłę pamiętała to, jak błądziła, szukając wyjścia z gęstwiny tak długo, aż opuściły ją siły i jakakolwiek motywacja, żeby iść dalej.
Z wahaniem powiodła wzrokiem dookoła. Była sama, ale z jakiegoś powodu taki stan wydał się Angel czymś nienaturalnym. Ile czasu minęło, odkąd straciła przytomność? To mogły być minuty, ale też godziny – nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić. Fakt, że pozycja słońca się nie zmieniała, a las wyglądał równie niepokojąco co zawsze, niczego nie ułatwiał, wręcz podsycając odczuwaną przez dziewczynę dezorientację.
Nie miała pewności, co skłoniło ją, by ruszyć dalej. Po prostu to zrobiła, bez pośpiechu stawiając kolejne kroki – początkowo bardzo ostrożnie, póki nie nabrała pewności, że trzymała się na nogach wystarczająco pewnie, by znów nie upaść. Palcami przeczesała włosy, wytrząsając z poplątanych loków leśne pamiątki. Otrzepała dłonie, mimochodem zauważając, że miejscami zdążyła zetrzeć skórę, ale to nie miało dla niej znaczenia. Jak gdyby nigdy nic otarła ręce o spodnie, skupiając się na dalszym marszu i starając nie myśleć o tym, co działo się wokół niej.
To nic, jeśli była sama. Przywykła do tego, zresztą nagle poczuła się dzięki temu dziwnie spokojna. Gdzieś w pamięci dziewczyny majaczyło wspomnienie czyjegoś głosu – z jakiegoś powodu znajomego, choć nie przypominała sobie, kiedy i gdzie mogłaby go słyszeć. Z równym powodzeniem mógł okazać się wytworem jej wyobraźni, ale i tego nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić. Nie była w stanie nawet przypomnieć sobie poszczególnych słów, które miałaby wtedy usłyszeć, jednak z jakiegoś powodu wspomnienie tego szeptu było dla niej wystarczająco ważne, by przymusić ją do ruszenia w dalszą drogę.
Tym razem czuła się spokojniejsza. Co prawda jakaś jej cząstka wciąż była przerażona i chciała nawoływać Shadowa, ale Angel stanowczo nakazała jej się zamknąć. Wiedziała przecież, że on nie przyjdzie, nawet jeśli znajdował się w pobliżu. Była tego dziwnie pewna, choć w chwili, w której zaczęła się nad tym zastanawiać, jak na zawołanie przypomniała sobie również ich pocałunek – tak bardzo zaborczy i pozbawiony jakichś cieplejszych uczuć. „Jesteś moja” – zakomunikował jej wtedy, a jednak kiedy przyszło co do czego, tak po prostu uciekła, lądując w samym środku nicości. Dlaczego miałby się nad nią litować, skoro na własne życzenie złamała reguły, które próbował ustalić już na samym początku ich znajomości.
Wcale nie potrzebuję Shadowa.
A jednak pomimo tego, że przez moment była skłonna uwierzyć, że to prawda, jednocześnie miała wrażenie, że okłamywała samą siebie.
Dookoła wciąż panowała cisza, ale ta już nie wydawała się Angel aż tak niepokojąca. Skupiała się na własnym oddechu i sposobie, w jaki ściółka chrzęściła pod jej stopami. Chociaż gęstwina nadal sprawiała wrażenie nienaturalnie cichej i jakby pozbawionej życia, taki stan – przynajmniej tymczasowo – zaczął jawić się dziewczynie jako coś znośnego. Co prawda czułą się przy tym tak, jakby okłamywała samą siebie, ale wszystko było lepsze, niż gdyby miała zacząć popadać w szaleństwo.
Nogi same poprowadziły ją w odpowiednim kierunku – o ile taki w ogóle istniał. Chciała dotrzeć do miasta i wierzyła, że to gdzieś tam jest, niemniej wcale nie była taka pewna, czy to najlepszy z możliwych pomysłów. W jakimś stopniu obawiała się, że popełniała błąd. Spotkanie z Bloodwell samo w sobie jawiło jej się jako coś co najmniej ryzykownego, a jednak…
Nagle zesztywniała, zaniepokojona. W gruncie rzeczy ciało Angel zareagowało instynktownie, na moment wybijając dziewczynę z rytmu. Niewiele brakowało, by znów wylądowała na ziemi, ale w porę zdołała odzyskać równowagę. Zastygła w bezruchu, nasłuchując i samej sobie próbując wytłumaczyć, co podkusiło ją, by postąpić w ten sposób. Nie kryjąc obaw, powiodła wzrokiem dookoła, podczas gdy serce zaczęło trzepotać jej się w piersi tak szybko i rozpaczliwie, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz i gdzieś uciec.
Poczucie bycia obserwowaną pojawiło się nagle. Z drugiej strony, być może wyczuła, że nie jest sama już wcześniej, chociaż wtedy nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Zawahała się, w pierwszym odruchu wciąż gotowa zaprzeczyć temu, co podsuwały jej zmysły, w zamian gotowa zrzucić wszystko na przewrażliwienie, jednak wszelakie wątpliwości zniknęły w chwili, w której usłyszała ciche, zmierzające w jej stronę kroki.
Angel gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc. Wstrzymała oddech, bojąc się choćby poruszyć, a tym bardziej wydać jakikolwiek dźwięk. Wystarczyło, że serce zdradziecko tłukło jej się w piersi, uderzając szybciej i szybciej. W tamtej chwili żałowała, że nie była w stanie w żaden sposób zapanować nad nieszczęsnym narządem, wręcz gotowa przysiąc, że ten pracował tak głośno, że nie tyko ona mogła go usłyszeć. W takiej ciszy nawet pulsowanie krwi w żyłach wydawało się nienaturalnie, przypominając raczej wystrzał, aniżeli dźwięk, który w normalnym wypadku uznałaby za coś pozbawionego znaczenia.
Kroki przyśpieszyły, choć przynajmniej intruz nie próbował biec. Chociaż trudno było jej jednoznacznie stwierdzić skąd nadchodził i gdzie zmierzał, z jakiegoś powodu nie miała wątpliwości, że podążał za nią. Pomimo tego, że zaledwie chwilę wcześniej była gotowa zrobić wszystko, by ktoś ją odnalazł, w chwili, w której pojawiła się taka możliwość, Angel zaczęła wpadać w panikę. Zadrżała, z trudem powstrzymując się przed rzuceniem do panicznej ucieczki, zbyt roztrzęsiona, by zaryzykować rychły upadek. Wtedy jak nic ściągnęłaby na siebie uwagę kogoś, kogo nie chciała, a na to zdecydowanie nie mogła sobie pozwolić.
Problem polegał na tym, że tkwiąc w miejscu również aż prosiła się o to, żeby intruz ją znalazł.
Shadow… To może być Shadow?, pomyślała, próbując się uspokoić i myśleć logicznie. Z wolna wypuściła powietrze, dłużej nie będąc w stanie wstrzymywać oddechu. Próbowała wziąć się w garść i zacząć zachowywać rozsądnie, raz po raz przekonując samą siebie, że tak naprawdę wcale nie miała powodów do obaw.
Możliwe, że jednak zaczął jej szukać. Była przewrażliwiona i tak bardzo rozchwiana emocjonalnie, ale to nie zmieniało faktu, że Shadow o nią dbał. Gdyby chciał, żeby zginęła, nie wysilałby się i nie zabrał jej do domu. To, że mógłby się pojawić, wydawało się dość logiczne, a jednak…
Nie.
Dreszcz wstrząsnął całym jej ciałem. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co robi, odwróciła się na pięcie i na oślep rzuciła w gęstwinę. Starała się patrzeć pod nogi i skupić na wymijaniu kolejnych przeszkód, ale to okazało się o wiele trudniejsze, niż mogłaby podejrzewać. Zwłaszcza w chwili, w której zmierzające w jej stronę kroki przyśpieszyły, a strach chwycił Angel za gardło, jakiekolwiek próby skupienia zachowania zdrowego rozsądku okazały się niemożliwe.
Przyśpieszyła próbując ignorować strach przed upadkiem. Cokolwiek za nią podążało, nie chciała tego spotkać. Wszystko w niej aż krzyczało, że powinna trzymać się z daleka od… tego czegoś, czymkolwiek by nie było. W pewnym momencie przestała zwracać uwagę nawet na to, czy wciąż słyszała za sobą kroki. Z łatwością wyobraziła sobie podążający za nią cień – postać w ciemnej pelerynie i o intensywnie zielonych oczach. Nie miała odwagi obejrzeć się przez ramię i sprawdzić, czy intruz znajdował się na tyle blisko, by mogła go dostrzec, ale to nie przeszkadzało Angel w snuciu domysłów. Wizja, którą podsuwał jej umysł, na krótką chwilę przysłoniła wszystko inne, nie pozwalając skupić się na podsuwanych przez zmysły bodźcach. Również palenie w płucach, które poczuła po pewnym czasie, nie okazało się aż tak uciążliwe, jak mogłaby się tego spodziewać.
W tamtej chwili wiedziała jedynie, że powinna biec i nie oglądać się za siebie.
Niecierpliwymi ruchami odgarniała nisko zawieszone gałęzie, chcąc utorować sobie drogę. Już dawno straciła z oczu jakąkolwiek ścieżkę, po prostu klucząc między drzewami i modląc o jakiekolwiek oznaki tego, że gdzieś w pobliżu jednak znajdowało się miasto. Szukała czegokolwiek, co miałaby szansę uznać za zwiastun względnie bezpiecznego miejsca, choć to brzmiało trochę jak pogoń za snem. Chociaż ta perspektywa wydawała się co najmniej przerażająca, Angel szczerze wątpiła, by w całym tym dziwnym świecie istniało cokolwiek, co miałoby szansę przynieść jej jakże upragnione ukojenie. Co prawda przez jakiś czas w ten właśnie sposób działał na nią Shadow i dom, w którym razem mieszkali, a jednak teraz…
Przyśpieszyła, pomimo tego że nie sądziła, że będzie do tego zdolna. Uciekała, przed oczami wciąż mając wyobrażenie postaci w pelerynie – kogoś o zielonych, hipnotyzujących oczach. I choć wiedziała, czyją twarz zobaczyłaby pod kapturem, nie chciała przyjąć do siebie tej myśli. Tego, że szmaragdowe tęczówki nagle miałyby się okazać jej zgubą, tym bardziej.
Ale przecież ja już od dawna jestem zgubiona…
Już sama nie była pewna przed kim albo przed czym uciekała. Przez krótką chwilę liczył się wyłącznie bieg – paniczka ucieczka, byleby tylko miała szansę zaleźć się jak najdalej od niebezpieczeństwa, którego nie potrafiła nazwać. Obojętna na zmęczenie i coraz bardziej obolałe, protestujące przed narzuconym tempem mięsnie, jeszcze przez dłuższą chwilę błądziła pomiędzy drzewami, świadoma wyłącznie tego, że musi biec dalej. Jak najdalej.
Początkowo nawet nie zarejestrowała momentu, w którym drzewa się rozstąpiły. Zanim zdążyła choćby się zastanowić, dookoła zrobiło się jaśniej.
Zaraz po tym potknęła się, boleśnie lądując na ziemi.
Jęknęła, w pośpiechu próbując poderwać się na równe nogi. Z bijącym sercem uniosła głowę, coraz bardziej spanikowana…
A potem zamarła, już tylko bezmyślnie wpatrując się w to, co miała przed sobą.
Rozpoznała to miejsce.
Mnie nie pytajcie, ja nie wiem. Popłynęłam, ale to w przypadku tego opowiadania nic nowego. Ta perełka od Lucasa Kinga jedynie dopełniła dzieła, a przynajmniej ja tak sądzę.
Jakieś podejrzenia co do miejsca, w którym wylądowała Angel? Jeśli nie, przynajmniej na to jedno pytanie odpowiedź przyjdzie już w kolejnym rozdziale. Ja tymczasem dziękuję za obecność, zostawiam Was z tym i odmeldowuję się. ^^

21 lipca 2018

Rozdział XVI


Z bijącym sercem wyjrzała na korytarz. Cisza miała w sobie coś kojącego, ale w tamtej chwili Angel wydała się co najmniej podejrzana. Oddychała szybko i płytko, co jedynie wszystko pogarszało, zwłaszcza że każdy, nawet najbardziej subtelny dźwięk, przypominał wystrzał. To, że dodatkowo niespokojnie wodziła wzrokiem na prawo i lewo, jedynie pogarszało sytuację, sprawiając, że czuła się, jakby właśnie robiła coś złego.
Nigdzie nie widziała Shadowa. Chciała wierzyć, że był w swoim gabinecie, zajęty swoimi sprawami, ale nie miała odwagi tego sprawdzić. Uświadomiła sobie, że nie była w tamtym pokoju ani razu, choć już pierwszego dnia zapewnił ją, że w każdej chwili mogła tam przyjść, jeśli chciała się z nim zobaczyć. Nie zrobiła tego, bo tak naprawdę nie chciała, teraz zaś nie wyobrażała sobie, że miałaby ot tak do niego pójść – i to niezależnie od intencji, które miała.
Wydarzyło się dość, by chciała trzymać się od opiekuna z daleka. Machinalnie przesunęła językiem po ustach, nie pierwszy raz mając wrażenie, że wargi mrowiły nieprzyjemnie. Wspomnienie pocałunku czasem wracało, choć zdecydowanie nie chciała go rozpamiętywać. Nie chodziło o to, że czuła się jakkolwiek skrępowana z tego powodu, choć bez wątpienia mogła. Problem leżał w emocjach, których doświadczyła zarówno w salonie, jak i w chwilach, gdy jednak decydowała się wrócić pamięcią do tamtej chwili.
Nie chciała tego.
A tym bardziej nie zamierzała pozwolić sobie na rozpamiętywanie sposobu, w jaki Shadow wydawał się wtedy nad nią dominować, bardziej niepokojący i niebezpieczny niż kiedykolwiek wcześniej.
Przełknęła z trudem, czując nieprzyjemny ucisk w gardle. Nawet to wydawało się zdecydowanie zbyt głośne, a Angel raz jeszcze rozejrzała się dookoła, niemalże spodziewając się, że ktoś będzie ją obserwował. Nie, wcale nie zachowujesz się podejrzanie, pomyślała z przekąsem, próbując wziąć się w garść, ale wciąż tkwiła w progu swojej sypialni, niespokojnie obserwując otoczenie.
Czuła, że to nie był dobry pomysł. Miała wrażenie, że igrała z ogniem, ale z drugiej strony… Jaki miała tak naprawdę wybór? Od chwili wizyty w mieście, rozmowa z Bloodwell nie dawała jej spokoju. Żałowała, że wszystko potoczyło się w taki sposób – pojawienie tamtej dziewczynki i to, że wrzuciła się małej na ratunek. Co prawda gdyby musiała znów wybierać, postąpiłaby w ten sam sposób. Była tego pewna i nawet nieprzyjemne pieczenie powoli gojącego się rozcięcia na skórze nie było w stanie sprawić, by zmieniła zdanie.
Nie zmieniło to jednak faktu, że gdyby nie ten incydent, miałaby więcej czasu na rozmowę z tamtą kobietą. To nic, że wtedy nie miała pojęcia, z kim tak naprawdę miała do czynienia. Mimo wszystko chciała wierzyć, że gdyby dłużej posiedziały przy tej fontannie, Bloodwell powiedziałaby jej coś istotnego. Na pewno wiedziała o Shadowie więcej, niż sam zainteresowany mógłby sobie życzyć i to wystarczyło, by rozbudzić zainteresowanie Angel.
To również wydało się dziewczynie czymś nowym i na swój sposób niesamowitym. Coraz częściej doświadczała emocji, które do tej pory próbowała trzymać na dystans. Miała wrażenie, że w jednej chwili wybudziła się ze snu – a może raczej była bliska tego, by tego dokonać. Co prawda mogła tylko zgadywać, co wydarzyłoby się w chwili, w której by na to pozwoliła, ale nie chciała o tym myśleć. Wiedziała jedynie, że spotkanie z Bloodwell i sposób, w jaki o tamtej chwili zaczęła spoglądać na Shadowa, zmienił wystarczająco wiele, by powrót do wcześniejszego stanu nie był możliwy. To było niczym impuls, który wyrwał ją z marazmu, zmuszając do działania. Sen (albo i nie?), którego doświadczyła wkrótce po tym, jedynie to spotęgował.
Machinalnie wsunęła dłoń do kieszeni, nie pierwszy raz sprawdzając, czy miała przy sobie różane płatki. Było coś kojącego w ich obecności i to pozwoliło Angel choć odrobinę się rozluźnić. Mimo obaw, z wolna ruszyła przed siebie, wcześniej ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Ostrożnie stawiała kolejne kroki, zważając na każdy krok, zupełnie jakby jeden nieostrożny ruch mógł sprowadzić na nią nieszczęście. Z obawą obejrzała się przez ramię, by spojrzeć nie tylko na drzwi swojej sypialni, ale również tę cześć hallu, w której mieściły się zamknięte pomieszczenie – w tym również te, które zdążyły ją przerazić. Nie miała pewności, czego tak naprawdę się spodziewała, ale odpowiedziała jej cisza i nienaturalny wręcz spokój, to jednak wydało się Angel właściwe.
Odetchnęła, nagle uspokojona. Gdyby postępowała niewłaściwie, już by o tym wiedziała. Być może to nie miało sensu, ale tak właśnie czuła.
Chciała wierzyć, że Shadow faktycznie przebywał w swoim gabinecie. Nie wspominał, żeby gdzieś wychodził, a zwykle to robił. Cóż, przynajmniej w teorii, bo nigdy tak naprawdę nie myślała, gdzie przesiadywał, kiedy nie było go gdzieś obok. W gruncie rzeczy przez większość czasu żyli obok siebie – ona przesiadując w bibliotece albo swoim spokoju, z dwojga złego woląc przebywać w nierzeczywistym świecie czytanych kolejno książek.
Z opóźnieniem uprzytomniła sobie, że uciekała. Nie miała pojęcia przed czym i dlaczego, ale liczył się sam fakt, którego przez tyle czasu z uporem nie przyjmowała do wiadomości. Równie oczywiste wydało się Angel to, że nigdy tak naprawdę nie ufała Shadowowi. Czuła się przy nim bezpieczna, bo od chwili przebudzenia był wszystkim, co znała. Zresztą tak jak i ten dom, choć nie w całości – raczej w procencie, który uznawała za właściwy i jak najbardziej wygodny. Taki stan pasował im oboje; akceptacja, która ograniczyła ją pod każdym względem, na pierwszy rzut oka czyniąc wszystko prostym, niż w rzeczywistości było.
Do czasu.
Zacisnęła palce na poręczy schodów, z obawą spoglądając w dół. Próbowała się rozluźnić, raz po raz powtarzając sobie, że tak naprawdę wcale nie musiała zachowywać się jak uciekinierka, ale to okazało się silniejsze od niej. Nie chciała, żeby Shadow ją zauważył. Nie teraz, kiedy wizualnie musiała prezentować się jak siódme nieszczęście, całą sobą dając do zrozumienia, że planowała coś, czego nie powinna. Mógł udawać, że miała swobodę, ale przecież oboje wiedzieli, że tak nie było. Jak długo ograniczała się do czytania książek i siedzenia w pokoju, wszystko było w porządku, ale gdyby spróbowała wyjść…
Najbardziej jednak bała się tego, co czekało na zewnątrz. Jak na ironię przerażała ją perspektywa odrzucenia przez Shadowa – to, że mogłaby zostać sama bez dachu nad głową, na dodatek w świecie, który był jej obcy. Na swój sposób wydawało jej się to egoistycznym powodem, by przez tyle czasu trzymać się blisko kogoś, komu nie ufała, ale co innego mogłaby zrobić?
Z trudem zmusiła się do odrzucenia niechcianych myśli. Wątpliwości zbyt łatwo powracały, a to zdecydowanie nie ułatwiało Angel podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Z duszą na ramieniu ostrożnie zeszła na dół, instynktownie przeskakując te stopnie, o których pamiętała, że skrzypiały pod naciskiem. Wciąż była roztrzęsiona, kiedy w końcu znalazła się na parterze, zaraz też spojrzała w stronę salonu, próbując ocenić, czy to możliwe, by Shadow jednak przesiadywał właśnie tam. Ostatecznie zdecydowała się zajrzeć i odetchnęła, upewniwszy się, że pomieszczenie było opustoszałe. Jedynie niepokojący blask wiecznego zmierzchu wlewał się przez oka, nie pierwszy raz sprawiając, że Angel zaczęła czuć się nieswojo.
Więc jednak gabinet. Musiał być właśnie tam, o ile oczywiście w między czasie nie wyszedł. Chyba nawet wolałaby tę opcję, bo wtedy miałaby szansę nie tylko wyjść, ale również niezauważenie wrócić do siebie. Chcąc nie chcąc wciąż zakładała powrót, mając wrażenie, że to jedyny pewny i stały punkt planu, który ułożyła – o ile oczywiście niespójne myśli, które próbowała zebrać w sensowną całość, nadawały się do określenia w inny sposób, aniżeli szaleństwo albo chaos.
Jej spojrzenie na ułamek sekundy spoczęło na znajomym, prowadzącym wprost do biblioteki korytarzu. Gabinet Shadowa znajdował się tuż obok, gdzieś poza zasięgiem jej wzroku. Źle się z tym czuła, choć taki stan rzeczy na dłuższą metę wydawał się najsensowniejszy. Skoro ona nie mogła go zobaczyć, tym bardziej on nie był w stanie zauważyć jej.
Po prostu wyjdź. Kto zabroni ci wyjść?, warknęła na siebie w duchu. Weź się w garść, do cholery!
Mimo wszystko miała wrażenie, że minęła cała wieczność, zanim w końcu ruszyła się z miejsca. Zaraz po tym całkiem przestała myśleć, niczym w transie kierując się w stronę wyjścia. Główne drzwi nie były zamknięte i nawet nie skrzypnęły, kiedy nacisnęła klamkę. Z jakiegoś powodu poczuła się zaskoczona, niemalże do samego końca spodziewając się oporu. Chyba w jakimś stopniu liczyła, że tak będzie – że znów trafi na zamknięte przejście, co da jej pretekst, by wrócić do pokoju z poczuciem, że zrobiła wszystko, co mogła. Oczywiście byłoby to kłamstwem, ale na tyle sensownym, że może mogłaby w nie uwierzyć.
Zmrużyła oczy. Choć położenie słońca się nie zmieniło, to wydawało się świecić zadziwiająco jasno, wręcz oślepiając. Angel spuściła wzrok, pozwalając, by ciemne włosy opadły jej na twarz, częściowo ją przysłaniając. Zupełnie jakby to wystarczyło, żeby cię ochronić, odezwał się cichy głosik w jej głowie, a serce jak na zawołanie podeszło dziewczynie do gardła. Czuła, jak niepokorny narząd trzepoce się w piersi, uderzając tak szybko i mocno, że ledwo mogła oddychać. Co więcej, była gotowa przysiąc, że szaleńczy puls wystarczy, by jednak zwróciła na siebie uwagę, choć wcale tego nie chciała, jednak nic podobnego nie miała miejsca.
Wciąż była sama, bez choćby mglistego wrażenia, że ktoś mógłby ją obserwować.
Nie zepsuj tego.
Nerwowo napięła mięśnie, sama niepewna, jakim cudem wciąż była w stanie utrzymać się na nogach. Ostrożnie zrobiła krok naprzód, a potem kolejny, szybkim krokiem kierując się ku linii otaczających dom drzew. Nie obejrzała się za siebie, choć miała ochotę to zrobić, zbytnio jednak bała się, że jeśli znów zacznie się wahać, ostatecznie utknie w miejscu, raz a dobrze tracąc całą odwagę. W pamięci wciąż miała słowa Shadowa, który w dość jasny sposób dał jej do zrozumienia, że zapuszczanie się w gęstwinę to zły pomysł. Mogła tylko zgadywać, co takiego miał wtedy na myśl, a tym bardziej czy mówił prawdę, zwłaszcza że przez całą drogę do miasta nie dostrzegła niczego, co mogłaby uznać za potencjalne zagrożenie.
Sądziła, że poczuje ulgę, kiedy w końcu skryją ją drzewa, jednak nic podobnego nie miało miejsca. Instynktownie przyśpieszyła, po chwili niemalże biegnąc, byleby jak najszybciej oddalić się od domu. Już przynajmniej miała pewność, że Shadow – gdziekolwiek był, o ile okna jego gabinetu w ogóle znajdowały się z tej strony budynku – nie będzie miał szans ją zauważyć. Raz po raz potykała się o nierówności terenu, na oślep stawiając kolejne kroki i zwalniając dopiero w chwili, w której omal nie wylądowała na ziemi, zahaczając stopą o coś, czego nawet nie zauważyła.
Serce tłukło jej się w piersi jak szalone, zupełnie jakby chciało wyrwać się na zewnątrz i uciec. Zastygła w miejscu, pochylając się do przodu i wspierając dłonie na udach. Spróbowała uspokoić oddech, zwłaszcza że obraz zaczął rozmazywać jej się przed oczami, a płuca paliły, ale nie była w stanie ot tak się uspokoić. Uświadomiła sobie, że drży, w równym stopniu przerażona, co i podekscytowana tak bardzo, że nie mogła złapać tchu.
Udało się, udało się, udało się…!
Tylko co teraz?
Pytanie, które jak na zawołanie zrodziło się w jej umyśle, skutecznie wytrąciło Angel z równowagi. Raz jeszcze zadrżała, po czym ruszyła w dalszą stronę, coraz bardziej zagłębiając się w gęstwinę. Szła szybko, nie chcąc ryzykować, że jednak mogłaby zawrócić. Przez dłuższą chwilę nie myślała, skupiona wyłącznie na stawianiu kolejnych kroków – na ruchu i unikaniu przeszkód, byleby tylko mieć poczucie, że wciąż posuwała się naprzód. Bała się zatrzymać, a tym bardziej obejrzeć za siebie, wciąż mając poczucie, że tak naprawdę tkwiła w miejscu. Gdyby nagle odkryła, że dom wciąż był tuż za nią, dosłownie na wyciągnięcie ręki…
Niemożliwe.
Nie zmieniało to jednak faktu, że tak naprawdę sama nie wiedziała, co chciała zrobić. Pragnęła dotrzeć do miasta i odnaleźć Bloodwell, to jednak brzmiało sensownie tylko w jej głowie. Do samego końca tak naprawdę nie wierzyła, że zdoła ruszyć się z miejsca. W gruncie rzeczy przez cały czas spodziewała się, że nie zdoła nawet wyjść z domu, a co dopiero dotrzeć do lasu. Jak przez mgłę pamiętała, którędy prowadził ją Shadow, przez co nie mogła pozbyć się wrażenia, że na własne życzenie gotowała sobie godziny błądzenia po pustym, monotonnym lesie. Czuła, że to było głupie, a naprędce sklecony plan nie miał racji bytu już w chwili, w której go wymyśliła, a jednak…
Przyśpieszyła, choć tym razem nie próbowała biec. Z uporem parła przed siebie, z uwaga spoglądając na ledwo widoczną ścieżkę pod stopami. Kiedy szła z Shadowem, również nie widziała wyraźnej drogi. Wiedziała jedynie, że na pewno weszli od tej strony, a potem szli przed siebie. Nie przypominała sobie żadnych skrętów, postojów ani charakterystycznych punktów, bo te z pewnością zwróciłyby jej uwagę. Droga może i była monotonna, ale jednak prosta, przez co szybko straciła orientację. Tak naprawdę to właśnie Shadow stanowił jedyny stały punkt wędrówki, dając Angel poczucie bezpieczeństwa i pewność, że dotrą tam, gdzie powinny. Teraz go nie było i choć od samego początku wiedziała, że będzie musiała znaleźć drogę samo, nagle panika chwyciła ją za gardło, skutecznie wytrącając z równowagi.
Powinna była to przewidzieć. W naturalny sposób wziąć pod uwagę problemy, które wynikały z tego, co planowała zrobić. Sęk w tym, że tak naprawdę do samego końca nie wierzyła, że zdoła posunąć się aż tak daleko.
To, że ostatecznie jednak wylądowała w samym środku lasu, szukając drogi do miasta, dotychczas graniczyło z cudem.
Las wydawał się wręcz nienaturalnie cichy. Raz po raz niespokojnie wodziła wzrokiem na prawo i lewo, próbując zignorować nieustępujące poczucie bycia obserwowaną. Jestem sama. Nikogo więcej tutaj nie ma, pomyślała w rozgorączkowaniu, ale wcale nie poczuła się dzięki temu lepiej. W głowie miała pustkę, co na dłuższą metę również nie pomagało. Próbowała skoncentrować się na kolejno stawianych krokach i tym, by trzymać się raz obranego kierunku, ale to także okazało się o wiele trudniejsze, niż mogłaby się spodziewać. Wszystkie drzewa wyglądały tak samo, a nisko położone gałęzie raz po raz zaplątywały się w jej włosy i szarpały ubranie. Machinalnie starała się je odgarnąć, by utorować sobie drogę, ale szło jej to tak nieporadnie, że w pewnym momencie zrezygnowała, wręcz z obojętnością przyjmując kolejne zadrapania  uderzenia.
Tak naprawdę nie miała pojęcia, gdzie była. Raz jeszcze wysiliła pamięć, usiłując za wszelką cenę wychwycić we wspomnieniach coś, co mogłoby jej pomóc – w końcu coś takiego musiało być! – ale wszystko wydawało się równie monotonne i pozbawione znaczenia. To Shadow ją prowadził. Szedł przodem, wskazując kierunek, którego przez cały ten czas się trzymała. On znał okolicę, czego jednak nie dało się powiedzieć o niej. Swoją drogą, była gotowa przysiąc, że dotychczas droga nie była aż tak trudna i pełna plączących się pod nogami przeszkód. Wrażenie było takie, jakby sama natura zmówiła się przeciwko niej, na wszystkie możliwe sposoby usiłując powstrzymać Angel przed dalszym brnięciem w gęstwinę.
To idiotyczne, warknęła na siebie w duchu.
Ale jakaś jej cząstka wierzyła, że to prawda.
Poczucie dezorientacji przybrało na sile, coraz bardziej mieszając się z paniką. Nerwowo obejrzała się przez ramię, próbując uspokoić się myślą o tym, że przecież mogła w każdej chwili zawrócić. Droga nie była skomplikowana, czyż nie? Cały czas szła przed siebie, co było o tyle prostsze, skoro pozycja słońca tak naprawdę się nie zmieniała. Czerwonawy blask wiecznego zmierzchu walczył z baldachimem liści na jej głową, łagodnie znacząc teren, po którym się poruszała. Co prawda już nie widziała żadnej ścieżki, ale to nie miało znaczenia, bo w końcu  Shadow nie prowadził ją żadną konkretną trasą. Wtedy też miała wrażenie, że zmierzali donikąd, co koniec końców okazało się złudzeniem, bo miasto pojawiło się dosłownie znikąd. Teraz też musiało znajdować się gdzieś na wyciągnięcie ręki, być może tuż przed nią, czekając aż pokona ostatni odcinek i dotrze do celu.
Coś w tym przekonaniu sprawiło, że wciąż była w stanie przeć naprzód. Krok za krokiem, z uporem wmawiając sobie przy tym, że była już blisko. Za wszelką cenę próbowała trzymać się tych resztek nadziei, choć uczucie to wciąż wydawało się Angel czymś nienaturalnym. Było nowe, bardzo kruche i tak delikatne, zadziwiająco wręcz ulotne… Miała wrażenie, że wystarczy chwila nieuwagi, by zniknęło, a ona całkowicie zapomniała, że kiedykolwiek istniało. Tliło się gdzieś w jej wnętrzu, niczym gasnący płomień, który za wszelką cenę pragnęła w sobie zachować.
Z tym, że kolejne sekundy mijały, a ona wciąż tkwiła w środku lasu. Chociaż przekonywała samą siebie, że cały czas parła w jednym kierunku, wcale nie była taka pewna. Gdziekolwiek by nie spojrzała, las wyglądał dosłownie tak samo. Drzewa napierały ze wszystkich stron jednocześnie, aż Angel zaczęła czuć się z tym klaustrofobicznie. Zupełnie jakby ich przybywało – jakby zacieśniały wokół niej krąg, by doprowadzić do stanu, w którym w ogóle przestałaby mieć możliwość ruchu. Coś w tej myśli ją przeraziło, zwłaszcza że nagle była gotowa przysiąc, że zrobiło się ciemniej. W tym miejscu zdecydowanie nie było to normalne, a ona kilkukrotnie zastanawiała się, czy noc w rzeczywistości nie była wyłącznie niemającym jakiekolwiek związku z prawdziwym światem wytworem wyobraźni.
Chwilami niczego już nie była pewna.
Zmęczenie coraz bardziej dawało jej się we znaki. Nie zarejestrowała momentu, w którym zwolniła, po jakimś czasie dosłownie chwiejąc się na nogach. Z uporem szła na przód, choć powoli zaczynało do niej docierać, że to miało równie wiele sensu, co  trwanie w ciemnościach. W jednej chwili te wszystkie wątpliwości wróciły – krążyła bez celu, bezskutecznie szukając ucieczki z pułapki, w którą wpadła na własne życzenie. Gdzieś w tym wszystkim ponownie zgubiła cel i wiarę w to, że kiedykolwiek miałaby go osiągnąć.
W ten sposób skończyłaby, gdyby Shadow nie wyprowadził jej w mroku. Ufała mu czy nie, wciąż pozostawał wszystkim, co tak naprawdę znała i miała w tym świecie. Jak skończona idiotka odrzuciła go, naiwnie wierząc, że poradzi sobie sama. Jakby to w ogóle było możliwe! Jakby w istocie miała choćby mglistą szansę na to, żeby przetrwać…
Obraz zaczął rozmazywać się Angel przed oczami. Mogła tylko zgadywać czy to zmęczenie, czy może efekt cisnących się do oczu łez. To i tak nie miało znaczenia, zwłaszcza w tamtej chwili. Właściwie nie zarejestrowała momentu, w którym ciężko osunęła się na kolana, nie będąc w stanie dłużej utrzymać się w pionie. Palcami zaczęła rozgrzebywać zalegającą tuż pod nią leśną ściółkę, ale prawie nie była tego świadoma.
– Shadow… – rzuciła w pustkę tak cicho, że ledwo była w stanie samą siebie zrozumieć. – Shadow, przepraszam! Shadow!
Odpowiedziała jej cisza – głucha, martwa i ostateczna. Samotność uderzyła w Angel całą mocą, tak jak i towarzyszące od dłuższego czasu poczucie beznadziejności. Miała ochot zawołać raz jeszcze, instynktownie wypatrując znajomej sylwetki albo pary lśniących szmaragdowych oczu, ale dookoła widziała wyłącznie górujące nad nią, całkowicie nieruchome drzewa.
Była sama.
I tym razem Shadow nie zamierzał się pojawić, by wyciągnąć ją z opresji.
O rany… Rozdział z kategorii „emocje i przemyślenia”. Chyba nigdy nie wyzbędę się nawyku pisania całych części bez choćby słowa dialogu. Mam wrażenie, że zwłaszcza przy tym opowiadaniu tekst bywa bardzo ciężki, ale to w sumie „Blank Dream” samo w sobie. No i pozostaje mi mieć nadzieję, że zdołałam przekazać wątpliwości Angel tak, jak tego chciałam – uzależnienie od Shadowa i wysiłku, jaki musi włożyć w podjęcie jakiegokolwiek działania.
Cóż mogłabym jeszcze dodać? Niedawno wystartowałam z czymś nowym i tak powstało „Dead Silence” [KLIK]. Kolejny rozdział pewnie już wkrótce, jak tylko poogarniam wpisy na pozostałe blogi. Na koniec jeszcze dodam, że jak zwykle dziękuję za wszystkie komentarze i obecność. Tak naprawdę wiele dla mnie znaczy. <3

17 czerwca 2018

Rozdział XV


Sen nie należał do najspokojniejszych.
Początkowo długo nie mogła zasnąć, w myślach raz po raz rozpamiętując to, co wydarzyło się w mieście. Myślała o słowach Bloodwell, o bezbronnej dziewczynce oraz reakcji Shadowa. Myślała o ich pocałunku, a im dłużej zastanawiała się nad tym, co zrobił, tym więcej wątpliwości miała. W pewnym momencie uświadomiła sobie, że tak naprawdę Shadow miał w sobie coś, co ją przerażało. Dostrzegała to w nim już wcześniej, ale dopiero widząc go na placu, uświadomiła sobie, że to sięgało o wiele dalej, niż mogłaby przypuszczać. Wciąż nie potrafiła tego nazwać, ale to nie miało znaczenia.
Nie chciała się nad tym zastanawiać. Za wszelką cenę próbowała wyrzucić z umysłu myśl o tym, że działo się coś bardzo złego. Miotała się, próbując stwierdzić komu tak naprawdę ufała – Shadowowi czy Bloodwell – ale nie potrafiła. Prawda była taka, że obdarzenie jakąkolwiek formą zaufania którekolwiek z nich wydawało się czystym szaleństwem.
Wpadający przez okno sypialni krwisty blask wiecznego zmierzchu doprowadzał ją do szału, drażniąc bardziej niż zazwyczaj. Nawet pierwszego dnia od chwili, w której Shadow wyprowadził ją z ciemności, nie czuła się aż do tego stopnia wytrącona z równowagi. Tęskniła za stanem otępienia, kiedy udawało jej się ignorować wszystko to, co działo się dookoła. Wtedy uznawała, że to ma sens; przyjmowała słowa Shadowa i najzwyczajniej w świecie żyła w tym niemalże pustym domu. Tak było dużo prościej, nawet jeśli nie potrafiła zmusić się o stwierdzenia, że dzięki temu była szczęśliwa.
Próbowała zaciągnąć zasłony, ale niewiele pomogło. Czerwonawe światło przenikało materiał, uparcie wkradając się do środka. Ostatecznie zwróciła się twarzą do drzwi, dla lepszego efektu naciągając kołdrę na głowę, ale to również niczego nie zmieniło. Miała wrażenie, że blask zachodu tak czy inaczej wypełniał pokój, zmierzając ni mniej, ni więcej, ale właśnie do niej. Był wszędzie, nawet pod powiekami, prawie że wypalony w jej umyśle.
Angel…
Gwałtownie poderwała się do siadu, zniecierpliwionym ruchem odrzucając pościel. Niespokojnie powiodła wzrokiem po sypialni, ale pokój oczywiście był pusty, co zresztą było do przewidzenia. Nerwowo zacisnęła palce na materiale, raz po raz gniotąc go i prostując. Serce waliło jej jak szalone, chociaż sama nie była pewna dlaczego. Czuła się rozbita i niepewna tego, co powinna zrobić. Cokolwiek miałoby to znaczyć, bo nagle naszła ją irracjonalna myśl, że ktoś szeptał jej imię, raz po raz ją nawołując i… ponaglając.
To tak, jakby miała coś ważnego do zrealizowania. Tylko co…?
Początkowo chciała wrócić do łóżka i jednak spróbować zasnąć, ale nie potrafiła. Machinalnie spojrzała w stronę okna, po czym skrzywiła się, gniewnie mrużąc oczy. Oczywiście, że nic się nie zmieniło. W tym miejscu jakiekolwiek odstępstwa od znajomej rutyny wydawały się nienaturalne, wręcz niewłaściwe. Wieczny zmierzch nie tylko czynił wszystko bardziej niepokojącym, ale przede wszystkim sprawiał, że cały ten świat wydawał się tkwić w miejscu.
Westchnęła cicho, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Zaraz po tym zamarła, bezmyślnie wpatrując się w podłogę przy drzwiach, chociaż nie od razu pojęła, co takiego przykuło jej uwagę. Dopiero kiedy już poderwała się na równe nogi i przykucnęła przy czerwonym punkciku, wyciągając ku niemu rękę, zrozumiała, co takiego widziała.
Płatek róży.
Serce zabiło jej szybciej, chociaż sama nie była pewna dlaczego – ze zdenerwowania czy podekscytowania. Machinalnie sięgnęła dłonią do kieszeni, by wydobyć z kieszeni bliźniaczo podobny, choć nieco bardziej wyniszczony płatek. Oba były krwistoczerwone i jakby uschnięte, co nie miało dla niej sensu. Skąd się brały? I dlaczego wyglądały tak, jakby leżały tu o dawna, chociaż ten przy drzwiach dopiero co znalazła…?
Poderwała się na równe nogi, bez zastanowienia dopadając do drzwi. Wyjrzała na korytarz, ale ten okazał się opustoszały, co zresztą było do przewidzenia. Mimo wszystko nasłuchiwała przez dłuższą chwilę, niemalże spodziewając się, że usłyszy cokolwiek, co świadczyłoby o obecności Shadowa. W końcu tylko oni tutaj byli, prawda? Oni i ten wielki, pusty dom…
Właśnie wtedy dostrzegła kolejny płatek. Leżał w niewielkim oddaleniu od drzwi jej pokoju, wydając się niemalże lśnić w ciemnościach. Angel momentalnie skupiła na nim wzrok, zaraz po tym – poruszając się przy tym trochę jak w transie – ruszając ku niemu.
– Shadow…? – szepnęła z wahaniem, nie mogąc się powstrzymać.
Jej własny głos zabrzmiał dziwnie w panujące ciszy. Aż wzdrygnęła się i zacisnęła usta, świadoma przede wszystkim tego, że powinna milczeć. Z wolna podążyła w mrok korytarza, zatrzymując się tylko na chwilę, by móc upewnić się, że to, co czerwieniło się na podłodze, było kolejnym różanym płatkiem.
Tym razem nie zaskoczył ją widok kolejnego. A później następnego i jeszcze jednego. Leżały porozrzucane wzdłuż korytarza, tworząc krwistą ścieżkę, którą bez chwili zastanowienia zdecydowała się podążyć. Ostrożnie stawiała krok za krokiem, nie wyobrażając sobie, że tak po prostu mogłaby się zatrzymać.
Trop urwał się tuż obok zamkniętych drzwi pokoju, przy których znalazła pierwszy z płatków. Angel zawahała się, z bijącym sercem spoglądając na pozornie niczym niewyróżniającą się, drewnianą powierzchnię. Czuła się nieswojo w tym miejscu. Aż za dobrze pamiętała to, co wydarzyło się, kiedy ostatnim razem przywiodło ją do tej części korytarza. Huk, który towarzyszył łomotaniu w drzwi od drugiej strony, aż za dobrze wyrył się w jej pamięci. To, jak spoglądał na nią Shadow, udowadniając, że tak naprawdę spoglądała wyłącznie na pustą sypialnię, również.
Zadrżała, po czym wycofała się pod samą ścianę. Oparła się o nią plecami, wciąż z uwagą obserwując drzwi. Cisza dzwoniła jej w uszach i nic nie wskazywało na to, by cokolwiek miało ją przerwać. To był zwykły pokój, prawda? Jeden z tych zamkniętych, do których Shadow miał klucze. Pewnie gdyby go poprosiła, znów by jej ich użyczył, ale niby co miała mu powiedzieć? Zwłaszcza po wszystkim, co w ostatnim czasie zaszło między nimi, rozmawianie z nim o czymkolwiek wydawało się Angel czymś niewyobrażalnym.
Zacisnęła usta, mając wrażenie, że czuje mrowienie warg. Jeszcze ten pocałunek…
Coś w samej świadomości tego, że ją pocałował, nie dawało jej spokoju, nie pozwalając dziewczynie wyobrazić sobie, że miałaby na niego patrzeć.
A jednak różane płatki prowadziły aż do tych drzwi. I były prawdziwe, bo dwa z nich wciąż ściskała w dłoni. Dla pewności nawet uniosła zaciśniętą pięść, po czym rozchyliła palce – i zamarła, bezmyślnie przypatrując się jej wnętrzu.
Płatki zniknęły, ale to nie miało znaczenia. Liczyło się przede wszystkim to, że jej palce znaczyła czerwień – rubinowe ślady, które z miejsca skojarzyły jej się tylko z jednym, chociaż nie miała odwagi nazwać rzeczy po imieniu.
Ze wstrętem otarła dłoń o ubranie. Serce jak na zawołanie podeszło jej aż do gardła, nagle zaczynając walić tak szybko i mocno, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz.
Co to znaczyło? I dlaczego…?
Ręce wciąż je drżały, kiedy na niego spojrzała. Czerwień zniknęła, ale Angel aż nazbyt wyraźnie czuła pieczenie po wewnętrznej stronie nadgarstków. Aż jęknęła, przez moment mając wrażenie, że ktoś przeciągnął po jej skórze czymś gorącym i nagrzanym. Miała wrażenie, że jej żyły płonął, zupełnie jakby nagle wypełniła je gorąca woda.
Chyba krzyknęła, ale to wydawało się dziać gdzieś poza jej świadomością. Zachwiała się, po czym zatoczyła na zamknięte drzwi – i to tylko po to, by zaraz po tym odskoczyć od nich z wrzaskiem, kiedy zauważyła, że na drewnianej powierzchni pojawiły się świeże, krwistoczerwone ślady.
ONA WIE
Wciąż czuła ból, co w połączeniu ze strachem sprawiło, że ledwo była w stanie odczytać poszczególne słowa. Wydawały się odległe, zresztą raz po raz wydawały się rozmazywać jej przed oczami, przez co nie potrafiła się na nich skupić, jednak kiedy już zdołała je odczytać, wypaliły się w jej umyśle tak skutecznie, że już nie wyobrażała sobie, że miałaby je zapomnieć.
Kto?, pomyślała w oszołomieniu. Kto i dlaczego…?
Nie miała okazji, by dokończyć to pytanie. Z jękiem opadła na kolana, zaskoczona bólem, który już nie tylko palił żywym ogniem jej nadgarstki, ale również wypełniał umysł. Miała wrażenie, że za moment pęknie jej głowa, wręcz marząc o tym, żeby zemdleć.
Jedynie cudem udało jej się zarejestrować ruch gdzieś za plecami. Chwilę później drobne rączki chwyciły ją za ramiona, zamykając w zdecydowanym uścisku. Chciała krzyknąć, ale nie była w stanie, sparaliżowana bólem i strachem.
– Przecież wiesz – usłyszała. Zamarła, nawet mimo bólu świadoma tego, że ktoś łagodnie szeptał jej wprost do ucha. – Obudź się, Angel. Musisz się obudzić.
Nie, nie Angel. Głos wydawał się szeptać zupełnie inne słowo – jakieś imię – ale nie potrafiła go wychwycić. W zamian umysł z uporem wypełniał lukę w sposób, który już podczas pierwszego spotkania zasugerował jej Shadow.
Angel. Angel, Angel…
Angel.
Przez krótką chwilę miała ochotę krzyczeć – czy to bólu, czy ze strachu, czy też znów w przypływie frustracji. Mimo obaw chciała odwrócić się i sprawdzić kto za nią stoi, ale nie była w stanie. Wiedziała jedynie, że gdzieś tam był – i że znał ją, podczas gdy ona…
Wszystko zniknęło równie nagle, co się pojawiło. Obudziła się, gwałtownie podrywając na łóżku i prawie spadając na podłogę. Oddychała szybko i płytko, w roztrzęsieniu wodząc wzrokiem po sypialni. Już nie była w korytarzu, w zamian jak gdyby nigdy nic siedząc na łóżku w swoim pokoju. Resztki snu majaczyły gdzieś w jej umyśle, raz po raz podsuwając jej myśl o tym, że coś było nie tak, ale to działo się jakby poza nią, odległe i tak bardzo nierzeczywiste.
To był sen. Musiała jednak zasnąć, ale…
W pośpiechu sięgnęła do kieszeni. Dłonie jej drżały, ale zdołała wydobyć płatek róży – zasuszony, ale mimo to nienaruszony. No i był jeden, bo nigdzie na podłodze nie widziała niczego, co przykułoby jej uwagę. Cokolwiek zobaczyła, było wytworem jej wyobraźni, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła w to uwierzyć.
Wspomnienie snu wciąż majaczyło gdzieś w jej umyśle. Z trudem poderwała się na równe nogi, bez zastanowienia wypadając na korytarz. Chociaż jakaś jej cząstka zdecydowanie przed tym protestowała, Angel biegiem popędziła do miejsca, w którym – była gotowa to przysiąc! – dopiero co się znajdowała.
Drzwi sypialni wyglądały dokładnie tak, jak przez cały ten czas. Nigdzie nie było śladów czerwieni – czy to różanych płatków, czy znów krwistych napisów. Mimo wszystko ten, który zobaczyła, wciąż pozostawał żywy w jej umyśle. „Ona wie”. Kto i co? Nie miała pojęcia, ale czuła, że musiała się tego dowiedzieć, najlepiej tak szybko, jak było to możliwe.
Podeszła do drzwi pokoju, drżącymi palcami badając nienaruszoną powierzchnię. Ani śladu napisu – zupełnie jakby nigdy go nie było. Bo w końcu taka była prawda, czyż nie? Goniła za snem. To, czego doświadczyła, pozostawało wyłącznie wytworem jej wyobraźni.
Zadrżała, wciąż niespokojnie tkwiąc w miejscu i wpatrując się w drzwi. Przez chwilę miała ochotę się roześmiać – po prostu wybuchnąć histerycznym śmiechem, który jak nic potwierdziłby, że oszalała. Przez moment rzeczywistość mieszała się ze snem, tworząc w jej umyśle jedność. Gdzieś w tym wszystkim było wspomnienie bólu, który co prawda nie wrócił, ale mimo wszystko wydawał się prawdziwy.
No i ten głos.
Głos, którego nie pamiętała, chociaż z jakiegoś powodu ją przyciągał. Chciała go odtworzyć, ale była w stanie przywołać do siebie wyłącznie wypowiedź – puste słowa bez modulacji, które również  dobrze mogłyby zostać zapisane na kawałku papieru. Chociaż za wszelką cenę chciała uczepić się tego wspomnienia, prawie jak kotwicy, która mogłaby pozwolić jej skupić się na rzeczywistości, nie potrafiła. Szansa umknęła jej już w chwili, w której straciła okazję, by zapamiętać imię, którym się do niej zwracano.
Angel, Angel…
Tutaj była po prostu Angel.
Znów zadrżała i to bynajmniej nie z zimna. Nerwowo zacisnęła palce, by po chwili rozluźnić uścisk. Poruszając się trochę jak w transie, bez słowa odwróciła się, zamierzając wrócić do pokoju. Co prawda przesiadywanie w sypialni i dalsze zastanawianie nad czymś, czego nie rozumiała, wydawało się pozbawione sensu, ale niby co miała zrobić? Porozmawiać z Shadowem? To zdecydowanie nie wchodziło w grę. Czuła, że nic by jej nie powiedział, nie wspominając o tym, że najpewniej znów dałby jej do zrozumienia, że najpewniej postradała zmysły. W końcu… czemu nie? Ktoś, kto najwyraźniej był w stanie się zabić, równie dobrze mógł całkiem zwariować.
Nerwowo potarła nadgarstki. Echo bólu czaiło się gdzieś w jej umyśle, co jakiś czas przybierając na sile, przez co niemalże poczuła pulsowanie pod skórą. Nie rozumiała tego, nie pierwszy raz mając poczucie, że tkwiła w miejscu, bezsensownie miotając się i nie będąc w stanie osiągnąć niczego sensownego. Tkwiła w miejscu, ale już nie potrafiła tego akceptować, na swój sposób żałując tego, że tak nagle się przebudziła. Letarg był bezpieczniejszy, teraz jednak pozostawał czymś poza jej zasięgiem – bo niezależnie od wszystkiego już nigdy więcej nie zamierzała udawać, że wszystko w porządku.
Ona wie…
Niemalże widziała te słowa za każdym razem, kiedy zamykała oczy. Wydawały się wypalone pod powiekami albo w jej umyśle, a przy tym tak bardzo niepokojące, że nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby o nic zapomnieć. Co więcej, Angel czuła, że powinna je rozumieć. Z jakiegokolwiek powodu śniła o tych drzwiach i…
Nie, to nie był sen.
Z jakiegoś powodu była gotowa przysiąc, że to rzeczywistość. Z drugiej strony, jak w tym dziwnym świecie miała jednoznacznie stwierdzić co było prawdziwe, a co nie? Z równym powodzeniem mogła cały czas śnić, niezdolna ostatecznie się obudzić. Tkwiła w miejscu, dokładnie jak cały ten świat – zastygły, martwy i skąpany w krwawym blasku wiecznego zmierzchu.
Ona wie…, pomyślała raz jeszcze i to wystarczyło, by naszły ją jeszcze silniejsze wątpliwości. Chodziło o nią? Szczerze wątpiła, zwłaszcza że tak naprawdę nie wiedziała niczego.
Jej myśli same z siebie uciekły ku Bloodwell. To, że mogłaby rozpamiętywać niedawną wizytę w mieście, nie wydawało się niczym dziwnym, ale z drugiej strony… Ta kobieta zdecydowanie była kimś, kto zapadał w pamięć. Jej piękno, sposób w jaki się wysławiała i to, co powiedział o niej Shadow… Cóż, to zdecydowanie wystarczyło, żeby nie dało się o niej zapomnieć. Sposób, w jaki odnosiła się do opiekuna Angel, tym bardziej, zwłaszcza że dziewczyna nagle zaczęła dochodzić do wniosku, że to właśnie Bloodwell mogła się okazać osobą, której należało zaufać.
O ile komukolwiek powinna w pełni wierzyć.
– Angel? Czy wszystko w porządku?
Z wrażenia omal się nie wywróciła, zaskoczona niemalże zatroskanym głosem Shadowa. Pojawił się w korytarzu znikąd, zupełnie jakby nagle zmaterializował się w ciemnościach. Zaskoczona, momentalnie zamarła, przez dłuższą chwilę po prostu bezmyślnie wpatrując w znajomą sylwetkę. Na sobie miał czarna pelerynę, co uświadomiło jej, że mógł wychodzić, ale nie skomentowała tego nawet słowem. Nie miała pewności, czy w ogóle chciała z nim rozmawiać, wręcz zaniepokojona perspektywą spotkania akurat teraz. Może to resztki wciąż majaczącego w jej pamięci snu, a może świadomość, że od wyprawy do miasta postrzegała Shadowa inaczej, ale poczuła się zagrożona.
– Och… – wykrztusiła z siebie z opóźnieniem. Nie miała wątpliwości, że mężczyzna doskonale wiedział, że była zdenerwowana. – Tak. Właśnie wracałam do siebie – wyjaśniła, a Shadow podejrzliwie zmrużył oczy. Jego intensywnie zielone tęczówki wydawały się lśnić w mroku.
– Na pewno? – zapytał i zabrzmiało to niemalże uprzejmie. – Jeśli coś się stało…
– Miałam zły sen – przerwała mu. Miała wrażenie, że powiedzenie prawdy – choćby w niewielkim stopniu – było najlepszym, co mogłaby zrobić. – Wyszłam, żeby się uspokoić – dodała, chociaż czuła, że brzmiało to jak co najmniej naciągana teoria.
Cisza dzwoniła jej w uszach. Coś w sposobie, w jaki patrzył na nią Shadow, nieustannie sprawiało, że czuła się nieswojo. W gruncie rzeczy nagle zaczęła mieć wrażenie, że mężczyzna spogląda na nią niemalże jak dzikie zwierzę na swoją potencjalną ofiarę. Chociaż z uporem odsuwała od siebie myśl, że akurat ten mężczyzna mógłby ją skrzywdzić, mimo wszystko chciała zniknąć mu z oczu.
Przebywanie z nim po tym, jak ją pocałował, wydawało się Angel czymś wręcz niemożliwym.
– Chcesz… o czymś porozmawiać? – drążył, a Angel spięła się jeszcze bardziej, spoglądając na niego z niedowierzaniem.
Może jakiś czas temu doszłaby do wniosku, że zwierzanie mu się to dobry pomysł. Przez pierwsze dni czuła się tak otępiała i zagubiona, że bez trudu by ją do tego nakłonił. W zasadzie sądziła, że potrzebowała rozmowy – kogoś, kto już wtedy poprowadziłby ją w głąb tego świata, pokazując i tłumacząc wszystko to, co powinna wiedzieć. Początkowo faktycznie uznawała, że to rola Shadowa, zwłaszcza że niejako sam na własne życzenie ją przyjął, ale teraz…
Nie ufała mu. Niezależnie od tego, co powiedziała, za wszelką cenę pragnąc zostać w tym domu, po prostu mu nie wierzyła.
A on to wiedział.
– Nie ma o czym – oznajmiła o wiele chłodniej niż zamierzała. Miała nadzieję, że jej ton wystarczy, by ukrócić jakiekolwiek dyskusje. – W zasadzie nawet nie pamiętam, o czym śniłam. Jestem… Po prostu wciąż jestem zdenerwowana.
– Ach, tak…
Wciąż przypatrywał się jej dziwnie. Po wyrazie jego twarzy trudno było stwierdzić, co tak naprawdę sobie myślał. Chyba tak naprawdę nie chciała tego wiedzieć. Była za to pewna, że jeśli chwilę dłużej będzie zmuszona milczeć w jego towarzystwie, wtedy ostatecznie trafi ją szlag.
Shadow nie odezwał się nawet słowem, kiedy w pośpiechu odmaszerowała do swojego pokoju. Z siłą zamknęła drzwi, po czym oparła się o nie plecami, oddychając tak szybko, jakby właśnie przebiegła maraton. Serce tłukło jej się w piersi, w powietrzu zaś wydawało się brakować tlenu. Nasłuchiwała, gotowa przysiąc, że Shadow wciąż stał w korytarzu, obserwując drzwi jej sypialni, jakby sądził, że zamierzała zmienić zdanie i jednak wyjść. Kolejny raz była gotowa przysiąc, że czytał z niej wręcz jak z otwartej księgi, wiedząc na jej temat o wiele więcej, niż mogłaby sobie tego życzyć.
Wzięła kilka głębszych wdechów, próbując się uspokoić. Może po prostu była przewrażliwiona. Ha! Jak nic taka była, a zachowanie Shadowa ani trochę jej nie pomagało. Czuła, że mógłby ją pogrążyć, zwłaszcza gdyby w pełni naiwności postanowiła mu zaufać. Z tym, że zdecydowanie nie zamierzała tego zrobić. Miała dość tkwienia w miejscu, nie sądziła zresztą, by wciąż była tego zdolna. Ten koszmar – prawdziwy czy nie – jawił się jako jednoznaczny dowód tego, że jej własna psychika zamierzała wziąć sprawy w swoje ręce.
Jeśli odzyskanie spokoju wiązało się z koniecznością działania, zdecydowanie zamierzała je podjąć. Wszystko wydawało się lepsze od szaleństwa, a najwyraźniej to było pisane jej w tym wielkim, pełnym pustych pokoi domu, zwłaszcza że poważnie zaczynała obawiać się Shadowa.
Musiała porozmawiać z Bloodwell. To było pierwszym, co przyszło jej do głowy, nawet jeśli wydawało się czymś irracjonalnym. Jak miałaby to zrobić? Tak po prostu wyjść z domu, spróbować nie zgubić się w lesie i poszukać kobiety, której praktycznie nie znała i która mogła okazać się niebezpieczna? To zdecydowanie brzmiało jak szaleństwo, ale jak najbardziej była gotowa to zrobić – i to niezależnie od możliwych konsekwencji.
Angel westchnęła, po czym w końcu odsunęła się od drzwi, prostując niczym struna. Z jakiegoś powodu mimo wszystko poczuła się lepiej.
Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, perspektywa działania rozbudziła w niej coś, czego nie czuła od bardzo dawna.
Nadzieję.
Dzień dobry wieczór! :D Rozdział aż nazbyt szybko jak na mnie, ale ostatnio mam tyle weny… Aż się boję, co z tego wyjdzie. Tymczasem zostawiam Was z rozdziałem, który w zasadzie wyznacza połowę tej historii. Przynajmniej tak to sobie zaplanowałam. Swoją drogą, nieźle zawiesiłam się po dwóch trzecich tego rozdziału, bo ta… psychodeliczna scena przyszła mi z łatwością, a ja w ciemnym pokoju i z cudami Petera na słuchawkach, poczułam się nieswojo, hm.
Dziękuję za obecność i komentarze, bo to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Kolejny już niedługo, więc do napisania!